fot. PAP/Leszek Szymański

Gagliarducci: raporty konferencji episkopatów operacjami marketingowymi?

Mnożące się dziś raporty konferencji episkopatów, zlecane organom zewnętrznym, mogą stać się przeciwieństwem tego, do czego są przeznaczone. Stają się nie tyle dążeniem do prawdy, ile operacjami marketingowymi, w których biskupi nieustannie przepraszają i wyrażają wstyd, by zyskać uznanie opinii publicznej – uważa włoski dziennikarz Andrea Gagliarducci w swoim cotygodniowym komentarzu na łamach www.mondayvatican.com.

Na wstępie włoski komentator przypomina, że bardzo łatwo oskarżyć jakiegoś biskupa o niewłaściwe działania w obliczu przestępstw duchownych, a w przeszłości oskarżenia takie dotyczyły samego kardynała Jorge Mario Bergoglio – obecnie papieża Franciszka. Podkreśla, że w głośnym raporcie archidiecezji monachijskiej na temat nadużyć wymieniono dwa przypadki źle zarządzane przez kard. Reinharda Marxa, ale główną uwagę przykuły cztery przypadki z archidiecezji monachijskiej, kiedy tamtejszym arcybiskupem był Joseph Ratzinger. Na konferencji prasowej eksperci stwierdzili, że nie wiedział on nic o sytuacji tych osób, ale ofiary są przekonane, że jednak wiedział.

Opinia publiczna ważniejsza od prawdy?

„Nie ma żadnych dowodów na to twierdzenie. Tak samo jak nie było dowodów na tuszowanie lub złe zarządzanie przez kardynała Rainera Marię Woelkiego, arcybiskupa Kolonii, zmuszonego do sześciomiesięcznych ćwiczeń duchowych za to, co nuncjatura nazwała błędem w komunikacji. Podobnie jak nie było dowodów przeciwko kardynałowi Philippe’owi Barbarinowi, emerytowanemu arcybiskupowi Lyonu, uniewinnionemu z zarzutów tuszowania, ale nie przez opinię publiczną, do tego stopnia, że został zmuszony do rezygnacji.

fot. unsplash

Mnożące się dziś raporty konferencji episkopatów, zlecane organom zewnętrznym, mogą stać się przeciwieństwem tego, do czego są przeznaczone. Stają się nie tyle dążeniem do prawy, ile operacjami marketingowymi, w których biskupi nieustannie przepraszają i wyrażają wstyd, by zyskać uznanie opinii publicznej. Nie ma wątpliwości, że przypadki nadużyć powinny być potępione, a księża, którzy się ich dopuszczają, ukarani i pozbawieni możliwości dalszego sprawowania posługi duszpasterskiej. Nie ulega jednak również wątpliwości, że wszystko musi odbywać się zgodnie z zasadami sprawiedliwości, z uwzględnieniem kontekstów. Papież Franciszek kilkakrotnie mówił o hermeneutyce epoki jako niezbędnej do zrozumienia sytuacji i sposobów działania. Raporty te nie sięgają jednak prawdy sądowej, opierają się tylko na częściowo zweryfikowanych zeznaniach i przedstawiają szacunkowe dane dotyczące przypadków nadużyć, które nie są oparte na rejestrach sądowych. Metodologia nie jest solidna. Ale o tym mówić nie można. We Francji zdecydowane stanowisko zajęła Karine Dalle, kierująca komunikacją Francuskiej Konferencji Biskupów. Została zwolniona. Była najpierw rzecznikiem emerytowanego arcybiskupa Paryża Michela Aupetit, który wkrótce potem znalazł się w obliczu medialnej nagonki za rzekomo niewłaściwe relacje z kobietą: papież przyjął jego rezygnację «na ołtarzu hipokryzji».

Zero tolerancji

Przypadek raportu archidiecezji monachijskiej nie jest wyjątkiem. Ale – i o to chodzi – każdy może być zamieszany w zarzuty o złe zarządzanie, być może dlatego, że nie docenił petycji lub że jego pierwsza reakcja nie była najlepsza. To się zdarza. I wtedy wybiera się najbardziej prominentny cel, skutecznie ratując twarz innym osobom zaangażowanym lub odpowiedzialnym. Zdarzyło się to już nazbyt wiele razy w przypadku Benedykta XVI, kiedy był papieżem, i dzieje się to ponownie teraz, kiedy jest papieżem-seniorem.

Pozostaje jednak pytanie, czy to «zero tolerancji», którego domaga się papież Franciszek, z działaniami różnego rodzaju, począwszy od spektakularnego szczytu w sprawie nadużyć w lutym 2019 r., aż po zniesienie tajemnicy papieskiej, nie może pewnego dnia obrócić się przeciwko samemu papieżowi. Sprawy, o których już się mówiło, nie są wycofywane, a wykorzystuje się je do atakowania pontyfikatu. Jest to możliwe, bo taki jest stan rzeczy” – pisze Gagliarducci, nie kryjąc obaw, że ta sama taktyka nie może być zastosowana wobec papieża Franciszka.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze