PAP/Artur Reszko

PAP/Artur Reszko

Andrzej Poczobut przed powrotem na Białoruś: jestem gotowy na każdy scenariusz

„Moralnie trzeba być gotowym i do takiego scenariusza. Nie chcę tu rzucać wielkimi słowami, ale wydaje mi się, że jestem gotów, jeżeli władze uznają, że trzeba tę historie raz jeszcze powtórzyć, to jestem gotów ją raz jeszcze powtórzyć. Trzeba być sobą” – powiedział Andrzej Poczobut pytany, czy po powrocie na Białoruś nie boi się ponownego uwięzienia.

Białoruski dziennikarz, działacz opozycyjny polskiej mniejszości i więzień polityczny w rozmowie z KAI mówi m.in. o pobycie w Polsce, o tym jak wielkie wrażenie wywarło na nim spotkanie z papieżem Leonem XIV, a także o swoim stanie zdrowia i kondycji psychicznej.

Waldemar Piasecki: Po nieco ponad czterech miesiącach od uwolnienia i przybyciu do Polski wracasz na Białoruś. Zadam Ci w związku z tym dwa pytania. Pierwsze brzmi: PO CO?

Andrzej Poczobut: – Wielokrotnie odpowiadałem na to pytanie. Zostały tysiące ludzi ze Związku Polaków Białorusi (ZPB). Organizacja w ciągu tych wszystkich lat prowadziła działalność, nie zważając na represje i ani na jeden dzień nie wstrzymano jej działalności. W 2021 roku kiedy aresztowano kierownictwo ZPB, kiedy odbywały się rewizje w siedzibie organizacji, zabierano sprzęt, komputery i wydawało się, że wszystko padnie i we wrześniu rodzice po prostu nie poprowadzą swoich dzieci do szkół społecznych działających przy ZPB. Jednak przyszedł wrzesień i tylko pojedyncze osoby zrezygnowały, i w szkołach tak jak zawsze były tłumy dzieci. Wszyscy się bali i wszyscy szli i wszyscy się trzymali razem. Jestem częścią tego ruchu, częścią Związku Polaków. Dziwne, że muszę tyle razy to tłumaczyć. 

Drugie: DLACZEGO?

– Bo tam jest moje życie, tam się urodziłem, tam są pochowani moi przodkowie. Bo tyle lat swego życia poświęciłem Związkowi Polaków, mniejszości polskiej, że byłoby cholernie szkoda to wszystko rzucić, a z drugiej strony proszę sobie wyobrazić cały wysiłek nie tylko Polaków na Białorusi, ale także Polski, która od lat 90-ch wspiera mniejszość polską. To naprawdę ogromny wysiłek. Czy można dopuścić by został zmarnowany? Czy nie należy zrobić wszystko co jest możliwe by uratować, co tylko da się uratować? 

PAP/Adam Warżawa
PAP/Adam Warżawa

Jak Ci było w Polsce przez te cztery miesiące? Czy czułeś się jak w domu?

– To wszystko było jak sen. Nagle z jednego świata trafiłem do świata innego, zupełnie innej atmosfery. W Polsce czuje się i zawsze się czułem bardzo dobrze, zawsze było tak, że jak długo mnie nie było w Polsce to zawsze czuję potrzebę wewnętrzną by pojechać, by odwiedzić. Lubię Warszawę, lubię Białystok, Sopot, Opole, Kraków. Każde z tych miast ma swój klimat i swój nastrój. Generalnie Polska jest piękna, i przy całej naszej tragicznej historii jeżeli spojrzymy dziś na Polskę to ma się wszystko. Chcesz morze? Jest morze! Góry? Masz góry! Jest puszcza, jeziora, nawet pustynia jest! I co by tam nie mówili, i jak by nie narzekali, Polska to kraj dobrych ludzi. Czasem jakieś wybryki, patologie mogą to przesłonić, ale w ostatecznym rozrachunku to i tak zawsze będzie historia z happy endem. Tak to widzę i tak to czuję, i za to, jak by patetycznie to nie zabrzmiało, jestem Polsce bardzo wdzięczny.  

Czy nie myślisz, że twoja obecność była wykorzystywana przez różna środowiska, w tym polityczne i zmuszała Cię do, nazwijmy to, uprzejmego symetryzmu. Tak, aby nikogo nie urazić…

– Nie jestem osobą, którą można do czegoś zmusić. Ja tego tak nie traktuję. Oczywiście, zdaje sobie sprawę z głębokiego podziału i polaryzacji w społeczeństwie, jednak po każdej stronie są ludzie, którzy mają serce dla Polaków z Białorusi i właśnie z tymi ludźmi trzymam kontakt, z tymi ludźmi współpracujemy. Na zewnątrz to może wyglądać dziwnie, ale wewnątrz w tym nie ma żadnej sprzeczności. Po prostu ktoś czuje ten nasz kresowy klimat, komuś on jest bliski i zrozumiały i on nas wspiera. I nie ważne czy jest z Platformy Obywatelskiej, czy z Prawa i Sprawiedliwości, czy z prawicy albo z lewicy. To się albo czuje albo nie.

Co  było najważniejszymi wydarzeniami podczas pobytu? 

– Trudno coś specjalnie wyszczególnić, bo to wszystko było ważne i wzruszające. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wizyta w Gnieźnie, kolebce naszej historii… Kielich św. Wojciecha, który miałem okazje dotknąć, który ma ponad 1000 lat. Kiedy wyobrażasz sobie jego historię i czas który minął, ludzi, którzy trzymali go w ręku to może się zakręcić w głowie. Była jeszcze Msza św. koncelebrowana przez Prymasa Polski arcybiskupa Wojciecha Polaka w intencji Polaków na Białorusi. Wielkie wrażenie wywarło na mnie spotkanie na Franciszkańskiej 3 w Krakowie z kardynałem Grzegorzem Rysiem, kapłanem wyjątkowej charyzmy, prawdziwym księciem Kościoła. Tam mogłem dotknąć relikwiarza ze szczątkami pierwszego króla Polski Bolesława Chrobrego. Także stanąć w słynnym oknie, w którym stawał papież Jan Paweł II. To było wielkie ładowanie akumulatorów, nabieranie sił.  Kardynał odegrał także znaczącą rolę w programie mojej wizyty w Watykanie, gdzie mogłem się przekonać jak jest tam szanowany. To też utkwiło mi w pamięci. 

fot. flickr.com/EpiskopatNews

A z innej strony defilada z okazji Dnia Wojska Polskiego i ta cała potęga którą miałem okazji z bliska zobaczyć, to było coś niesamowitego. No i w maju płynąłem statkiem po Bałtyku, pamiętam ten kolor morza. Sierpień spędziłem w Krynicy. Pamiętam to uczucie kiedy wchodzisz na górę, a potem stoisz na niej i podziwiasz piękną okolice. Dużo pięknych wrażeń miałem w ciągu tych miesięcy. Jednak czas szybko leci, wszystko się kończy i czuje, że trzeba wrócić do codziennego życia, do rzeczywistości.

Jak z Twoim zdrowiem? Czy leczenie szpitalne i sanatoryjne pomogły?

– Nie trzeba być lekarzem by stwierdzić, że wyglądam znacznie lepiej. Słyszę to niemal codziennie. Dlatego jestem bardzo wdzięczny wszystkim którzy się do tego przyczynili. 

W jakiej jesteś kondycji psychicznej? Po latach w więzieniu trudno wraca się do normalnego funkcjonowania? Wielu ludzi, w tym znanych dysydentów, zmagało się z objawami syndromu postwięziennego…

– Bez wątpienia to nie jest takie łatwe. Czasem miałem takie uczucie, że wszystko to dookoła mnie to sen i zaraz się obudzę znowu w zimnej celi nr. 2 sam na sam ze swoimi myślami. Nie jest też łatwe poskładać na nowo rodzinę. Kiedy ciebie długo niema twoje miejsce zajmuje pustka i do tej pustki wszyscy się powoli przyzwyczajają, a tu nagle znowu pojawiam się ja. Tylko, że dla mnie przez te pięć lat czas stał w jednym miejscu i życie postawione było tak naprawdę na pauzę, a tu czas przemijał z niebywałą prędkością. Wiesz, rozmawiałem z kolegami z więzienia, mówią wprost, że większość małżeństw po takim doświadczeniu rozpada się. Po prostu nie da się skleić stłuczonej filiżanki, dlatego to wszystko trzeba po prostu na nowo układać.

Którzy z poznanych ludzi zrobili na Tobie największe wrażenie?

– Nie chciałbym nikogo pominąć. Przez cały ten czas spotykałem się z wieloma dobrymi ludźmi. Każdemu jestem bardzo wdzięczny,

Byłeś także w Parlamencie Europejskim, gdzie odbierałeś Nagrodę Sacharowa za walkę o demokrację i prawa człowieka na Białorusi. W swoim wystąpieniu zwracałeś się o wsparcie społeczności międzynarodowej. Czy myślisz, że to się spodobało reżimowi Łukaszenki? 

– Kiedy mówię czy piszę nie myślę o tym co się spodoba Łukaszence a co jemu się nie spodoba, tylko staram się tak formułować zdania by człowiek zrozumiał o co mi chodzi, by być przekonywującym. Dlatego przede wszystkim przemawiając w Parlamencie Europejskim myślałem jak w krótkich słowach opowiedzieć naszą historię, by człowiek, który nawet może nie zdawać sobie sprawę z tego gdzie się znajduje Białoruś, i dlaczego tam mieszkają Polacy, zrozumiał naszą sytuację.

Przyjął cię papież Leon XIV, spotkałeś się z szefem watykańskiej dyplomacji arcybiskupem Paulem Gallagherem. Wizyta w Watykanie przebiegała w atmosferze dyskrecji. Czy możesz powiedzieć dziś o niej nieco więcej? Jak ją, Twoim zdaniem, postrzegają władze białoruskie?

– To było dla mnie wielkie przeżycie. Spotkanie z Ojcem Świętym, wizyta w Watykanie, Msza św. w Bazylice św. Piotra. Modlitwa przy grobie papieża Polaka św. Jana Pawła II. To wszystko pozostanie w mojej pamięci na zawsze. A dyskrecja, cóż wiadomo, że władzom białoruskim moja aktywność się nie podoba, i gdyby wcześniej wiedzieli to oczywiste jest, że podjęliby działania, aby do takiej wizyty nie dopuścić. By uniknąć takiej sytuacji zachowywane to było wszystko w tajemnicy. Oni wszystko postrzegają w kategoriach spisku i działań wywrotowych. Myślę, że tak właśnie patrzą i na moją wizytę w Watykanie.

EPA/RICCARDO ANTIMIANI
Dostawca: PAP/EPA.

Jak to, co robiłeś przez te cztery miesiące było odbierane przez Polaków na Białorusi? Czy było dla nich wsparciem?

– Bez wątpienia. Wiele razy słyszałem, że to wszystko dodawało naszym ludziom otuchy i było dla nich powodem do dumy. Jestem ich sługą.

We wrześniu miał się odbyć zjazd Związku Polaków Białorusi, którego miałeś być główną postacią. Czy to prawda, że się nie odbędzie, bo znowu mógłbyś trafić do więzienia? 

– To jest pewne uproszczenie. Przy przygotowaniach do zjazdu powstały nagle pewne problemy logistyczne, a do tego pojawiły się sygnały, że przeprowadzenie zjazdu jest obarczone ryzykiem dla jego uczestników. To wszystko spowodowało, że Rada Naczelna podjęła decyzje o przeniesieniu terminu zjazdu ZPB. 

Długo nie widziałeś swoich rodziców. Są w podeszłym wieku. Tato jest poważnie chory. To naturalne, że będziesz chciał się nimi zająć. Czy jest szansa, że będą mieli w Grodnie należytą opiekę? Czy nie powinni trafić do Polski?

– Ojciec nie chce wyjeżdżać, nie chce opuszczać domu. Z mamą się widziałem, przyjeżdżała do szpitala do Warszawy, z ojcem rozmawiałem tylko przez komunikatory społecznościowe. Mam nadzieje, że wkrótce się zobaczymy z nim w naszym domu. Tak jest ze starymi drzewami, że się ich nie przesadza na inną ziemie. 

Na jak długo jedziesz? Kiedy znów będziesz w Polsce?

– Dla mnie ta wizyta jest bardzo ważna. Z wielu powodów. Przede wszystkim rodzinnych, ale też zrozumiałe jest, że chcę zobaczyć naszych ludzi, tych którzy nie zważając na zagrożenie, cały czas prowadzą działalność i dzięki którym, tak naprawdę, mam gdzie wrócić. Jednak wiadomo jest, że planowana jest wizyta w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Dlatego jadę do Grodna na krótko, zobaczyć rodzinę, porozmawiać z ludźmi, zobaczyć jak funkcjonuje Związek Polaków Białorusi i szybko wracam, aby lecieć do Stanów Zjednoczonych.

Co planujesz robić w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie? Czy, na przykład, trafisz do Białego Domu?

– Jest takie chińskie powiedzenie, że kto zadaje za dużo pytań, otrzymuje za dużo odpowiedzi. Uznajmy, że wizyta będzie intensywna i interesująca.

PAP/Artur Reszko
PAP/Artur Reszko

O ile do niej dojdzie… Czy bierzesz pod uwagę, że kiedy pojawisz się na Białorusi reżim zechce Cię znowu uwięzić nie zważając na opinię międzynarodową i relacje ze Stanami Zjednoczonymi? Co wtedy?

– Moralnie trzeba być gotowym i do takiego scenariusza. Nie chcę tu rzucać wielkimi słowami, ale wydaje mi się, że jestem gotów, jeżeli władze uznają, że trzeba tę historie raz jeszcze powtórzyć, to jestem gotów ją raz jeszcze powtórzyć. Trzeba być sobą.

Czego Ci życzyć?

– Trochę szczęścia. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze