SAMSUNG CAMERA PICTURES

Boliwia. Kraj wiecznego karnawału [MISYJNE DROGI]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Każdy, kto decyduje się na uczestnictwo w karnawale, musi mieć odłożone pieniądze na stroje. Młodzież potrafi poświęcić swoje kieszonkowe, czasem i z całego roku,
by wziąć udział w procesji.

Sami Boliwijczycy potwierdzają, że stracili dostęp do morza w wojnie z Chile ponieważ… akurat był czas karnawału i nikt nie miał ochoty na strzelaniny. Wszyscy po prostu byli zajęci świętowaniem. I tak trwa to do dzisiaj. Co prawda, jak mówią, trochę szkoda tego morza, ale nic w świecie nie może im przeszkodzić w celebracji karnawału. I tak wielka fiesta trwa do dziś. Można nawet powiedzieć (nie będzie to przekłamanie), że zabawa trwa cały okrągły rok. Dlaczego? Zwykły obserwator czy turysta przyjeżdżający na karnawał do Oruro (drugi pod względem wielkości po Rio de Janeiro) widzi tylko efekt końcowy. Jednak Boliwijczycy przygotowania do następnego karnawału rozpoczynają zaraz po zakończeniu poprzedniego! Karnawał boliwijski to nie tylko jedno wielkie przedstawienie, gdzie każdy chce się zaprezentować z jak najlepszej strony, gdzie zbiera się mnóstwo turystów i błyskają flesze reporterów. Karnawał w Boliwii to przede wszystkim wielka uroczystość ku czci Matki Bożej. Tancerze, amatorzy i profesjonaliści, tańcząc przemierzają liczący 4 kilometry odcinek do sanktuarium maryjnego Virgen del Socavón. Oprócz przygotowania strojów i ciężkiej pracy nad skoordynowaniem tańca całej ekipy uczestnicy troszczą się również o stronę duchową. Przez cały rok spotykają się na celebracji Słowa Bożego i na wspólnych mszach świętych ku czci Matki Bożej. Zabawa zabawą, ale tu przede wszystkim chodzi o szczególne nabożeństwo do Maryi. Bo to właśnie Mateczce zanoszą swoje prośby, podziękowania, cały swój trud – licząc na jej wstawiennictwo. Myślę, że w pewnym sensie można to porównać do pielgrzymek do Częstochowy, w których tak chętnie uczestniczą Polacy.  Niektórzy, szczególnie turyści, widząc diabły, smoki, pająki czy niedźwiedzie przemierzające karnawałową trasę oburzają się. Przecież to nie składa się w całość. Maryja i diabły? Jednak to tylko pozory. Wszystko jest dobrze przemyślane i ma sens. Otóż takie potwory i złe duchy uczestniczące w procesji mają wszystkim uświadomić, że przed Maryją, Matką Boga, muszą się ugiąć nawet złe moce.

Foto: Wojciech Szypulewski

Muszę przyznać, że oglądając tę ogromną procesję (z niewielką przerwą trwa kilka dni z powodu mnóstwa grup tanecznych) można wpaść w zachwyt. Jakie to wszystko pięknie przygotowane, jakie pomysłowe stroje, jakie poświęcenie ludzi tańczących w upalnym słońcu! Po prostu coś niesamowitego! Kiedy w takim momencie wraca się myślami do Polski i naszego rodzimego sposobu przeżywania karnawału z dyskotekami czy pączkami, można doświadczyć, jak różnorodny jest Kościół. Różnorodny, a jednak jeden i ten sam. Kiedy pracowałem jeszcze jako wikariusz w parafii w Polsce, młodzież raczej niechętnie uczestniczyła w uroczystościach kościelnych. Mówiło się nawet, że bierzmowanie jest momentem pożegnania młodzieży z Kościołem. Co ciekawe, ta orureńska procesja przyciąga mnóstwo młodzieży, a nawet dzieci! Tym bardziej jest to zadziwiające, że pośród swoich codziennych obowiązków, telefonów, które zabierają ogrom czasu, potrafią zrezygnować z czegoś i przygotowywać się do tańca dla Maryi. Czasem zajmuje im to nawet kilka godzin tygodniowo. Każdy, kto decyduje się na uczestnictwo w karnawale, musi mieć odłożone pieniądze na stroje. Młodzież potrafi poświęcić swoje kieszonkowe, czasem i z całego roku, by wziąć udział w procesji. Ceny strojów wahają się od 100 do nawet 400 dolarów! Do sanktuarium zmierzają i dzieci, i młodzież, i dorośli, a nawet seniorzy. Nie ma podziałów, nie ma lepszych i gorszych. Każdy ma przed oczyma cel – spotkanie z Maryją. I to jest najważniejsze. Aktywny udział w karnawale jest jak niepisany obowiązek. Przynajmniej raz w życiu trzeba zatańczyć dla Maryi w karnawałowym pochodzie. Piękna jest ta różnorodność Kościoła, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie – spokojniejsi miejsce w kościelnej ławce, a ci bardziej rozbrykani miejsce wśród karnawałowych tancerzy.

Ks. Wojciech Szypulewski

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze