Boliwia, Ekwador, Peru. Trzy katolickie kraje. To jednak na pewno nie katolicyzm, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Synkretyzm kulturowy tych krajów poznał autor bloga „Stacja Filipa”. O Ameryce Południowej i religijności jej mieszkańców z Filipem Falińskim rozmawia Maciej Kluczka.  

Zdjęcie: blog Stacja Filipa

 

Co cię skłoniło do odwiedzania tych krajów?

Wielość kultur, krajobrazy tych krajów, ale i wiele książek, które o tych krajach przeczytałem.


Jadąc tam, wiedziałeś już, że te kraje charakteryzują się synkretyzmem (potoczniej mówiąc, miksem) kulturowym, także religijnym i również w ramach jednej religii. Krótko mówiąc – to kraje głównie katolickie, ale wiele mieszają tam elementy innych wierzeń, kultur. Czy na miejscu zobaczyłeś to, czego się spodziewałeś, czy rzeczywistość jeszcze bardziej cię zaskoczyła? 

Poniekąd spodziewałem się tego, co zastałem. Jednak te kraje były skolonizowane, a przez to też w jakiś sposób upodobnione. Są tam jednak takie różne miejsce, w których niewiele się zmieniło i gdzie byłem świadkiem sytuacji, których na pewno się nie spodziewałem.

Na przykład? 

Pewnego dnia na ścieżkę w górskim rejonie wyszedł pies. Powiesz – nic specjalnego. Owszem, ale w tej peruwiańskiej wioseczce, na odludziu, na końcu świata, wyszedł pies z pentagramem wypalonym na czole. To było przerażające. Jestem dość przesądny. Poczułem się… jak Jezus kuszony na pustyni. A to była półpustynia – kaktusy, agawy. Szedłem chwilę za nim, pies patrzył, czy idę za nim, jakby mnie prowadził. Stwierdziłem, że zawrócę. Nie wiem, skąd u niego znalazł się taki symbol. Nam się to kojarzy z satanizmem, ale tam może być to inny znak – na przykład szczęścia. Trudno to powiedzieć.

Zdjęcie: produkty ze sklepu dla czarownic w La Paz (Boliwia), fot: blog Stacja Filipa

 

A ludzie? Jak wygląda ich religijność? Podobna do naszej czy z naszego punktu widzenia specyficzna? 

Niech dobrym przykładem będzie przesąd, zwyczaj z Boliwii. Tam pod fundamenty budowanego domu wmurowuje się ususzony płód lamy – to odpowiednik naszego kamienia węgielnego i święcenia domu. Możliwe, że i tam ludzie zapraszają księdza i święcą domy, ale jednocześnie mają zwyczaj wmurowywania płodu lamy…  O tego typu zwyczajach, także świątecznych, pisałem na swoim blogu. Jezus – policjant? Jezus – marynarz? To chociażby w Peru nic nadzwyczajnego. Tradycje związane z pochówkiem też mogą wprawić w zdumienie. W Boliwii ciała grzebane są w… domku dla lalek.

 

Zdjęcie: ten sam sklep dla czarownic w La Paz (Boliwia), obok płodu lamy… Matka Boska, fot: blog Stacja Filipa

 

A nabożeństwa i Msze św. katolickie? Wyglądają podobnie? 

Uczestniczyłem w kilku, w różnych obrządkach. Jest dużo więcej śpiewów, radości, momentów uwielbienia, są dużo żywsze niż u nas. Widziałem też dziwne zachowanie wiernych, które u nas raczej byłoby niedopuszczalne – np. rozmowa przez telefon w czasie Mszy św. Może nie w pierwszych ławkach, ale w kościele.

Katolicy to tam większość społeczeństwa, tak? 

Tak, ale tam byli i nadal są Indianie i nadal przetrwały ich pogańskie wierzenia, na przykład Matka Ziemia Pachamama bóstwo czczone na tych ziemiach. Na to wszystko przyszli europejscy kolonizatorzy w XVI w., którzy wprowadzali katolicyzm na siłę. W zasadzie to im się udało, ale to nigdy nie były kraje jednej dominującej religii. Obok istniały też inne wierzenia. Wraz z globalizacją te kultury zaczęły niestety zanikać, ale nigdy nie było tam „czystego katolicyzmu”. Teraz prężnie działają tam misjonarze ze Stanów Zjednoczonych: mają wsparcie finansowe, dużo podróżują, intensywnie pracują.

Ci, którzy tam nigdy nie byli ani nie zgłębiali za bardzo tej kultury sądzą, że religijność mieszkańców Ekwadoru czy Boliwii jest bardzo żywa, ale jednocześnie powierzchowna, ludyczna, niezbyt mocno pogłębiona wiedzą, teologią. Czy to spojrzenie zgodne z rzeczywistością? 

Zdjęcie: miasto Alausí w Ekwadorze. Widać wielką figurę św. Piotra wznoszącą się nad miastem, fot: blog Stacja Filipa

Trochę tak jest. Zwłaszcza w tych regionach, w których ten synkretyzm kulturowy i religijny jest największy, czyli poza dużymi miastami, w wioskach. Pytanie tylko, czy na polskiej wsi wiedza na temat Biblii, Ewangelii jest większa niż tam. O tym można dyskutować. Unikałbym określeń oceniających, a tym bardziej piętnujących tych ludzi i ich religijność. To inna wrażliwość, inna mentalność. I już. Nie można tego oceniać.

Myślisz, że ta religijność, ten sposób przeżywania wiary, jest bliski religijności Argentyńczyków? Pytam o Argentynę, bo stamtąd pochodzi papież.

Zdjęcie: Indianka zapalająca świece w katedrze w mieście Cuenca (Ekwador), fot: blog Stacja Filipa

Inny. To inne kraje, inne społeczeństwo, inna historia. Argentyna i Chile to kraje imigrantów, stworzone przez europejskich imigrantów. Z kolei Peru, Boliwia i Ekwador to w większości autochtoni. To widać także po ich fizjonomii, rysach twarzy. Ekwadorczycy, Boliwijczycy to niscy Indianie, ciemniejsza cera. Obywatele Chile i Argentyny to już nasz typ urody, a przynajmniej nam bliższy. To potomkowie Włochów, Hiszpanów, także Niemców.

Mówiąc o religii, mówiliśmy głównie o ludziach. Na koniec zapytam cię o zabytki sakralne. Czy turyści mają pod tym względem dużo do zwiedzania, zobaczenia? 

Nie do końca. Budynki sakralne w tych krajach to często budynki o wiele nowsze i mniej okazałe niż w Europie. Te z czasów kolonialnych oczywiście są niesamowite, chociażby w Boliwii. To misje jezuickie w Chiquitos – redukcje misyjne (społeczności indiańskie w koloniach hiszpańskich i portugalskich w Ameryce Południowej – przyp. red.) założone na terenie departamentu Santa Cruz we wschodniej Boliwii. (Do 1760 roku jezuici założyli tam 10 osiedli, do których władze kolonii hiszpańskiej przesiedlały przymusowo Indian. Centralnym punktem każdej osady był kościół, którego architektura w przypadku tych redukcji stanowiła połączenie katolickich i lokalnych tradycji. Indianie zajmowali się uprawą roli, natomiast jezuici administracją osiedli. To miejsce zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO – przyp. red). 

To miejsce pamięta trudną historię. 

I jednocześnie duża turystyczna atrakcja. Przeważnie jednak to mniej okazałe budynki, kościoły. Z oczywistych względów budowane były stosunkowo niedawno. Każde miasto ma swoją katedrę, ale są one w większości „na jedno kopyto”, bardzo do siebie podobne. 

Zdjęcie: religijne obcinacze do paznokci z funkcją otwieracza do piwa, fot: blog Stacja Filipa

 

A pamiętasz coś, czego nie ma w europejskiej architekturze sakralnej? 

Zwróciłem uwagę na obecność dużych posągów, monumentów przedstawiających Jezusa. Jak u nas w Świebodzinie. Każde miasto ma figurę Jezusa albo anioła albo Matki Boskiej albo świętego. My oczywiście znamy Chrystusa z Rio, wszyscy znają, ale to nie jest jedyny „taki Jezus” w Ameryce Południowej. „Jezus z Rio” to jest przykład tego, co jest rozpowszechnione na całym kontynencie. Co ciekawe, „Jezus w Rio” jest trzecią pod względem wysokości takim monumentem na świecie Pierwszy jest Świebodzin, druga Cochabamba – Cristo de la Concordia.  

Zdjęcie: figura Chrystusa w Cochabamba – Cristo de la Concordia (Boliwia), fot: blog Stacja Filipa


W poprzednich „Rozmowach ze Zbawiciela” gościliśmy między innymi księdza Adama Bonieckiego, biskupa Marka Solarczyka i prezesa Tomasza Nakielskiego.

Katolicyzm, którego się nie spodziewasz [ROZMOWA ZE ZBAWICIELA]
6 (100%) 3 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.