fot. arch. Anety Ćmiel
Aneta Ćmiel: nie zgadzam się na role w projektach sprzecznych z moimi wartościami [ROZMOWA]
„Nie chcę mówić ludziom o Bogu, kiedy nie pytają, ale żyć tak, żeby sami zaczęli pytać” – mówi Aneta Ćmiel, odtwórczyni serialowej roli Stefci – służącej na dworze. W rozmowie z Anną Gorzelaną aktorka opowiada o życiu w perspektywie wiary, o granicach w zawodzie aktorskim, popularności i o tym, dlaczego w świecie aktorskim bardziej niż odwagi potrzeba dziś wierności sobie.

Anna Gorzelana (misyjne.pl): Jest pani szczególnie kojarzona z rolą Stefci z serialu będącego projektem realizowanym w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Rola Stefci zmieniła coś w pani życiu także poza planem filmowym?
– Myślę, że bardziej cały projekt niż sama rola. Trudno patrzeć na tę postać w oderwaniu od wszystkiego, co wspólnie stworzyłyśmy. To doświadczenie dało mi ogromną pewność siebie. Pokazało, że nawet jeśli na początku nie ma się pieniędzy ani wielkiego zaplecza, ale są ludzie, którzy chcą razem coś stworzyć, można zrobić rzeczy przekraczające własne wyobrażenia. Dla mnie ogromnym przeżyciem było to, że tyle osób oglądało naszą pracę. To nauczyło mnie też, że nie trzeba czekać na idealny moment czy wielkie fundusze. Czasem warto po prostu zacząć. Kiedy człowiek rusza z miejsca, nagle pojawiają się okoliczności i ludzie, którzy pomagają projektowi się rozwijać. Zrozumiałam, że nawet pomysły wydające się nierealne mogą się udać, jeśli naprawdę się w nie uwierzy.
Druga ważna rzecz dotyczy wartości. Poczułam, że nie muszę zgadzać się na wszystko tylko dlatego, że jestem aktorką i „trzeba gdzieś zaistnieć”. Mogę pracować z ludźmi, których szanuję i przekazywać wartości, które są mi bliskie.
A jeśli chodzi o samą Stefcię, to ona została ze mną także po zakończeniu serialu. Czasem w codziennych sytuacjach myślę sobie: „Jak Stefcia by na to zareagowała?”. I to pomaga mi nabrać dystansu do wielu rzeczy. Filmowa Stefcia jest prosta w najlepszym znaczeniu tego słowa – cieszy się małymi rzeczami, ufa Bogu, nie komplikuje życia bardziej niż trzeba. Dzięki niej sama próbuję mniej się przejmować i bardziej ufać, że wszystko jakoś się ułoży.

Wspomniała pani o wyborach zgodnych z własnymi wartościami. Na ile dziś w świecie aktorskim da się pozostać wiernym swoim przekonaniom, nie będąc od razu zaszufladkowanym?
– Myślę, że to możliwe, choć nie jest łatwe. I nie chodzi nawet o granie postaci, które mają inne poglądy niż ja, bo to traktuję jako wyzwanie aktorskie. Problem pojawia się wtedy, gdy cały projekt promuje wartości, z którymi po prostu się nie zgadzam. Trudnością jest też obecna dziś w wielu produkcjach zupełnie niepotrzebna nagość. Zdarza się, że dostaję propozycję udziału w ciekawym filmie, ale pojawia się wymóg pełnej nagości i wtedy wiem, że nie mogę się na to zgodzić.
Często słyszy się argument, że ciało aktora jest narzędziem pracy – i ja się z tym częściowo zgadzam – ale jednocześnie mam poczucie, że dziś bardzo łatwo przekracza się pewne granice intymności. Nie oceniam innych aktorek i aktorów – każdy podejmuje własne decyzje, ale ja sama nie czułabym się z tym komfortowo. Nie chciałabym też, żeby moi bliscy oglądali mnie w takich scenach.

Co pomaga pani zachować wierność sobie pomimo popularności? Autentyczności trzeba się uczyć?
– Myślę, że chyba bardziej niż „uczyć się” trzeba przede wszystkim pilnować się, żeby nie próbować być kimś innym. W internecie łatwo zacząć porównywać się do innych i myśleć, że wszyscy są lepsi, bardziej idealni. Ja sama jestem perfekcjonistką i potrafię nagrywać jedną rolkę bardzo długo, bo ciągle coś mi nie pasuje. Czasem wyrzucam całe nagrania przez jedno źle wypowiedziane słowo. Myślę, że największą trudnością jest zaakceptowanie swojej nieidealności. A jednocześnie to właśnie naturalność ludzie lubią najbardziej. Paradoksalnie, kiedy nagrywam jako Stefcia, w ogóle się tym nie stresuję. Jeśli coś wyjdzie niedoskonale, wydaje mi się to nawet urocze. Gorzej, kiedy błąd popełniam „jako ja”.
Popularność w internecie bardziej zbliża do ludzi czy oddala od nich?
– Myślę, że popularność może utrudniać relacje, jeśli człowiek nie pilnuje granic. W aktorstwie czas pracy jest jednak dość jasno określony – jest plan zdjęciowy, są konkretne godziny. Natomiast Instagram bardzo mocno wchodzi w życie prywatne. Człowiek myśli, że poświęci chwilę na nagranie filmu, a nagle okazuje się, że minęły trzy godziny. Sama łapałam się na tym, że chciałam jeszcze coś zmontować albo odpisać ludziom i cały wieczór znikał.
Z jednej strony jestem blisko ludzi w internecie i bardzo staram się odpowiadać na wiadomości czy komentarze, bo wiem, że wielu osobom te rozmowy naprawdę pomagają. Ale z drugiej strony – trzeba uważać, żeby nie zaniedbać relacji najbliższych. Moim marzeniem zawsze było takie życie, w którym sama decyduję o swoim czasie – żeby mieć przestrzeń dla rodziny, narzeczonego, domu, przyszłych dzieci. A później łatwo wpaść w pułapkę ciągłego bycia online i zapomnieć, po co w ogóle się to wszystko robiło.
Mimo że nie tworzy pani treści religijnych, nie jest trudno zauważyć, że wiara jest w pani życiu ważna.
Nigdy nie ukrywałam tego, że wiara jest dla mnie ważna, ale też nie chcę budować wokół siebie wizerunku „katolickiej influencerki” – po prostu tego nie czuję. Chcę być sobą, ale też nie „zarzucać” odbiorców religijnymi treściami. Bardzo bliska jest mi zasada: nie mówić ludziom o Bogu, jeśli nie pytają, ale żyć tak, żeby sami zaczęli pytać.

Kiedy najmocniej doświadcza pani obecności Boga – podczas sukcesów czy raczej w trudnościach?
– Chyba bardziej w radości i sukcesach. Bardzo często mam poczucie, że pewne rzeczy wydarzyły się w sposób zbyt nieprawdopodobny, żeby były przypadkiem. Wtedy naprawdę czuję wdzięczność wobec Boga. Ale jednocześnie wiara bardzo pomaga mi w trudnych momentach. Nawet jeśli czegoś nie rozumiem, staram się ufać, że Bóg potrafi wyprowadzić z tego dobro. Wiele razy w życiu byłam zła, że coś się nie udało, a później okazywało się, że właśnie to było potrzebne – dzięki tamtemu doświadczeniu jestem dojrzalsza, lepiej przygotowana do relacji, do małżeństwa czy nawet do pracy. Dzięki perspektywie wiary nie zostaję też sama ze swoim cierpieniem.
Jakie są dziś pani najbliższe plany i marzenia?
– Teraz bardzo dużo miejsca zajmują przygotowania do ślubu. Staram się przygotować nie tylko do samej uroczystości, ale przede wszystkim do życia w małżeństwie. Zawodowo razem z siostrą myślimy o kolejnych projektach, nie wszystkie plany aktorskie mogę też zdradzać. A resztę staram się zostawić Bogu. Mam nadzieję, że pojawi się kolejny pomysł, który – tak jak Stefcia – po prostu „zaskoczy”. Na razie jestem szczęśliwa i dalej chcę iść drogą aktorską, próbuję swoich sił zarówno w castingach filmowych, jak i teatralnych. I zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Pierożki i suszone kwiaty w encyklice. Franciszek do romantyków [FELIETON]
Viralowe muzeum. Życie służby w XIX wieku śledzą setki tysięcy widzów [RECENZJA]
Gruziński Kościół Jelenia. Zamknięty, bez księży, ale wiara przetrwała sześćdziesiąt lat [FOTOREPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny