fot. Kabila Haile

Ameryka Łacińska wciąż głęboko religijna, ale niekoniecznie katolicka [ANALIZA]

Nadal ok. 90 proc. mieszkańców krajów Ameryki Łacińskiej deklaruje wiarę w Boga. W praktyce nawet Latynosi nieprzynależący do żadnej religii poziomem religijności przypominają chrześcijan w Europie. Region ten pozostaje głęboko religijny, z wyłączeniem Urugwaju. Jednocześnie od dekad zauważa się radykalny spadek liczby katolików. 

Ameryka Łacińska z jednej strony potwierdza niektóre stereotypy, z drugiej gwałtownie im zaprzecza. Nie dość powtarzać, że to olbrzymi i bardzo zróżnicowany region, którego nie da się włożyć do jednego worka. Ba, nawet poszczególne państwa latynoskie są tak wewnętrznie niejednolite pod względem kultury czy religijności, że wyciąganie zbyt uproszczonych wniosków woła tutaj o pomstę do nieba. Za przykład może posłużyć Meksyk, gdzie południe kraju wyróżnia się nieco mniejszym przywiązaniem do katolicyzmu, synkretyzmem i coraz silniejszymi wpływami kościołów protestanckich, północ jest stosunkowo najbardziej zsekularyzowana, a regiony środkowo-zachodnie nadal są mocno przywiązane do Kościoła z silnie obecnym katolicyzmem ortodoksyjnym. Ale nawet wewnątrz tych obszarów da się zauważyć wiele zmiennych. Nie da się więc jednoznacznie powiedzieć, jaką religię wyznaje Meksyk. Tym bardziej nie da się tego powiedzieć o całej Ameryce Łacińskiej. To, co wynika z najnowszych danych Pew Research Center – to wciąż duża religijność tego regionu. Wszystko inne tworzy dziś fascynującą mozaikę. 

Kościół katolicki gwałtownie traci wiernych 

Chociaż katolików w Ameryce Łacińskiej jest wciąż najwięcej, to nie jest to już religia dominująca. Skomplikowaną kwestię stanowi również przywiązanie poszczególnych wiernych do nauczania Kościoła czy przenikanie się tradycji religijnych. Spadek liczby katolików jest widoczny zwłaszcza w ostatnich dekadach.  

fot. cathopic

Jeszcze na początku XX wieku w Argentynie 97 procent populacji była wyznania katolickiego, w 1950 r. odsetek ten spadł zaledwie o kilka procent, lecz już w 2014 r. tylko 71 procent Argentyńczyków deklarowało się jako katolicy. W 2024 r. było ich już tylko 58 procent. W Kolumbii od 1970 r. do 2024 r. o 35 procent spadła liczba mieszkańców identyfikujących się jako katolicy (w 2024 r. to 60 proc. populacji), w Meksyku o 29 procent (67 proc. w 2024 r.), a w Brazylii aż o 46 procent (w 2024 r. mniej niż połowa społeczeństwa przyznawała się do katolicyzmu). 

Protestanckie interludium 

Jeszcze kilka lat temu mówiło się o silnej ekspansji kościołów zielonoświątkowych. Wciąż jest to pod pewnymi względami prawda, choć obecnie trendy raczej idą w stronę nieidentyfikowania się z żadną religią (co wcale nie oznacza braku religijności, o czym jeszcze napiszę). Między 2010 a 2020 r. liczba chrześcijan nawet nieznacznie wzrosła (o ok. 3 proc.) przy bardzo dużym spadku liczby katolików. Wielu z nich bowiem przechodziło na protestantyzm. Według badań z 2013 i 2014 r. w Kolumbii aż 74 procent protestantów było wychowywanych w katolicyzmie. Ale w przypadku Panamy było to już tylko 15 procent. 

Argentyna Buenos Aires
Ulice Buenos Aires, fot. PAP/EPA/Juan Ignacio Roncoroni

Co przyciąga Latynosów do protestantów, zwłaszcza do ruchów pentekostalnych? Myślę, że odpowiedź jest dość intuicyjna. Najwięcej konwertytów zaznaczało, że chciało bliższej i bardziej osobistej relacji z Bogiem. Coś – czego ich zdaniem – nie doświadczali w Kościele katolickim. Wśród innych, często wskazywanych i niezwykle ciekawych powodów były m.in. poczucie większego wsparcia ze strony wspólnoty czy większy nacisk na moralność. To ostatnie może mieć wiele przyczyn – od luźnego podejścia wielu katolików do katolickiej moralności aż do tendencji liberalizacyjnych w niektórych Kościołach lokalnych. Protestanci też właściwie we wszystkich krajach regionu nawet o kilkadziesiąt procent częściej dzielili się swoją wiarą z innymi niż katolicy. Z pewnością ten większy ewangelizacyjny impet oraz radykalizm sprawiał, że wiernych szybko przybywało. 

Podróżując po krajach Ameryki Łacińskiej, nieraz natknąłem się na dość zaskakującą liczbę kościołów protestanckich. W Puerto Barrios i sąsiednim Puerto Santo Tomás, położonych na wybrzeżu karaibskim Gwatemali, miałem wrażenie, że domy modlitwy protestantów znajdują się niemal na każdym skrzyżowaniu. To oczywiście dość subiektywne wrażenie, ale istotnie kościołów protestanckich jest tam już więcej niż katolickich. Jednocześnie region ten nie jest diecezją, lecz należy do wikariatu apostolskiego Izabal. 

Mit katolickiego triumfu 

Wspomniany wikariat został założony dopiero w 1988 r. Pokazuje to, że istnieją rejony Ameryki Łacińskiej, które w praktyce są wciąż klasycznymi terenami misyjnymi. Jak to się ma do tego, że na początku XX wieku aż 99 procent mieszkańców Gwatemali miało być katolikami? Z kolei dane z 2014 r. pokazują, że jest to już zaledwie 50 procent populacji.  

Z dość dużym dystansem podchodzę do mówienia o „katolickiej Ameryce Łacińskiej”. W mojej opinii – choć może być ona kontrowersyjna – katolicyzm w dużej części regionu nie zdołał się dobrze zakorzenić. Minęło zaledwie 500 lat od przybycia misjonarzy. Wbrew pozorom – to nie jest dużo czasu. W Polsce po kilkuset latach od chrztu Mieszka i rozpoczęcia ewangelizacji narzekano wciąż na pogańskie obyczaje wsi. Przy całej kościelno-państwowej machinie podejmującej wysiłki misyjne i duszpasterskie przez 500 lat nie udało się w praktyce uczynić z dużej części mieszkańców Polski ortodoksyjnie wierzących katolików. 

Gwatemala, fot. Jeison Higuita/unsplash

A w przypadku Ameryki Łacińskiej sprawa była jeszcze trudniejsza. Przez setki lat wiele rejonów było w praktyce poza bezpośrednim wpływem władz kolonialnych, a Kościołowi wciąż brakowało odpowiedniej liczby misjonarzy, którzy nie tylko, chrzciliby, lecz także formowali, przekazując wiedzę religijną. W praktyce powstało wiele form praktyk chrześcijańskich wymieszanych z lokalnymi wierzeniami. Wielu formalnie ochrzczonych nie miało też świadomości tego, w co wierzą. Dodatkowo w XIX w. wraz z nastaniem liberalnych rządów Kościół był prześladowany. Tak naprawdę rozwój i odnowa Kościoła katolickiego w Ameryce Łacińskiej przypada dopiero na połowę XX wieku. Gwałtowny spadek liczby katolików może oznaczać po prostu zanik jedynie formalnej przynależności do Kościoła. W Meksyku spotkałem wiele osób, które były ochrzczone, ale nie przyjęły później innych sakramentów. Nie mieli też większej wiedzy na temat religii katolickiej. 

Bastiony katolicyzmu 

A jednak są w Ameryce Łacińskiej miejsca, gdzie rzeczywiście katolicyzm zdołał zapuścić głębokie korzenie i uformować społeczeństwa w dużej mierze świadomie wierzące. Są to jednak bardziej konkretne regiony niż państwa. Niektóre z nich pozostają silnie związane z Kościołem do dzisiaj. Jednym z przykładów jest stan Jalisco w Meksyku, który wraz z okolicznymi stanami, wciąż utrzymuje bardzo duży procent mieszkańców deklarujących się jako katolicy. W Jalisco jest to ok. 89 proc. populacji. 

Towarzyszy temu wciąż duża frekwencja na nabożeństwach (chociaż księża narzekają na tendencje spadkowe) i silna dynamika życia parafialnego. Żywotność miejscowego Kościoła pokazują liczne nowe wspólnoty, ruchy świeckich czy nawet zgromadzenia zakonne, które wciąż powstają w tym rejonie. Stosunkowo niewielki jest wpływ wspólnot protestanckich. Katolicyzm stanowi również pewien element tożsamości – to region, gdzie miała swoje centrum tzw. Cristiada, czyli zbrojne powstanie katolików przeciwko represjom rządowym wobec Kościoła.   

Seminaria diecezjalne w archidiecezji Guadalajary czy diecezji San Juan de los Lagos wciąż są pełne (ale i tu widać tendencje spadkowe). Seminarium diecezjalne Guadalajary uznaje się czasem za największe na świecie (choć to kwestia dyskusyjna), a o miejscowości Capilla de Guadalupe w diecezji San Juan de los Lagos mówi się, że kobiety mają tam „łona kapłańskie” – z tej miejscowości pochodzi bowiem wielu księży. To silny kontrast wobec wielu innych diecezji Meksyku, które przeżywają ogólny kryzys powołań, a znajdujące się w nich seminaria świecą pustkami. 

Religijność jest w Jalisco generalnie ortodoksyjnie katolicka i mniej synkretyczna niż na przykład w stanie Chiapas. Istnieje również duży nacisk na formację, zaangażowanie oraz przestrzeganie nauczania Kościoła z dużo słabszymi prądami liberalizującymi. Religijność ta ma jednak swoje wariacje – trochę inaczej będzie to wyglądało w regionie Los Altos de Jalisco, inaczej w regionie Valles, a znacznie inaczej w górzystych regionach rzeki Bolaños (gdzie rdzenna ludność Wixaritari wciąż jest celem klasycznie rozumianych misji). I to wszystko w ramach jednego stanu. Już ten przykład pokazuje, że mówienie o jakiejś generalnej „religijności latynoskiej” jest niepoważne. Natomiast, owszem, można wskazać pewne uogólnione tendencje.  

Synkretyzm i nowe ruchy religijne 

Tendencje te nie oznaczają generalnego opisu religijności. To prawda, że w Ameryce Łacińskiej sporo znajdziemy przykładów łączenia elementów lokalnych czy nawet autochtonicznych z chrześcijaństwem (a czy nasza choinka bożonarodzeniowa tym nie jest?). Trzeba jednak zaznaczyć, że w przypadku Ameryki Łacińskiej bywa to synkretyzm w pełnym tego słowa znaczeniu – gdzie stare wierzenia lub obrzędy de facto są w jakiejś formie zachowywane. To prawda, że religijność Latynosów przypomina czasem transakcje handlową – zapalę świeczkę przed figurką świętego, by „załatwił” mi zdrowie. Nie robiłbym jednak z tego ostatniego generalnej reguły. Nie przypisywałbym tego typu pobożności także w sposób stereotypowy mniejszym miejscowościom. Nieraz na wsi byłem zaskoczony bardzo głęboką i szczerą więzią z Bogiem, która nie miała nic wspólnego ze wspomnianym „kupiectwem”. Tego typu pobożność rozwijała się pomimo niedostatków w formacji. 

Natomiast na bazie powyższych tendencji rozwijają się liczne nowe ruchy religijne. Kilka lat temu, gdy zapytałem siostrę Glorię ze Zgromadzenia Sióstr Katechistek od Jezusa Ukrzyżowanego o synkretyzm w Meksyku, odpowiedziała mi coś nieoczywistego. Mówiła, że dzisiaj coraz większym zagrożeniem dla integralności wiary katolickiej jest synkretyzm związany z religiami spoza kraju lub nowymi ruchami religijnymi. Dlatego tak cenne dla ogólnych statystyk badania instytucji takich jak Pew Research Center czy meksykańskiego INEGI mogą nieco mylić tropy, nie pokazując dynamiki związanej z łączeniem religii czy nowymi rodzajami wierzeń. Tak na przykład według szacunków już nawet 10 procent meksykańskiego społeczeństwa ma być zaangażowane w kult Świętej Śmierci, co jest nieuchwytne w statystykach.  

Między rokiem 2010 a 2020 wzrosła w regionie o ok. 67 procent liczba osób bez przynależności religijnej. Ta liczba rośnie znacznie gwałtowniej niż liczba protestantów. Nie oznacza to jednak prostej sekularyzacji. Bardzo duża część osób, które nie utożsamiają się z żadną religią, wierzy w Boga. Co więcej, niemały procent z tych osób uznaje dodatkowo religię za ważną w swoim życiu, mimo że nie przynależą do żadnej. W takiej Brazylii jest aż 40 proc. osób bez przynależności religijnej. I w tej samej Brazylii aż 46 proc. osób, które nie mają przynależności religijnej, modli się codziennie. To o 27 procent więcej niż chrześcijanie w Polsce! Podobnie jest, gdy porównujemy Kolumbię z Polską – osoby bez religii są bardziej religijne niż polscy katolicy (13 procent polskich chrześcijan podobno nie wierzy w Boga…). Podobne tendencje widzimy, porównując różne państwa europejskie z tymi latynoamerykańskimi, choć mediana religijności między osobami bez religii w Ameryce Łacińskiej a chrześcijanami w Europie jest raczej porównywalna. W praktyce zatem ludzie „bez religii” w Ameryce Łacińskiej są statystycznie tak religijni jak Europejczycy deklarujący przynależność do któregoś z Kościołów.  

Ciekawy przypadek Urugwaju 

Widać pewne różnice w podejściu do religii na obu kontynentach oraz prawdziwą religijną mozaikę, którą trudno uwzględnić w szacunkach. Sprawia to, że w patrzeniu na same statystyki można łatwo popełnić wiele błędów poznawczych. Jasno też prezentuje się fakt, że Latynosi generalnie pozostają osobami wierzącymi, nawet jeśli nie mają konkretnej afiliacji religijnej, a Kościół katolicki traci wiernych. 

Zwiększa się liczba osób deklarujących się jako ateiści. Nie jest to jednak wciąż liczba duża. Ciekawym przypadkiem jest Urugwaj, gdzie prawie połowa społeczeństwa nie wyznaje żadnej religii. Jest to najbardziej zsekularyzowane państwo Ameryki Łacińskiej, bardzo różne pod względem religijności od innych państw regionu. Istnieje silna i powszechnie akceptowana tradycja rozdziału Kościoła i państwa. Zeświecczone zostały nawet święta – na przykład Wielki Tydzień to Tydzień Turystyki, Boże Narodzenie to Tydzień Rodzinny, a Święto Trzech Króli stało się Dniem Dzieci. 

Urugwaj. fot. EPA/Raul Martinez
Urugwaj. fot. PAP/EPA/Raul Martinez

Znowu jednak nie da się tego w pełni porównać z europejską sekularyzacją, chociaż jest ona dużo bardziej zbliżona do modelu ze Starego Kontynentu. Jednocześnie bowiem ok. 80 procent Urugwajczyków wierzy w Boga. W 2014 r. „tylko” 10 procent społeczeństwa identyfikowało się jako ateiści, pomimo wysokiego odsetka braku przynależności religijnej.  Zdaje się, że nie przypomina to jednak tego paradoksu z innych krajów Ameryki Łacińskiej. Ludzie – nawet jeśli deklarują wiarę w Boga – nie są religijni. 

Osobną kwestią jest relacja między przynależnością do danej religii, a akceptacją wszystkich jej dogmatów czy wskazań moralnych. Znowu sytuacja tutaj często ma charakter zróżnicowania regionalnego, mniej krajowego. Niemniej, religia (poza Urugwajem) stanowi nieodłączny element tkanki społecznej w Ameryce Łacińskiej. I nawet przy gwałtownie spadającej liczbie katolików czy wzroście liczby osób bez przynależności religijnej, wiara w Boga i modlitwa są w regionie wciąż czymś powszechnym. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze