Od kilku dni świat żyje dramatyczną sprawą Alfiego Evansa, który odłączony od aparatury walczy o życie w liverpoolskim szpitalu Alder Hey. Tak trudne przypadki zawsze budzą ogromne emocje i prowokują nas do wydawania bardzo jednoznacznych osądów. Takich, które mogą krzywdzić innych.

Prawie dwuletni Alfie od siódmego miesiąca życia choruje na niezidentyfikowaną do tej pory chorobę genetyczną. W jej wyniku w mózgu malca doszło do nieodwracalnych zmian, które zdaniem lekarzy uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Lekarze, nie widząc nadziei na polepszenie się jego stanu, zdecydowali o odłączeniu go od aparatury i zapewnieniu mu jak najlepszej opieki paliatywnej. Pomimo tego, że chłopczyk już od kilkudziesięciu godzin oddycha samodzielnie, lekarze nie zgadzają się na przetransportowanie go do szpitala Dzieciątka Jezus w Rzymie, który zgodził się kontynuować terapię dziecka. Decyzja ta wzbudziła bardzo ostry sprzeciw i protesty na całym świecie. Często jednak przybierają one bardzo niewłaściwą formę, bo zamiast pomóc Alfiemu, krzywdzą drugiego człowieka.

Nie mów fałszywego świadectwa

W mediach (głównie społecznościowych) pojawiło się od razu mnóstwo spekulacji i pomówień. Jedną z bardziej nośnych informacji było rzekome zamieszanie personelu szpitala w handel ludzkimi organami. Wystarczy parę kliknięć, żeby informację zweryfikować – proceder faktycznie odbywał się w szpitalu, ale… prawie 30 lat temu, a ludzie z nim związani nie mają już z placówką nic wspólnego. Prawda jednak nie ma tu większego znaczenia. Wątpliwości zostały zasiane, wykiełkowały natychmiast – w szpitalu Alder Hey pracują mordercy i handlarze organami. Wnioski nasuwają się same: odłączenie Alfiego to efekt podejrzanego procederu w który zamieszane są osoby podłe (handlarze), lubieżne (sędzia jest aktywistą homoseksualnym) i zakłamane (decyzję lekarzy podważa polska lekarka, która badała chłopca… w styczniu). Nie ma żadnej refleksji nad decyzją lekarzy, pytania o powody jej podjęcia. Są domysły i założenie złej woli – chęci zgładzenia żyjącego człowieka. To poważne oskarżenia, a przecież mamy nie mówić fałszywego świadectwa przeciw bliźnim.

Emocje na bok

W tak trudnych przypadkach bardzo trudno poradzić sobie z targającymi nami emocjami. Na samym początku sam byłem oburzony zarówno decyzją lekarzy, jak i głosami wołającymi o bardziej wyważone osądy. Im bardziej jednak zagłębiałem się w sprawę, tym mniej było we mnie pewności, że postąpiłbym inaczej niż lekarze i więcej zrozumienia dla wszystkich głosów, które zostały wypowiedziane w tej sprawie. Przy próbie oceny bardzo ważne jest odłożenie emocji na bok. Lekarze ze szpitala Alder Hey, mający wgląd w dokumentację medyczną Alfiego, zdecydowali, że dalsze jego leczenie będzie tzw. uporczywą terapią. Dzieje się tak wtedy, kiedy dotychczasowe metody leczenia śmiertelnie chorego pacjenta nie przyniosły efektu. Dopuszczalna jest wtedy rezygnacja z nadzwyczajnych środków leczenia i zapewnienie mu jak najlepszej opieki paliatywnej. Takie stanowisko zajęła Konferencja Episkopatu Anglii i Walii, pisząc w komunikacie:

„Potwierdzamy nasze przekonanie, że wszyscy, którzy podejmują bolesne decyzje dotyczące opieki nad Alfim Evansem, postępują uczciwie i dla dobra Alfiego, tak jak to widzą. Profesjonalizm i opiekę nad ciężko chorymi dziećmi, pokazane w szpitalu Alder Hey, należy uznać i potwierdzić”. 

Z drugiej jednak strony zapewnienie pacjentowi aparatury wentylacyjnej trudno uznać za przejaw uporczywej terapii, o czym pisze w swoim komunikacie polski Episkopat: 

„W zakres tej opieki we współczesnej medycynie wchodzi nie tylko nawadnianie i odżywianie, ale także wentylacja, jak długo organizm pacjenta jest zdolny do życia, a zatem do czasu, gdy właściwe mu procesy nie są wyłącznie efektem wymuszania za pomocą zabiegów medycznych”. 

Modlitwa zamiast okładania się

Widząc, jak złożona jest ta sprawa, trudno mi patrzeć na czarno-białe oceny i oskarżenia pojawiające się po jednej i drugiej stronie barykady. Nie mam powodu wątpić w dobre intencje lekarzy, z drugiej jednak strony trudno zaakceptować mi decyzję o odłączeniu chłopca od aparatury i brak zgody na przewiezienie go do szpitala, który proponuje opiekę. Od mojego zdania jednak nic nie zależy. Jeśli wyleję bliźniemu kubeł pomyj na głowę w Internecie, nie uzdrowię małego Alfiego. Łatwo mówić o wojnie cywilizacji życia z cywilizacją śmierci, trudniej zawalczyć o to życie modlitwą. Pozostaje mi więc ufać w to, że wobec chłopca wypełni się wola Boża. 

Fot.PAP/Rafał Guz
#AlfieEvans, czyli nie mów fałszywego świadectwa 
6 (100%) 9 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 2


  1. Tak, trudno odłożyć na bok emocje. Szczególnie, gdy czyta się relacje o determinacji i walce rodziców. Jestem mamą. Czuję ból Taty i Mamy już ś.p. Alviego. Ale Jezus uczy nas niekierowania się emocjami i rozeznawania, jak kochać stawianych nam na drodze nieprzyjaciół (czyli także tych, którzy myślą inaczej niż my).

    Użycz nam Panie Swej Łaski, abyśmy w takich właśnie sytuacjach umieli kochać.


  2. Jeżeli lekarze z Liverpool ,stwierdzili ,że Alfiego nie można uratować, to powinni pozwolić rodzicom na próbę leczenia w innym szpitalu, a nie zasłaniać się dobrem dziecka-„że będzie cierpiało , że nie przeżyje podróży”-a samemu go nie skazywać na śmierć głodową. Moim zdaniem coś mieli do ukrycia i nie mogli pozwolić aby inni lekarze go przebadali. Jednak w przyszłości ta śmierć Alfiego przyniesie błogosławione owoce i uratuje wiele istnień ludzkich. Z Bogiem