Fot. unsplash

Bóg jest na co dzień [ROZMOWA]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przemysław jest osobą niewidzącą, ale jest także… organistą w jednej z wielkopolskich parafii. O Bogu i wierze rozmawia z Zofią Kędziorą.

Od jak dawna Pan nie widzi?

Nie pamiętam czasów, kiedy widziałem. Można powiedzieć, że z punktu widzenia (śmiech) medycznego, trudno mnie zakwalifikować jako osobę, która kiedykolwiek widziała, choć dokumentacja medyczna określa, że gdy się urodziłem, byłem człowiekiem widzącym.

Mimo wszystko poznawał pan świat, nie widząc.

Tak. Poszedłem do szkoły muzycznej dla niewidomych w Krakowie, jako siedmiolatek. Wtedy wszystkie dzieci tam szły, więc ja też tam poszedłem, bez większego zastanowienia. Po upływie dwóch tygodni znalazłem się w gronie osób, które rozpoczęły tam naukę. Ja zaczynałem, ucząc się gry na skrzypcach. Wolałem wtedy robić inne rzeczy, a właściwie nic (śmiech). Z perspektywy czasu wydaje się, że człowiek zmarnował dużo czasu (śmiech). Wracając do tematu: po ośmiu latach tej szkoły pierwszego stopnia zorientowałem się, że nie będę raczej koncertującym skrzypkiem. Wtedy jedna z nauczycielek od skrzypiec zaproponowała, żeby rozpoczął naukę w szkole archidiecezjalnej. To było naprawdę miłe z jej strony. W ogóle mam w życiu dużo szczęścia do ludzi (śmiech). Było ciężko, ale skończyłem tę organistówkę. Po kilku latach od skończenia szkoły okazało się nawet, że mogę to wykorzystać i być po prostu organistą.

Jak czuje się pan w tej roli?

Jestem zaangażowany i lubię to, co robię. W parafii, w której pracuję, jest jeden proboszcz i cztery tysiące ludzi. Dodatkowo parafia się wciąż buduje, więc proboszcz musi być człowiekiem przekonującym i dobrze zorganizowanym. Prawda jest też taka, że bycie organistą w Poznaniu w porównaniu ze wschodem Polski, skąd pochodzę, to zupełnie inne kwestie, bo ludzie są inni.

Wiara w Boga pomaga panu w codzienności?

Przez to, że jestem organistą, praktycznie codziennie słyszę Słowo Boże i kazanie. Czasami bardziej lub mniej się na nim skupiam, jednak codziennie to mam. Czasami także lubię sobie iść na Mszę św. wtedy, gdy na niej nie gram, w tygodniu. Mam wrażenie, że dobrze odprawiona Msza św. w tygodniu może człowiekowi dać czasami więcej niż ta niedzielna, do której większość z nas jest po prostu przyzwyczajona. Słyszę czasami głos Boga, który mówi: „ty, Przemo, idźże do kościoła” (śmiech). I to jest najlepsze. Nie potrzebuję żadnych aplikacji typu „Bóg na co dzień” i tak dalej (śmiech). Ja Go mam na co dzień.

Bóg pomaga panu także w niepełnosprawności związanej z niewidzeniem?

Najlepiej by było, gdybym odpowiedział, że „tak, oczywiście”. Jednak gdybym się tak głębiej zastanowił, to myślę, że pewnie tak jest. Miałem w swoim życiu taki czas, w którym prosiłem Boga, żeby mi to zabrał. Ale teraz już się o to nie modlę, nie wiem, czy to jest dobre, czy złe. Po prostu to zaakceptowałem, co nie oznacza oczywiście, że nie chciałbym widzieć. Wiem, że Bóg jest w stanie zrobić dla mnie niesłychanie dużo: mam przecież wspaniałą żonę i pracę.

Bóg jest na co dzień [ROZMOWA]
6 (100%) 5 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze