fot. archiwum autora

Czas strachu 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Ostatnie tygodnie mijają nam na opędzaniu się od komarów, które roznoszą dengę.  To choroba, która w tym roku w naszym mieście zabiła już dziesięć osób. 

Objawy dengi to wysoka gorączka, problemy żołądkowe, ogólne osłabienie organizmu, wysypka… Roznoszą ją komary. Tym razem w naszym regionie można mówić o epidemii (chociaż władze ten temat zbywają milczeniem), która osiągnęła rozmiary, które trudno kontrolować. 

>>> Matka Boża wstrzymała epidemię, gdy „Pius IX dopiero co zdefiniował dogmat o Niepokalanym Poczęciu”

Brakuje praktycznie wszystkiego

Co chwila dowiaduję się, że kolejna osoba w parafii jest chora – nawet informujemy o tym podczas mszy w czasie ogłoszeń parafialnych. Od jednaj z naszych parafialnych pielęgniarek, która niedawno została przeniesiona na oddział zakaźny, dowiedziałem się, że szpitale są już tak przepełnione, że nie przyjmują nawet pacjentów z wyraźnymi symptomami choroby. Brakuje łóżek, brakuje moskitier, pod którymi umieszcza się chorych, by kolejne komary nie przenosiły choroby. Brakuje też wentylatorów, które pozwalają przeżyć w duchocie pod moskitierami, kończą się również lekarstwa. 

 

fot. archiwum autora

Choroba, chociaż jej objawy są bardzo męczącedla dorosłych nie jest bardzo niebezpieczna. Najbardziej zagrożeni są starsi, małe dzieci i kobiety w ciąży. Właśnie dowiedziałem się, że jedna z parafianek trafiła do szpitala i walczy o życie swojego nienarodzonego dziecka… Ostre stadium choroby trwa około tygodnia, ale później jeszcze przez dwa kolejne tygodnie dochodzi się do siebie, bo denga rozregulowuje prawidłowo funkcjonujący dotąd organizm. 

>>> Ks. Lesner: Zobaczyć uśmiech dziecka

Strach i prewencja

Żyjemy ostatnio w takiej psychozie, strachu, dlatego gdy i ja, pewnego dnia, poczułem się… dziwnie – byłem osłabiony – od razu zrobiłem pełny pakiet badań. Bo po co stwarzać zagrożenie dla innych… Wyniki wyszły dobre. Nie mam dengi! Prawdę mówiąc, ulżyło mi trochę. Zostaje jednak prewencja. 

Państwo również podjęło działania zapobiegawcze. Przede wszystkim, wszystkie domy odwiedzają ekipy fumigacyjne, które okadzają wszystko, by wytruć komary i inne insekty – przez to spotyka się sporo ludzi siedzących na ulicach i czekających, aż będą mogli wrócić do siebie. Po drugie, służby sanitarne sprawdzają też we wszystkich budynkach zbiorniki wody – czy nie ma w nich larw lub jajeczek owadów. Mandaty dostają ci, którzy nie zabezpieczyli cystern, beczek czy wodnych oczek na swoim terenie. Po trzecie, zaleca się, by nie odwiedzać zainfekowanych – to dosyć trudne do spełnienia, bo przecież Jezus mówi „chorych nawiedzać”… 

I chociaż życie toczy się w miarę normalnie, to w rozmowach temat choroby wraca za każdym razem. Wszyscy są wyraźnie zaniepokojeni rozmiarami tegorocznej dengi (w zeszłym roku zmarły  dwie osoby), a widać, że ta obecna fala jeszcze trochę potrwa. Proszę o modlitewne towarzyszenie! Bóg zapłać! 

 

 

Zobacz także
Wasze komentarze