Ukraina. Odwiedziny Maryi u św. Józefa

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Utworzenie pierwszego sanktuarium św. Józefa na Ukrainie to dla pracujących tam oblatów łaska, ale i wyzwanie. Dobrze, że pomaga im grupa zaangażowanych
parafian.

Zanim rozbłysną światła na bożonarodzeniowych drzewkach i zanim od dźwięku kolęd zadrżą mury naszych świątyń, jeszcze przed wniesieniem figurki Dzieciątka Jezus do stajenki mamy do przeżycia cztery tygodnie przygotowań, które nazywamy adwentem. Trzeba odkrywać i przeżywać każdy dzień swojego życia w duchu adwentowym, kiedy na zielonym wieńcu zapalają się
kolejne świece. Odmierzają czas i wyznaczają pełnię, do jakiej wszyscy razem dążymy. We wrześniu tego roku rozpoczęliśmy peregrynację obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Inicjatywa zrodziła się jeszcze rok temu, na jednym ze spotkań rady Rycerzy Kolumba. Wyrażono wtedy pragnienie, nawiązujące do wydarzenia sprzed dwudziestu lat, kiedy ten obraz przez blisko sześć lat odwiedzał domy Gniewania, aby jeszcze raz odwiedził rycerskie rodziny. W kolejnych domach za każdym razem rodziły się wspomnienia tej pierwszej historycznej peregrynacji, jej atmosfery i prawdziwych cudów, jakie wydarzyły się w życiu ludzi. Chyba zatęskniliśmy za takim czasem. Obecnie w dni powszednie wraz z parafianami odwiedzamy każdy dom, w którym ludzie wyrazili gotowość Jej przyjęcia. Modlimy się, głosimy katechezę, śpiewamy. W niedzielę jedna msza św. odprawiana jest właśnie w intencji tych, którzy w tym tygodniu przyjęli ikonę. Jednym słowem staramy się wzbudzać atmosferę wiary. Odnosi się wrażenie, że dawno tym ludziom nikt nie przepowiadał Ewangelii w tak bliski sposób. Jednak nie można też tego rozumieć jako ciągłego pasma sukcesów. Przez te trzy miesiące doświadczamy wspólnie, jak trudną sprawą jest głoszenie Chrystusa. Bywa, że niekiedy wychodzi się z uczuciem, po ludzku powiedziawszy, klęski. Jednak nigdy przecież nie mamy pełnego obrazu tego, co dzieje się w ludzkim sercu pod wpływem Słowa. Podczas przygotowań mieliśmy wątpliwości, czy uda się znaleźć osoby, które zechcą się zaangażować po południu. Dziś można powiedzieć, że coraz bardziej zaczynamy tworzyć wspólnotę.

Gniewań nie jest dużym miasteczkiem. Dlatego nasi parafianie często natrafiają na znajomych, krewnych, przyjaciół. Cieszą się wówczas, że mogą dać świadectwo, opowiedzieć, co się dzieje u katolików. Świadectwo wcale nie słodko-cukierkowe, bo w takiej społeczności znamy się bardzo dobrze, ale mówiące o tym, jak wiele Bóg jest w stanie zrobić w życiu człowieka, pisząc prosto po krzywych liniach. Aktualny adwent w Gniewaniu to również czas, kiedy nieoczekiwanie spływa na nas pewien dar. Potrzebujemy czasu, aby bardziej go zrozumieć, przyjąć w pełni. Na marcowym odpuście ku czci św. Józefa biskup naszej diecezji nieoczekiwanie zaproponował, aby nasz kościół był nie tylko parafią pod tym wezwaniem, ale zyskał tytuł sanktuarium św. Józefa. Nikt z nas o tym nie myślał wcześniej i nie podejmował żadnych starań w tym kierunku. Odczytujemy ten fakt jako wielką łaskę i obecnie czekamy na oficjalne ustanowienie naszego sanktuarium dla całej diecezji i Ukrainy. Daje to nam czas na oswojenie się z tą nową, czekająca nas rzeczywistością, chociażby odwiedzinami pielgrzymów i coraz bardziej rozumiemy też, jak bardzo jest on nam potrzebny, abyśmy do tego faktu dojrzeli. Te dwie adwentowe rzeczywistości, jakie przeżywamy w Gniewaniu, pomagają nam znaleźć większą radość w zapalaniu roratnich lampionów, w przyjęciu podarunków od św. Mikołaja, znajdowaniu twórczych sił w przygotowaniu świątecznych dekoracji – tego wszystkiego, co jest udziałem chyba nas wszystkich, pod każdą szerokością geograficzną misyjnego świata.

o. Krzysztof Buzikowski OMI

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze