fot. chat GPT
Bł. Iwan Merz – katolik z liberalnej rodziny. Jego rodzice przez lata nie mogli pogodzić się z jego wiarą
Iwan Merz, pochodzący z silnie zlaicyzowanej rodziny mieszczańskiej z Bośni, odkrywał Boga w nauce i na froncie wojennym. Rodzice długo martwili się jego pobożnością, aż w końcu świadectwo jego życia także ich zwróciło ku katolicyzmowi.
Banja Luka przełomu XIX i XX w. była miastem, w którym ścierały się ze sobą różne części Europy. Austro-Węgry trzymały Bośnię żelazną administracją, obok katolickich kościołów wznosiły się prawosławne cerkwie i minarety meczetów, a języki i kultury mieszały się na każdym rogu ulicy. W tym wielokulturowym i wieloreligijnym tyglu 16 grudnia 1896 r. przyszedł na świat Iwan Merz. Jego rodzina należała do liberalnej mieszczańskiej inteligencji. Było to środowisko, które w wielu krajach ówczesnej Europy, było zdystansowane wobec Kościoła, a nierzadko wykazywało całkowitą obojętność religijną. Wbrew pozorom laicyzacja Europy i silny antyklerykalizm to dziedzictwo XIX w. Chłopiec nie wzrastał więc w atmosferze pobożności – nikt nie uczył go pacierza przy łóżku ani nie mówił o Bogu. Religia była w domu Merzów czymś odległym, co najwyżej jedną z wielu kwestii społecznych, o których można dyskutować przy kolacji. A jednak właśnie to środowisko, które było wolne od dewocji i nastawione na wykształcenie, uczyniło z Ivana człowieka, który będzie szukał Boga z całą badawczą zawziętością intelektualisty.

Nawrócenie Ivana zmartwieniem rodziców
Z powodu środowiska, w którym wzrastał, jego wiara nie kształtowała się powoli i z wieloma zakrętami. Ktoś powiedział o nim później, że był „spontanicznym owocem duchowym”. Pierwszym impulsem był chorwacki profesor literatury Ljubomir Maraković, który pokazał nastolatkowi, że wiara i intelekt nie muszą być wrogami. A przecież w tamtym czasie chętnie przeciwstawiano naukę religii (dzisiaj to już przestarzała idea, czasem z jakiegoś powodu nadal uznawana za „nowoczesną”). Prawdziwy przełom przyniosły jednak doświadczenia wojenne.
Kiedy Iwan kończył szkołę średnią w 1914 r., rozpoczęła się I wojna światowa. Zgodnie z życzeniem rodziców wstąpił do Akademii Wojskowej w Wiener Neustadt. Zrobił to wbrew sobie. Przekonał się też o panującej tam korupcji, co po trzech miesiącach poskutkowało jego odejściem z tej uczelni. Przeniósł się na Uniwersytet Wiedeński. Tym razem naukę przerwał nie on sam, lecz powołanie go przez Austro-Węgry do wojska. Trafił na front włoski i przez blisko dwa lata obserwował śmierć z bliska. Jak mówi stare powiedzenie, w okopach nie ma ateistów. Dla Merza okopy były czymś więcej: miejscem, w którym przestał pytać, czy Bóg istnieje, i zaczął pytać, czego Bóg od niego chce.
5 lutego 1918 r. zapisał w dzienniku: „To byłoby straszne, gdyby ta wojna niczego mnie nie nauczyła. Muszę rozpocząć życie odnowione w duchu pogłębionego katolicyzmu. Oby tylko Pan zechciał mi pomóc, ponieważ człowiek nic nie może uczynić o własnych siłach”. W tym samym czasie złożył prywatny ślub wieczystej czystości przed Bogiem. W liście do ojca napisał z kolei: „Jestem wdzięczny Bogu, że uczestniczyłem w wojnie, ponieważ wojna nauczyła mnie wielu rzeczy, których inaczej nigdy bym nie poznał. Gorąco pragnę znów stać się wolnym i ułożyć swoje życie zgodnie z tym, co poznałem jako prawdziwe”.

Kiedy wrócił do domu, rodzice nie rozpoznali syna. Ten młody mężczyzna, który każdego ranka szedł na Mszę, który spędzał godziny na modlitwie, który mówił o apostolacie, to nie był typowy młodzieniec z liberalnej rodziny. Matka bardzo się martwiła. W późniejszym listach usiłowała go odwieźć od zbytniego zaangażowania w Kościół, tłumacząc, że powinien być tacy jak inni w jego wieku. Oboje liczyli zapewne, że to przejściowy zapał, który wyparuje przy pierwszej napotkanej dziewczynie. Nie wyparował. W odpowiedzi na listy mamy pisał: „Wiesz, że życie na Uniwersytecie w Wiedniu, potem wojna, studia i wreszcie Lourdes całkowicie przekonały mnie o prawdziwości wiary katolickiej i dlatego całe moje życie obraca się wokół Chrystusa Pana. Wiara katolicka jest powołaniem mojego życia”.
Doktor od liturgii
Po wojnie Iwan Merz dokończył studia filozoficzne w Wiedniu, a w 1920 r. wyjechał do Paryża. Stolica Francji tamtych lat tętniła katolickim odrodzeniem intelektualnym. Jacques Maritain, Paul Claudel – to przykłady wielkich umysłów, które w tamtym czasie wracały do wiary. Przez swoją twórczość i pracę ci katoliccy intelektualiści chcieli być apostołami. Ivan wchłaniał to wszystko jak gąbka.
W 1922 r. wrócił do Zagrzebia, gdzie w Arcybiskupim Gimnazjum Klasycznym nauczał języka francuskiego i literatury francuskiej. Rok później uzyskał doktorat na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Zagrzebskiego pt. „Wpływ liturgii na autorów francuskich”. Merz potrafił połączyć to, czego nauczył się w książkach, z tym, czego doświadczył na kolanach przed tabernakulum.

Apostoł w krawacie
Iwan Merz nigdy nie został księdzem. Chodził do pracy w garniturze, jadał obiady w restauracjach, spotykał się z przyjaciółmi w kawiarniach. A jednocześnie był zaangażowanym i skutecznym apostołem. Jego głównym polem działania była młodzież, której poświęcał cały czas wolny. Współzałożył Chorwacki Związek Orłów (Hrvatski orlovski savez), katolicką organizację młodzieżową, której motto brzmiało: Ofiara – Eucharystia – Apostolat. Pisał też artykuły i eseje do katolickich pism. Nie popadał jednocześnie w aktywizm. „Cierpienie jest bardziej użyteczne dla Królestwa Chrystusa niż długa praca, uczone dyskusje czy wspaniałe przemówienia i artykuły” – pisał. Szczególnie bliski był mu ruch liturgiczny i jej odnowa. Merz rozumiał, że odnowa Kościoła zaczyna się od ołtarza.
Był też zawsze wielkim nauczycielem więzi z papieżem i uniwersalizmu Kościoła. Było to ważne w czasach, gdy dużą rolę odgrywały tendencje nacjonalistyczne. „Dlaczego kocham Kościół katolicki i Papieża? Ponieważ w Kościele widzę wyraźny obraz umiłowanego Zbawiciela, Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa ze wszystkimi Jego doskonałościami” – mówił. „Oddanie i miłość do Papieża są najważniejsze w życiu każdego wierzącego, dla całego życia społecznego, życia rodzinnego i szkolnego, dla prasy i sztuki, dla życia gospodarczego, politycznego i międzynarodowego” – podkreślał.

Wiosną 1928 r. Iwan Merz miał 31 lat i pewnie mnóstwo planów na przyszłość. Wiemy na przykład, że myślał o założeniu instytutu, który zajmowałby się pogłębieniem wiary i apostolstwem wśród prostych ludzi. Trafił na stół operacyjny z powodu zapalenia zatoki szczękowej. Operacja okazała się nieudana. Zmarł 10 maja 1928 r. To był czwartek, czyli dzień, który w Kościele szczególnie poświęca się adoracji Najświętszego Sakramentu – praktyce pobożnościowej, którą Ivan Merz tak bardzo kochał.
Zagrzebskie dzienniki poświęciły mu całe strony. Nazywano go „Posłańcem Bożym”, „Świętym we fraku”, „Apostołem młodzieży”. Cztery lata po śmierci ukazała się pierwsza biografia. Do końca XX wieku powstało ich dziesięć. Został beatyfikowany 22 czerwca 2003 r. przez Jana Pawła II w jego rodzinnej Banja Luce.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny