fot. By Unknown author – Crisis Magazine: http://www.crisismagazine.com/2012/new-study-marred-by-old-cliches-about-preconciliar-catholic-writers, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25439926
90 lat temu zmarł Gilbert Keith Chesterton, wybitny angielski pisarz, przyjaciel Polski, obrońca chrześcijaństwa
Gdyby Polska nie narodziła się ponownie, umarłyby wszystkie chrześcijańskie narody – napisał Gilbert Keith Chesterton. 14 czerwca 1936 roku zmarł wybitny angielski literat, który był – mimo deklarowanego konserwatyzmu, a może właśnie dlatego – wielkim przyjacielem Polski.
„Naczelnem wrażeniem, jakie dają pisma Chestertona, jest radość. Essayista, powieściopisarz, dramaturg, autor książek o wielkich zagadnieniach filozofji życia, religji, historji, polityki i organizacji społecznej, — jest on przedewszystkiem poetą, a radość stanowi pierwszą pobudkę jego poezji. »Miłośnik świata«, czy może nawet romantyczniej: »Kochanek świata« (The World’s Lover): ten tytuł jednego z wcześniejszych jego wierszy do dziś może służyć za najogólniejszą jego charakterystykę” – napisał prof. Wacław Borowy w pierwszych słowach swej książki poświęconej brytyjskiemu literatowi („Gilbert Keith Chesterton”, 1929).
Można rzec, że z radością właśnie przywitano przybyłego na zaproszenie polskiego PEN Clubu Chestertona w Warszawie w 1927 roku. „Nie minęło dziesięć minut, odkąd wysiadłem z pociągu i moja stopa dotknęła polskiej ziemi, i usłyszałem dwa zdania – zdania uderzające dokładnie w ów ton, który inspiruje jedną połowę ludzkości, a drugą doprowadza do furii. Odebrała nas delegacja polskich oficerów kawalerii, a jeden z nich wygłosił mowę powitalną po francusku – mowę bardzo dobrą, bardzo dobrym francuskim” – wspominał pisarz w felietonie „Polski ideał” („The Illustrated London News”, 2 lipca 1927). „W jej trakcie użył pierwszego z owych dwóch wyrażeń: »Nie powiem, abyśmy witali największego przyjaciela Polski. Największym przyjacielem Polski jest Bóg«. Później, w rozmowie o bardziej swobodnym i towarzyskim charakterze, powiedział: »Ostatecznie mężczyzna może uprawiać tylko dwa zawody – poety i ułana«. Mówił to żartobliwie, dodając w domyśle: »Jesteś poetą, a ja żołnierzem kawalerii, a więc wszystko jest na swoim miejscu!«. Odparłem – przyznając, że gdyby traktować rzecz całkiem dosłownie, pomarlibyśmy z głodu – iż w całości podzielam to zapatrywanie i szczerze się z nim zgadzam” – relacjonował.
„Wiem jednak, że istnieją ludzie, którzy nie potrafiliby tego zrozumieć, nawet na tyle, aby się z tym nie zgodzić. Wiem, że niektórzy odrzuciliby to z wściekłością, nawet jako żart. Ten osobliwy rodzaj romantyzmu lub (jak wolicie) – zuchwalstwa, ma w sobie coś, co całkiem skutecznie doprowadza ich do niepohamowanej złości. Jest to złość powszechna wśród racjonalistów, co oschlejszych wykładowców uniwersyteckich i co mniej rozgarniętych funkcjonariuszy państwowych” – pisał Chesterton.

Wspomnianym przezeń oficerem był oczywiście Bolesław Wieniawa-Długoszowski.
„Gdyby Polska nie narodziła się ponownie, umarłyby wszystkie chrześcijańskie narody” – napisał wówczas Chesterton w księdze pamiątkowej PEN Clubu w Warszawie.
Według Lecha Jęczmyka, tłumacza i eseisty, wielka popularność Chestertona w międzywojennej Polsce wzięła się stąd iż po prostu był „bardzo dobrym pisarzem” i „apologetą chrześcijaństwa” A ponadto zadeklarowanym przyjacielem Polski. „Chesterton pokochał nasz kraj, ponieważ – według niego – wszyscy, którzy pluli na Polskę byli marni i zajadli” – mówił Jęczmyk w Polskim Radiu (2019). Przyznał też, że choć jako uczeń liceum w latach 50. był ateistą, to jednak uczęszczał na lekcje religii, ponieważ ksiądz-katecheta, zamiast katechizmu czytał uczniom „Przygody księdza Browna”.
„Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół” – napisał Chesterton w przedmowie do książki belgijskiego dyplomaty Charlesa Sarolei pt. „Listy o Polsce” (1922). „Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa” – podkreślił. „Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną” – podsumował.
Ocena ta nie była tylko kurtuazyjna, angielski pisarz szczerze interesował się losami Polski. „Polska to kultura katolicka, wepchnięta niczym nagie ostrze miecza pomiędzy bizantyjską tradycję Moskwy i pruski materializm” – ocenił Chesterton w „The End of the Armistice” (1920). „Jest to również przyczyna nader ułomnej sympatii, jaką odczuwają wobec Polski rozmaici dobrzy ludzie na Zachodzie, którzy zdegustowani patrzą na ten rodzaj życia duchowego i społecznego, ilekroć przypadkiem go zobaczą” – pisał. „Oni czują autentyczną sympatię dla prawdziwych interesów prawdziwej Polski. Właśnie dlatego nie chcą, by Polska miała port morski lub dobre granice. Właśnie dlatego wyrażają pobożne życzenie, by armia polska została pokonana przez bolszewików, a ziemia polska ukradziona przez Prusaków…” – komentował sarkastycznie i chyba profetycznie.
„Była to postawa dość niezwykła; w oczach elit intelektualnych Zachodu nasz kraj uchodził bowiem za zjawisko marginalne, nie mające znaczenia na scenie kulturalnej i politycznej kontynentu, choć zarazem zdecydowanie kłopotliwe” – napisała Ewa Polak-Pałkiewicz w artykule pt. „Polska jak nagie ostrze miecza” (ewapolak-palkiewicz.pl, 2019). „Polaków otaczała swoista wysublimowana pogarda, podobna do tej, z jaką w sferach zamożnych i postępowych traktowano katolicką Irlandię. Trzeba było znawcy, dociekliwego, krytycznego i subtelnego umysłu, jakim odznaczał się Chesterton, by Polskę odkryć – nie tylko dla Anglików.” – podkreśliła.
„Ówczesna, nieprzychylna Polsce polityka brytyjskiego rządu np. w sprawie podziału Śląska, statusu Gdańska itp. oraz krytyczne opinie na temat Polski z jakimi rozprawiał się Chesterton wynikała w dużej mierze ze zjawiska, które było pokłosiem XIX wiecznego zbliżenia Prus i Anglii, które sam pisarz określał mianem »teutonizacji« angielskiej polityki i kultury” – napisał Krzysztof Sadło w artykule pt. „Sprawa polska w refleksji G. K. Chestertona” („Teologia Polityczna”, 2016). „Prusy w pisarstwie Chestertona jawiły się jako zarzewie nowożytnego barbarzyństwa w sercu – być może już co raz mniej – ale w dużej mierze wciąż jeszcze chrześcijańskiej Europy” – wyjaśnił.
>>> Św. Antoni – nie tylko od zaginionych kluczy
„Pośród wybitnych pisarzy Chesterton był więc na pewno wyjątkiem. Na problem zła i jego najważniejszy w chrześcijaństwie symbol patrzył zupełnie inaczej, niż czynili to przedstawiciele europejskiego dekadentyzmu, ale także pisarze tacy jak Tomasz Mann” – napisał prof. Jan Tomkowski w eseju pt. „Gilbert Keith Chesterton: dobro, zło i diabeł” („Nauka”, 2022). „Nie zadowalała go nigdy abstrakcyjna siła komplikująca losy świata i postępowanie człowieka. Być może głównym wątkiem jego twórczości była nie tyle walka z szatanem co dramatyczna próba naprawy świata, nękanego kryzysem wartości, skażonego relatywizmem, odwróconego od tradycji. W poszukiwaniu pozytywnych wzorów Chesterton cofa się aż do średniowiecza, które uznaje – wbrew obowiązującym stereotypom – za epokę znacznie mniej mroczną, niż skłonni bylibyśmy sądzić. Zachwyca go sztuka średniowieczna i filozofia scholastyczna, w której oczywiście diabeł ma swoje miejsce” – wyjaśnił.

Gilbert Keith Chesterton urodził się w Londynie 29 maja 1874 roku, jako syn Edwarda, właściciela biura handlu nieruchomościami i Marie z domu Grossjean. „Uczęszczał najpierw do St. Paul’s School w Londynie – prywatnej szkoły z tradycjami, a potem studiował w University College i w Slade School of Art (1893-96). W roku 1900 debiutował tomikiem wierszy »Greybeards at Play« (Zabawa staruszków); w tym samym czasie debiutował jako krytyk. W 1901 roku Chesterton ożenił się z Frances Blogg; po ośmiu latach przeprowadził się z żoną do Beaconsfield w hrabstwie Buckinghamshire” – informuje Encyklopedia Teatru Polskiego (ETP). W 1901 r. Chesterton ożenił się z Frances Blogg; po ośmiu latach przeprowadził się do Beaconsfield w hrabstwie Buckinghamshire. Publikował m.in. w „The Speaker”, „Illustrated London News”, „Daily News”, „Daily Herald”; redagował też własny tygodnik, „G. K.’s Weekly”.
„Zasłynął jako autor powieści »Człowiek, który był czwartkiem« (1908) i cyklu kilkudziesięciu opowiadań detektywistycznych »Przygody księdza Browna« (1901-35). Tytułowy bohater, obdarzony intuicją i świetną znajomością ludzkiej psychiki, rozwiązuje skomplikowane zagadki kryminalne i znajduje wyjaśnienie tajemnic, do których klucz tkwi w przeszłości” – podaje ETP.
Dzięki „Przygodom księdza Browna” Chesterton został wybrany prezesem Klubu Pisarzy Detektywistycznych, stając się w ten sposób „kolegą po fachu” Agaty Christie. Jest też autorem kilkunastu innych powieści, m.in. „Napoleon z Notting Hill” (1904), „Kula i krzyż” (1909), „Latająca gospoda” (1914); tomików poetyckich, poematów, zbiorów esejów oraz dramatów „Magia” (premiera 1913), „Sąd nad doktorem Johnsonem” (1927) i „Niespodzianka” (1930). (Niespodzianka, napisana około 1930, opublikowana pośmiertnie w 1952). Jest też autorem biografii Charlesa Dickensa (1906) i George’a Bernarda Shawa (1909).
„Chesterton krytykował brytyjski imperializm i kolonializm; był przeciwnikiem postępu i nowoczesności” – czytamy w ETP.
W 1922 r. 48-letni Chesterton – wychowany w religii anglikańskiej, zafascynowany w młodości okultyzmem – przeszedł na katolicyzm, co było wówczas głośnym wydarzeniem i został przez papieża Piusa XI nazwany „obrońcą wiary katolickiej”. Jego konwersja zaowocowała m.in. rozprawą „Wiekuisty człowiek” (1925), a także biografiami „Święty Franciszek z Asyżu” (1923) i „Święty Tomasz z Akwinu”(1933).
Gilbert Keith Chesterton zmarł 14 czerwca 1936 roku w wieku 62 lat.

„Chesterton jest z innego świata. Potrafi śmiać się i żartować będąc w pełni zaangażowany w sprawy wielkie, nawet jeśli objawiają się w wydarzeniach zupełnie małych” – napisał dominikanin Janusz Pyda OP w artykule pt. „Dlaczego koniecznie trzeba czytać Chestertona?” („Teologia Polityczna”, 2016). „To unikalne połączenie śmiechu i zaangażowania jest listem z innego świata – świata chrześcijańskiego. Nie ma niczego zadziwiającego w fakcie, iż starożytni tak mało cenili śmiech. Widzieli w nim raczej element zwierzęcy, niż właściwość natury ludzkiej jako takiej. Wzniosłość była boska i ludzka, komizm – zwierzęcy. To dopiero chrześcijaństwo dało możliwość napisania »Boskiej komedii« i połączenia tych dwóch elementów w jedno. Nie dlatego, że starożytni nie znali bogów i komizmu, ale dlatego, że zanim przekraczający wszystko Bóg nie stał się człowiekiem połączenie dystansu i zaangażowania wydawało się sprzeczne samo w sobie i paradoksalne tak bardzo, że niemożliwe do przyjęcia. Na paradoksie Wcielenia nabudowany jest ciepły i zaangażowany humor Chestertona i dlatego właśnie jest on tak bardzo chrześcijański i tak bardzo… paradoksalny” – wyjaśnił.
„Ktoś mnie poprosił, bym wyjaśnił pewną moją cechę, która, jak się okazuje, uważana jest za dziw niepojęty. Dla zilustrowania sprawy otrzymałem wycinek z bardzo pochlebnego artykułu na mój temat, opublikowanego w amerykańskim piśmie. Artykuł napisany był w duchu niejakiego zdumienia. Na ile pojąłem, uznano za nadzwyczajne, że człowiek może być do tego stopnia zwyczajny” – pisał Chesterton sam o sobie („Dla sprawy”, 1929).
„Istotnie, jestem człowiekiem zwyczajnym, co oznacza, że akceptuję powszechne ludzkie zwyczaje. Zwykłem wierzyć w Stwórcę, zwykłem czuć wdzięczność za to, że istnieje świat, zwykłem uważać życie i miłość za dary zawsze dobre, a małżeństwo i rycerskość za prawa, które słusznie wzięły te dary w karby; zwykłem też podtrzymywać całą resztę normalnych tradycji naszego ludu i naszej wiary” – pisał Gilbert Keith Chesterton. „Niektórzy patrzą na mnie jak na raroga, bo wciąż myślę, że trawa jest zielona, choć niedawno odkryty słowacki artysta pomalował ją na szaro, i nadal utrzymuję, że światło dzienne jest całkiem miłe, mimo że trzynastu litewskich filozofów zasiadło w kręgu i przeklęło je uroczyście; zaś w kwestiach bardziej kontrowersyjnych szczerze wolę śluby od rozwodów i niemowlaki od kontroli urodzeń. Nie będę tu po kolei bronił każdego z tych wielce ekscentrycznych poglądów, jakie dzielę z przeważającą częścią ludzkości, dawnej i teraźniejszej. Jeśli ogólnie o nich napomykam, to mam po temu konkretny powód. Otóż, chcę, żeby było jasne jak słońce, że moja sympatia dla tych sentymentów nie jest ani trochę sentymentalna. Ani mi w głowie szczebiotać o nich z ckliwą afektacją. Więcej nawet – rzucam Czytelnikowi wyzwanie, by spróbował wytropić w tym eseju ślad jednej łzy wzruszenia. Moje poglądy nie wynikają ze wzruszeń: są rozważne, nie romantyczne” – wyjaśnił.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Dziś Święto Jednostki Wojskowej GROM
Lateran o „Magnifica humanitas”: najpierw człowiek, potem technologia
Sanktuarium Notre Dame de Popenguine: senegalskie Lourdes





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny