Bo za głośno w dzwony bił…

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mieszkańcy Rybnika doskonale wiedzą, kiedy bije dzwon i w którym kościele i przyznają: „jak wiatr dobrze zawieje, to nawet przy przymkniętym oknie słyszy się konkretnie”.  

Jednemu Rybniczaninowi puściły nerwy. Zaczął bić na alarm, że dzwony biją za głośno. Do akcji wkroczyła straż miejska. Przesłuchała i wrażliwego na dźwięki mieszkańca i źródło hałasu – proboszcza. Komplet dokumentów trafił do sądu. Jeszcze nie ostatecznego, ale ziemskiego, rejonowego. Sprawie przyjrzeli się, a dokładnie nastawiali uszu urzędnicy z Inspektoratu Ochrony Środowiska. Ustawili czujniki w dwóch punktach nieopodal kościoła. Norma hałasu to 55 decybeli, okazało się, ze w niedzielę dzwony biją za głośno – dobijały do 64.1 db. Co ciekawe i poniekąd zrozumiałe – w dni powszednie te poziomy były średnio o 20 stopni niższe. 

Komu bije dzwon…  

Sąd nie miał wątpliwości, że proboszcz nie zadbał o spokój dusz, które sąsiadują z parafią. Proboszcz stał się więc obwinionym o zakłócanie ciszy. Sąd wydał dwa wyroki nakazowe (to tryb, który nie wymaga rozprawy). W pierwszym – za zakłócanie spokoju w okresie od lipca 2016 do stycznia 2017 r. ksiądz dostał 200 zł grzywny. Musiał też pokryć koszty postępowania. W drugim – za pierwsze półrocze 2017 r. – otrzymał 400 zł. W tym czasie widocznie bił w dzwony i częściej i przede wszystkim mocniej. Ksiądz wniósł sprzeciw i przez to sprawa została jeszcze raz rozpatrzona – w „normalnym” postępowaniu przed sądem. Duchowny w mediach wypowiadać się nie chciał, bo jak podkreślał – nie chciał w tej sprawie (nomen omen) rozgłosu. Niektórzy mieszkańcy Rybnika nie kryli oburzenia. – A może tak samo należy karać głośnych imprezowiczów, którzy dają się we znaki w weekendy po 22:00 albo ratowników medycznych, którzy z głośnym sygnałem jadą w karetce?  

Echo się rozniosło  

Po nagłośnieniu sprawy swoje skargi zaczęli zgłaszać mieszkańcy innych miast i innych parafii. Tak było chociażby w nieodległych od Rybnika Katowicach. Tam dzwonnik nie rozgraniczał dni powszednich od tych świętych. Bił z równą mocą, pewnie z przekonaniem, że każda Msza św. na mocne bicie zasługuje. Normy były sumiennie przekraczane codziennie. Metropolita katowicki wyraził nawet opinię, że głośną sprawą powinny zająć się najwyższe czynniki państwowe i kościele (a dokładnie Komisja Wspólna rządu i Episkopatu). Pojawił się pomysł, by z ustawy zajmującej się hałasem wywoływanym chociażby przez młot pneumatycznym wyłączyć kościelne dzwony. Wszak rozdzielić trzeba sacrum od profanum. Co innego młot, co innego kościelny dzwon. Nikt jednak nie chciał się bić w piersi, a sprawa ucichła w państwowo – kościelnych dzwonnicach. Ostatecznie problem spróbował rozwiązać sąd. Zanim o tym wyroku, jeszcze sprawa z Torunia i Włoch.  

Budzik czy dzwon?  

Otóż mieszkańcy osiedla Koniuchy w Toruniu budzików nie potrzebują. Tam codziennie o godzinie 7:00 pobudka gwarantowana (co podkreślić należy, pierwsza niedzielna Msza w Rybniku jest już o 5:15, ale dzwony biją przed następną – o 6:30). – W domu nie idzie porozmawiać. Najbardziej drażni to w sobotę czy w niedzielę, gdy człowiek chce trochę pospać – skarżyła się część mieszkańców. Tu w sprawę zaangażował samorząd. Nakazał proboszczowi dzwonić ciszej. – ”  „Informacja o budowie kościoła ukazała się w planie zagospodarowania miasta w latach osiemdziesiątych. Potencjalny mieszkaniec osiedla powinien liczyć się z tą rzeczywistością. Oczywisty fakt nie podlega dyskusji” – pisał w oświadczeniu proboszcz toruńskiej parafii.  

 

Dzwony pod osąd demokracji  

Problemy z kościelnymi dzwonami to nie tylko polska „specjalność”. W miejscowości Mombello Monferrato w Piemoncie na północy Włoch w tej sprawie nawet rozpisano referendum. W ten sposób lokalne władze postanowiły rozwiązać pogłębiający się spór wśród mieszkańców. Tysięczna społeczność mieszkańców miasteczka już od dłuższego czasu spiera się o dźwięk bijących co godzinę przez całą dobę (!) dzwonów kościoła świętych Piotra i Pawła. Dla jednych jest to kojąca muzyka, dla innych przyczyna bezsenności. Może referendum będzie dobrym rozwiązaniem – wszak dzwony biją dla mieszkańców i nie powinny ich przyprawiać o ból głowy, szczególnie nocą.  

 

To nie wybryk, a tradycja  

Wróćmy do Polski i do Rybnika. Sprawa nie ucichła. Wręcz przeciwnie – otarła się o Prokuratora Generalnego (czyli ministra sprawiedliwości) i sam Sąd Najwyższy – tu w kraju – ostateczny. Wyrok skazujący księdza (a dokładnie nakładający na niego grzywnę) zaskarżył prokurator generalny. Złożył kasację do Sądu Najwyższego a ten uznał, że „sąd rejonowy nie zastanowił się głębiej na sprawą i trzeba było ten wynik uchylić” (tak powiedział TVN24 rzecznik SN sędzia Michał Laskowski). Policjanci musieli przyjąć zawiadomienie od zdenerwowanego mieszkańca, to jasne, ale sąd rejonowy nie musiał – zdaniem Sądu Najwyższego – podchodzić do sprawy z tak zwanego automatu. – Bicie dzwonów w kościele nie może być uznany za wybryk, to wieloletni zwyczaj – tłumaczy Sąd. Cała zaś historia to „wina” luki prawnej – tłumaczą pracownicy rybnickiego magistratu. – Dźwięk dzwonów kościelnych zgodnie z przepisami należy traktować jak dźwięki produkowane przez zakład przemysłowy. 


Głos rozsądku  

Można się więc śmiać, denerwować, machnąć ręką, a najlepiej – dopóki w jakiś rozsądny sposób luka prawna nie zostanie załatana – zachować rozsądek. To najlepsze rozwiązanie dla wierzących i niewierzących mieszkańców. Prawo za nas wszystkie nie załatwi. Co chwilę możemy napotkać coś, co może nam psuć stosunki międzyludzkie. Może nam przeszkadzać plac zabaw dla dzieci albo zbyt jasno święcący neon. Kościelne dzwony to tylko kolejny tego typu przykład. I chyba – ostatecznie – rozsadek nas wszystkich może zbawić i wybawić od wiecznych kłótni. Ksiądz i dzwonnik mogą bić w dzwony ciszej, szczególnie rano (kto chce wstać na Mszę św. i tak nastawi budzik, to już nie XIX wiek). Z kolei ci, którzy mieszkają blisko kościoła, wiedzieli, na co się piszą (między innymi na odgłos dzwonów docierający do ich mieszkań). Muszą sobie zdawać sprawę z tego, że życie w mieście ma i takie aspekty. To wszystko można i dogadać i dopracować. Wystarczy dobra wola, chęć rozmowy i znalezienia kompromisu. Będzie i szybciej i skuteczniej. Niech zabije dzwon zdrowego rozsądku. Najgłośniej jak się da!  

Bo za głośno w dzwony bił…
3 (50%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze