Zdjęcie: ks. Orszulik w czasie obrad Okrągłego Stołu, po lewej gen. Ciosek (strona rządowa), po prawej: T. Mazowiecki(strona opozycyjna) i gen. Kiszczak (strona rządowa), fot. IPN

Biskup Alojzy Orszulik: z komunistami rozmawiał, Solidarność wspierał

10 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Bardzo blisko najważniejszych wydarzeń najnowszej historii Polski, jednak prawie niewidoczny, a nawet nieco zapomniany. To ważny aktor przemian z końca lat osiemdziesiątych, ale nie na świeczniku, nawet nie w roli drugoplanowej. Bardziej odpowiednie byłoby umieszczenie biskupa Alojzego Orszulika w składzie ekipy filmowej. To ktoś, kto układa scenariusz wydarzeń, ale jednocześnie nie jest widoczny na scenie. Ktoś kto ciągle chodzi z bezprzewodowym walkie-talkie i na bieżąco koordynuje postęp prac. Biskup Alojzy Orszulik zmarł 21 lutego w wieku 90 lat. Dziś jego pogrzeb.  

Zmarł w roku szczególnym, także dla niego samego. Przeżywamy 30 rocznicę obrad Okrągłego Stołu, wyborów czerwcowych i transformacji z systemu komunistycznego na demokratyczny. Mija 30 lat od tych wydarzeń, w których istotną rolę odegrał biskup Orszulik. Jeszcze jako ksiądz – z ramienia Episkopatu Polski – był poufnym negocjatorem między Solidnością a władzą. Pełnił niezwykle ważną, choć mało widoczną i widowiskową, rolę łącznika, później był uczestnikiem okrągłostołowych obrad. Dziś (w dzień jego pogrzebu) i dziś (w roku rocznicy tych wydarzeń) warto przypomnieć sobie jego postać. Piszę „przypomnieć”, choć wielu pewnie dopiero teraz Księdza Alojzego poznaje. 

Zdjęcie: bp Alojzy Orszulik, fot. arch. Tomasz Gzell, PAP

Mało widoczny, bardzo skuteczny  

Jego pierwsze kontakty z komunistyczną władzą, zwłaszcza z generałem Czesławem Kiszczakiem, to przygotowania do pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce. Od końca lat siedemdziesiątych był dyrektorem Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, koordynował więc prace biskupów. Kontakty z władzą wymagały wtedy dyplomacji na wysokim poziomie. Od prymasa Stefana Wyszyńskiego i przede wszystkim od prymasa Józefa Glempa ks. Alojzy Orszulik otrzymał misję utrzymywania kontaktów z władzami. To, że one nigdy nie zostały przerwane, jest jego zasługą. Tym właśnie charakteryzowała się sytuacja Polski i tym różniła się od innych krajów bloku komunistycznego. To w długookresowej perspektywie służyło opozycji. Władze respektowały pozycję Kościoła w Polsce, szczególnie od połowy lat pięćdziesiątych, czyli od momentu uwolnienia Prymasa Wyszyńskiego. Zdanie Kościoła było ważne także w czasie powstania Solidarności (w listopadzie 1980 r.). Ksiądz Orszulik przez cały ten czas działał na zlecenie prymasa Glempa i jego prawej ręki, arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego

Zdjęcie: ks. Orszulik w czasie rozmów w Magdalence, po prawej stronie: Jarosław Kaczyński, po lewej: Lech Wałęsa i bp Gocłowski, fot. IPN

Między komunistami a opozycją 

Działacze opozycji wspominają, że zwierzchnicy polskiego Kościoła przeważnie nie byli przekonani do tego, że Polsce uda się przejść drogę do demokratyzacji, przynajmniej niezbyt szybko. Dlatego też w czasach „pierwszej Solidarności”, czyli w latach osiemdziesiątych ze strony Kościoła można było usłyszeć liczne apele o spokój. Niekiedy nie były one rozumiane i akceptowane w szeregach opozycji. Po wprowadzeniu stanu wojennego przemówienie prymasa Glempa spotkało się wręcz z głębokim niezrozumieniem i rozczarowaniem po stronie opozycji. Do dziś pokutuje przekonanie, że prymas – w tych najczarniejszych chwilach PRL-u – zajmował ugodowe stanowisko wobec władzy komunistycznej. Jak podkreślają historycy, jest to duże uproszczenie. O wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego kard. Glemp dowiedział się 13 grudnia 1981 r. o godz. 5.30 rano. Poinformowali go o tym wysłannicy gen. Jaruzelskiego. Później prymas wyjechał na zaplanowane spotkanie z młodzieżą akademicką na Jasnej Górze. „Na miejscu czekała na mnie młodzież, która była wyraźnie zbuntowana zaistniałą sytuacją. Tam po raz pierwszy, z wielkim bólem, musiałem hamować rewolucyjne nastroje” – wspominał po latach. Prymas mówił wtedy: „Stan wojenny wymaga szczególnej mądrości, szczególnego pokoju i rozwagi serc. Mądrość to spojrzenie na przyszłość i szerokie spojrzenie wokół siebie. Mądrością nie jest rozbijanie muru głową, bo głowa nadaje się do innych rzeczy”. Do Warszawy prymas Józef Glemp powrócił jeszcze tego samego dnia i udał się do kościoła ojców jezuitów pw. Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście. Spotkał się tam z abp. Bronisławem Dąbrowskim, prof. Andrzejem Stelmachowskim, prof. Witoldem Trzeciakowskim, mec. Władysławem Siła-Nowickim. W tej grupie był też ks. Alojzy Orszulik. Trwały konsultacje, dyskutowano nad treścią apelu do społeczeństwa, który wieczorem miał skierować do Polaków abp Józef Glemp. „Wspólnie doszliśmy do wniosku, że każde życie jest potrzebne i trzeba ocalić głowę każdego Polaka, by potem razem budować przyszłość” – tłumaczył. Dlatego w przemówieniu przekonywał: „Sprawą najważniejszą pozostaje teraz ratowanie życia i obrona przed rozlewem krwi. Będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na kolanach błagać: nie podejmujcie walk Polak przeciwko Polakowi”. W oczach wiernych widział rozczarowanie. „Ulica oczekiwała wtedy ode mnie, że założę kapę, wezmę w rękę krzyż i zagrzeję do walki. Rozumiałem to. Nie mogłem jednak tak postąpić. Naprawdę, nie mogłem! Pragnąłem uśmierzyć radykalne nastroje, nie chciałem dopuścić do wyjścia na ulicę i krwawych walk” – mówił a historycy i świadkowie tamtych wydarzeń dopowiadają, że taką linię wspierał i współtworzył ks. Orszulik.

Zdjęcie: Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas mszy św. pogrzebowej w Łowiczu biskupa seniora tej diecezji – bp Alojzego Orszulika, fot. Grzegorz Michałowski, PAP

Z archiwów i historycznych badań wynika, że biskup Alojzy Orszulik został zarejestrowany przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik o pseudonimie Pireus. Gen. Kiszczak wspomniał w marcu 1999 roku, że Orszulik „miał stały, nieskrępowany dostęp do gabinetów i telefonów ścisłego kierownictwa rządu i partii”. Ksiądz Orszulik spotykał się także z bezpieką, miał nagrywać rozmowy telefoniczne z Kiszczakiem i jego najbliższymi współpracownikami. W 2006 roku Konferencja Episkopatu Polski powołała Kościelną Komisję Historyczną, która miała sprawdzić dokumenty dotyczące „inwigilacji i represjonowania” duchowieństwa. Przy tej okazji doszło do głośniej rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego abp. Stanisława Wielgusa, który jak się okazało był tajnym współpracownikiem (ps. Grey). Przykościelna komisja historyczna, po zakończeniu prac, podała, że „spośród 130 żyjących księży biskupów kilkunastu zostało zarejestrowanych przez organa bezpieczeństwa PRL jako tajni współpracownicy, kontakty operacyjne lub kontakty informacyjne”. Szczegółowe sprawozdanie trafiło do Episkopatu oraz Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. Pytaniem otwartym zostaje, jak te kontakty rozumiały obie strony i jak w konkretnych przypadkach realizowała je strona kościelna. 

Umiarkowanie i konsekwencja – tak, radykalizm i siła nie 

Na polskich hierarchach ciążyła wtedy duża odpowiedzialność. Dziś podobny stopień zaangażowania się Kościoła w sprawy polityczne i publiczne uznalibyśmy za naruszenie zasad rozdziału Kościoła od państwa. Wtedy jednak naturalne było to, że Kościół zabierał głos, był aktywnym uczestnikiem. A czy stawał po czyjejś stronie? Balansował, dążył do neutralności, jednak inteligentnie wspierał opozycję. I za tym również stał spryt i dyplomatyczne umiejętności ks. Orszulika. „Nie mylmy umiarkowania z kapitulacją” – ocenia tamten czas historyk i politolog prof. Jan Skórzyński z Collegium Civitas i dodaje: „Kościół w Polsce zawsze prowadził politykę realistyczną, liczącą się z rzeczywistością, ze stanem geopolitycznym. Kościół nigdy nie nawoływał do gwałtownych sprzeciwów. Prymasi Wyszyński i Glemp nigdy nie popierali solidarnościowych radykałów. Kościół sympatyzował z tymi umiarkowanymi”. Liderzy polskiego Kościoła uważali, że od 1980 r. stałym czynnikiem, który władza musi brać pod uwagę, jest silna presja społeczna. A ta presja domagała się reprezentacji, a nią stała się Solidarność. Kościół zawsze jasno wspierał postulat legalizacji tego i innych związków zawodowych. 

Wzywaniem dla Kościoła była w tamtym czasie sprawa „jedenastki”. Między Kościołem a władzą trwały negocjacje w sprawie uwolnienia 11 więźniów politycznych. Ze strony władzy pojawiła się oferta, by „jedenastka” wyjechała z kraju (przynajmniej na jakiś czas) i dzięki temu będzie można powiedzieć, że w Polsce więźniów politycznych nie ma. Gwarantem tej umowy miał być prymas Glemp i – wtedy już biskup – Orszulik. Skończyło się na innej ofercie: obietnicy powstrzymania się od działalności politycznej. Ona została odrzucone przez większość aresztowanych, przede wszystkim przez Adama Michnika i Jacka Kuronia. To była bardzo trudna decyzja – to był 1984 rok, kiedy nie było żadnych nadziei na liberalizację sytuacji w partii, w ZSRR i w Polsce. Wydawało się, że to straceńcza postawa. Kościół jednak tę decyzję wspierał, a władze w końcu wypuściły tę grupę z więzienia.  

Zdjęcie: Łowicz, piątkowe uroczystości pogrzebowe, fot. Grzegorz Michałowski, PAP

Kościół przy Okrągłym Stole  

Okrągły Stół. Tu także ksiądz Orszulik wypełnił swoje zadanie. Kościół – w oczach społeczeństwa, a także zagranicznej opinii publicznej – był gwarantem uczciwości tych negocjacji, dotrzymania słowa przez obie strony. Ksiądz Orszulik dbał o dobry przebieg tych rozmów, także w czasie w narad w Magdalence. Później, już w wolnej Polsce, często nazywane były one „zdradą”, a on zawsze ich bronił. Był jednym z wielu budowniczych, ale istotnym. To dzięki takiemu zakulisowemu wsparciu zostały sformułowane pierwsze propozycje władzy wobec opozycji, które koniec końców doprowadziły do legalizacji Solidarności. Ksiądz Orszulik był jednym z głównych uczestników rozmów, które przyniosły ten efekt w kwietniu 1989 r. Gdy spotkał się z generałem Stanisławem Cioskiem, ten mógł otwarcie mówić o ewentualnej legalizacji działania opozycji w Polsce. Wiedział bowiem, że ksiądz Orszulik przekaże to przywódcom opozycji i tak, powoli, toczyły się te negocjacje. Arbiter, mediator, obserwator. Kościół, zachowując roztropność i wstrzemięźliwość, był jednocześnie po stronie solidarnościowej. „Kościół dążył do finalizacji porozumienia korzystnego dla Solidarności. Wiedział i przekonywał do tego komunistów, przekonywał że stabilizacja sytuacji w Polsce jest możliwa tylko wtedy, gdy władza uzna Solidarność za legalnie działający związek” – mówi prof. Skórzyński. Wiele narad opozycyjnych odbywało się właśnie u księdza Orszulika, między innymi w sekretariacie KEP. To tam była planowana strategia opozycji. Orszulik brał także udział w kluczowych spotkaniach przed Okrągłym Stołem – Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego z gen. Kiszczakiem i gen. Cioskiem. Zawsze nakłaniał obie strony do szukania porozumienia. Zadaniem kościelnych uczestników tych rozmów było to, co sformował prymas Glemp : „macie baczyć i czuwać, by ta rozmowa nie była ostatnią, by ten dialog się toczył”.

Człowiek dialogu  

Nigdy nie zmienił zdania na temat Okrągłego Stołu, zawsze uważał, że to wielki i niepodważalny sukces Polski. To właśnie po obradach Okrągłego Stołu Jan Paweł II mianował go biskupem. Ordynariuszem łowickim był aż do emerytury. „Był ważną osobowością w polityce Episkopatu, a więc w polityce Polski. Człowiekiem ciepłym i sympatycznym, ale też kościelnym politykiem i dyplomatą. Wiernie wypełniał misje zlecane mu przez kardynała Wyszyńskiego, co nieraz narażało go na krytykę ze strony opozycji demokratycznej. Alojzy Orszulik, tak jak prymas Polski, przestrzegał przed radykalizmem. Długo nie wierzył w możliwość zwycięstwa demokracji w Polsce. W okresie po Sierpniu ‘80, a zwłaszcza podczas stanu wojennego, zmieniał punkt widzenia i często angażował się w pomoc ludziom Solidarności. Podczas naszego uwięzienia wiele czynił. By znaleźć kompromis, żeby nas uwolnić” – napisał po śmierci biskupa Orszulika Adam Michnik w komentarzu na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” 

 Inni działacze opozycji i wszyscy ci, którzy pamiętają tamte czasy, dodają: „Jako biskup łowicki był tym hierarchą, z którym można było się przyjaźnie spierać. Nawet wtedy, gdy reprezentował twardą ortodoksję, był skłonny do rozmowy i wysłuchania cudzego punktu widzenia”. Pokojowe rozwiązania – do nich doprowadził w czasach PRL-u i je stosował już w wolnej Polsce. Niech teraz spoczywa w pokoju. Wiecznym. 

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze