Bp Marek Solarczyk, fot. Flickr (Episkopat News)

Bp Marek Solarczyk: lajki to nie wszystko [ROZMOWA]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przykuć uwagę, informować, a później formować. O tym, jak przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła za pomocą mediów społecznościowych mówi bp Marek Solarczyk w rozmowie z Michałem Jóźwiakiem.

Michał Jóźwiak: Coraz mniej młodych Polaków deklaruje się jako osoby religijne. Odpływ młodych ludzi z Kościoła, przynajmniej statystycznie, jest bardzo zauważalny. Z czego to wynika?
Bp Marek Solarczyk: Nie jestem statystykiem, więc trudno mi dokonywać analiz poza jedną podstawową refleksją, że trzeba się zastanowić, co jako Kościół proponujemy młodym ludziom i w jaki sposób to robimy. Kolejna sprawa to kwestia tego, co każdy z nas może i powinien zrobić, żeby przyciągać ludzi do Boga. Jestem przekonany, że gdybyśmy zaczęli doszukiwać się samych przyczyn niedobrych zjawisk, to zapewne coś byśmy znaleźli, ale nigdy nie wyczerpalibyśmy tego tematu. Każdy człowiek ma swoją historię. W wymiarze statystycznym zostanie to opisane, ale w momencie, kiedy stajemy wobec konkretnego człowieka liczby nie są istotne. Wiem z własnego duszpasterskiego doświadczenia, że mechanizmy związane z wiarą są w człowieku tak dynamiczne, że w przypadku zetknięcia się z pozytywnym doświadczeniem szybko może dojść do zmiany myślenia, do nawrócenia.

>>> Bp Solarczyk: Maryja zawsze mówi „jesteś moim dzieckiem”

Czyli bardziej niż na przyczynach mamy koncentrować się na tym, co powinniśmy zrobić, żeby młodych było w Kościele więcej?
Otóż to. Jest wiele środowisk, które mają wpływ na młodego człowieka i tam trzeba działać. Pierwszym takim środowiskiem jest rodzina. Można oczywiście przytaczać tutaj sporo negatywnych przykładów, ale proponuję na to spojrzeć pozytywnie. Nie chodzi o to, aby szukać tych, którym się nie udało. Trzeba wzmacniać, podbudowywać i doceniać tych, którzy mają pragnienie, aby ich rodzina opierała się na wartościach. To ważne, ale też trudne. Wszyscy rodzice mają pewnie takie doświadczenie, że dziecko do pewnego czasu bezgranicznie ufa mamie i tacie, ale w pewnym momencie chce zamanifestować swoje zdanie i tworzyć swoją rzeczywistość. To wymagająca przestrzeń, aby dzieci właściwie przygotować do ich wolnych wyborów.
Drugim kręgiem jest środowisko rówieśnicze. Ważne jest to, z kim młody człowiek przebywa i jak spędza swój wolny czas. Od tego, kto ma w tym czasie wpływ na dziecko naprawdę wiele zależy. Koledzy i koleżanki potrafią być naprawdę inspirujący, ale mogą też nieźle namieszać (śmiech). To wskazuje na to, jak ważne są wspólnoty związane z Kościołem. Jeśli działają prawidłowo, młodzież może spotkać w nich tych, którzy w określony sposób przeżywają swoje życie duchowe, ale też i młodość, bo ona jest przecież uniwersalna.
Kolejną sferą, nie bez powodu wymienianą przeze mnie na trzecim miejscu, jest szeroko rozumiane grono wychowawców, przewodników czy duszpasterzy. Tu mogą się znaleźć również inne osoby, ale ich wpływ na odkrywanie powołania w zaczynającym swoje życie człowieku jest spory.

Fot. Flickr/EpiskopatNews

Na świadomość młodego człowieka wpływa dzisiaj chyba szczególnie dużo czynników. Eksperci mówią, że jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. Zalew informacji medialnych też przecież kształtuje nasze myślenie i postrzeganie świata.
Tak, biorąc pod uwagę przestrzeń mediów społecznościowych właściwie każdy, kto cokolwiek publikuje, wrzuca jakiegoś posta na Facebooku, Instagramie, Twitterze, SnapChacie czy na czymkolwiek innym – oddziałuje na innych, także na młodych. Zaczęliśmy rozmowę od religijności, więc trzeba się tu zwrócić do tych, którzy za tę sferę duchową odpowiadają. Z tym, że dobrze byłoby, gdyby każdy z nas zwrócił uwagę na to, co sam podaje dalej i jakie treści w ten sposób promuje.

>>> Bp Solarczyk: Bóg przychodzi do nas w drugim człowieku

O roli mediów społecznościowych i o tym, że młodzież spędza w nich coraz więcej czasu pisał w swojej adhortacji „Christus vivitpapież Franciszek. Zwracał uwagę na to, że działania duszpasterskie powinny być kierowane także z ich wykorzystaniem. Jaki powinien być ich cel? Bo chyba nie chodzi tylko o to, żeby trafiać do ludzi w social media, ale także o to, żeby ich z tego chociaż trochę wyciągnąć.
Media społecznościowe mają po pierwsze wymiar czysto informacyjny. Za ich pośrednictwem poznajemy pewne fakty. Każde z tych mediów ma swoją specyfikę, ale można zauważyć, że jakieś pogłębione refleksje nie cieszą się w nich wielką popularnością. Najczęściej zdarza się tak, że to właśnie mało ambitny, zabawny filmik zdobywa największe zasięgi. Lajki wtedy się sypią (śmiech).

To czasem przykre, bo można włożyć dużo energii w dobry artykuł, a niewiele osób go przeczyta. Tymczasem coś prostego i klikalnego błyskawicznie zyskuje popularność.
Można to oczywiście odczytywać w tym kategoriach, ale tak po prostu jest. I samo w sobie nie oznacza to porażki. Takie klikalne treści, to jest element reklamowy, który może przyciągnąć, zwrócić uwagę i zaciekawić. Zaczyna się od lajka, a później uwagę odbiorców mogą przyciągnąć także inne treści – te informacyjne, a potem może nawet formacyjne. Zaczyna się od przyciągnięcia uwagi. Mogą to być filmy, podcasty czy artykuły. Jest tego mnóstwo, więc jeśli ktoś będzie chciał coś znaleźć, to na pewno mu się to uda. I na tym etapie ważne jest, żeby internauta znalazł to, co my byśmy chcieli, żeby znalazł. A chcemy, żeby także w Internecie i w mediach społecznościowych można było znaleźć treści pomagające ludziom w rozwijaniu ich wiary i relacji z Bogiem. Choć trzeba zaznaczyć, że aby właściwie przeżywać wiarę, należy przenieść się ze świata wirtualnego do realnego. Nic nie zastąpi wspólnoty i sakramentów.

Jak wobec tego powinien działać dobry, wirtualny, ale też realny duszpasterz?
Przede wszystkim musi być człowiekiem, który chce być święty (śmiech). Nie może ograniczać się tylko do tego, żeby być specjalistą od technik lub praktyk, którymi rządzą się media społecznościowe. Można być sprawnym i pomysłowym w Internecie, ale zwiększająca się liczba lajków i obserwujących to nie wszystko. Trzeba jeszcze mieć coś do zaoferowania duchowo. Pan Jezus też posługiwał się różnymi metodami docierania do ludzi, ale ostatecznie najważniejsze było to, żeby człowiek przeżywał tajemnicę Bożej obecności.

Rozmawiał Michał Jóźwiak

Zobacz także
Wasze komentarze