fot. ks. Wojciech Parfianowicz/flickr/EpiskopatNews (CC BY-NC-SA 2.0)

Bp Zbigniew Zieliński: chciałbym dotrzeć do tych osób, które w wierze jeszcze się nie obudziły

W sobotę, 4 marca do katedry pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Koszalinie odbędzie swój ingres szósty biskup koszalińsko- kołobrzeski, Zbigniew Zieliński. W rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną wyznał, że jego najgłębszym pragnieniem jest to, aby sprostał zadaniu wzajemnego umacniania się w wierze.

O. Stanisław Tasiemski, KAI: 10 marca ubiegłego roku Papież Franciszek mianował Księdza Biskupa koadiutorem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a 2 lutego jej ordynariuszem. Jak Ksiądz Biskup, Gdańszczanin z urodzenia przyjął te wyzwania?

Biskup Zbigniew Zieliński: Moja sytuacja jest bardzo komfortowa, bo przez dziesięć miesięcy mogłem uczyć się nowej dla mnie diecezji i to u boku Biskupa Edwarda, któremu bardzo zależało, abym jak najlepiej poznał tę rzeczywistość, jej specyfikę. Muszę natomiast przyznać, że kiedy dotarło do mnie, że jestem teraz w pełni odpowiedzialny za diecezję, poczułem wagę tej decyzji.

>>> Ingres bp. Zbigniewa Zielińskiego do katedry koszalińskiej odbędzie się 4 marca

KAI: Diecezja koszalińsko-kołobrzeska została utworzona w 1972 roku. Jakie zdaniem Księdza Biskupa powinny być w niej priorytety duszpasterskie?

– Przede wszystkim widzę potrzebę ogromnego wysiłku w obsłudze wielu świątyń. Mamy bardzo dużo parafii, które posiadają kościoły filialne. Rekordzista ma 6 kościołów filialnych. Natomiast w archidiecezji gdańskiej większość stanowią duże parafie miejskie. Posługa jednego księdza w czerech i więcej placówkach wiąże się z ogromnym wysiłkiem, zwłaszcza w niedziele i święta. Zauważyłem jednak, że właśnie ta sytuacja wymusiła ogromne zaangażowanie osób świeckich, w dużo większym stopniu, niż widziałem to w miejskim środowisku archidiecezji gdańskiej. Kościoły filialne bez wsparcia osób świeckich nie mogłyby funkcjonować. Zatem szerokie grono osób poczuwa się do odpowiedzialności za materialne utrzymanie tych świątyń, za funkcjonowanie w przestrzeni duszpasterskiej, katechetycznej, liturgicznej. Osoby świeckie wspierają księży w przygotowaniu katechezy sakramentalnej dzieci, młodzieży, dorosłych. To stanowi bogactwo tej diecezji.

Katedra Niepokalanego Poczęcia NMP Koszalin, fot. Wikimedia.org/Kapitel, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=28533650

KAI: Niedawno zakończył się II Synod Kościoła diecezjalnego, który poprzedzał przygotowania do Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów. Czy w tych pracach wyłoniły się jakieś szczególne, interesujące postulaty?

– Jestem bardzo szczęśliwy, że wchodząc w tę nową rolę jako biskup ordynariusz mam takie narzędzie, jakim jest zakończony II Synod Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Co ciekawe, pomimo trudności związanych z pandemią koronawirusa jego prace trwały nadal, i odkryto, że wyzwanie to jeszcze bardziej zmusza do tego, żeby się spotykać i rozmawiać. A umożliwiły to nowe środki komunikacji, kontakty wirtualne. Jednocześnie w trakcie trwania Synodu Papież Franciszek ogłosił synod o synodalności. Synod w naszej diecezji wiązał się z odbyciem setek rekolekcji dla grup synodalnych, które powstały w parafiach, formacją członków grup synodalnych, co sprawiło, że nie przychodzili oni na spotkania z roszczeniami, ale byli ukształtowani, odkrywając czym jest dla nich Kościół i kim oni dla Kościoła być mogą. Jestem wdzięczny za ten wkład bardzo mądrych, otwartych, uwzględniających nowe realia działania postanowień Synodu. Akcentują one głównie aktywizację środowisk świeckich. Jedną z decyzji jest między innymi powołanie instytutu formacyjnego osób świeckich, który ma nadać jeszcze bardziej profesjonalną formę kształtowaniu, przekazywaniu wiedzy teologicznej i biblijnej, ale także na przykład w dziedzinie nauki społecznej Kościoła. Wydaje się dzisiaj, że jest ona ponownie bardzo potrzebna osobom świeckim. Będąc zatem fundamentem, na którym pragniemy i musimy opierać dalszą naszą pracę, Synod stanowi tutaj ogromny skarb. ogromną wartość.

KAI: Czy wierni świeccy, zaangażowani są także w dzieła nowej ewangelizacji?

– Diecezja koszalińsko-kołobrzeska pod rządami biskupa Edwarda Dajczaka bardzo mocno odkryła walory nowej ewangelizacji. Jej właśnie poświęcił ogromną część swojej energii duszpasterskiej. Na terenie naszej diecezji odbywają się „Przystanek Jezus”, „Przystań, Jezus”, „Ewangelizacja wioskowa”, „Ewangelizacja na plaży”, którą prowadzi Stowarzyszenie Dom Miłosierdzia. Jest to istotne, zważywszy, że wyzwaniem w naszej diecezji jest niski udział w niedzielnej Mszy św. Myślę natomiast, że wielką zasługą dzieł nowej ewangelizacji jest to, że po pandemii koronawirusa nie doszło do znacznego spadku udziału wiernych w niedzielnej Eucharystii, co zdarzało się w wielu innych diecezjach, zwłaszcza wielkomiejskich. Trzeba też podkreślić udział wiernych świeckich w przygotowaniu narzeczonych do sakramentu małżeństwa, w towarzyszeniu młodym małżonkom, w duszpasterstwie rodzin. Pobliska poradnia w Koszalinie przygotowała w minionym roku do sakramentu małżeństwa 900 par.

Przystanek Jezus, fot. Anna Gorzelana/Misyjne Drogi

KAI: W całym Kościele dostrzegalna jest trudność w przekazywaniu wiary młodemu pokoleniu. Jak w diecezji działa duszpasterstwo młodzieży?

– Właśnie przed chwilą rozmawiałem z księdzem Rafałem Jarosiewiczem, który prowadzi fundację SMS z Nieba. Mówiliśmy o mającym się odbyć pod koniec marca spotkaniu ewangelizacyjnym młodzieży w pobliskiej hali sportowej. Zapraszamy na nie bardzo wielu ludzi młodych, aby wesprzeć wysiłki poszczególnych parafii czy działań katechetycznych, zachęcając do doświadczenia także wspólnotowości. Bardzo wiele wydarzeń ma miejsce w naszych pięciu domach rekolekcyjnych, w których odbywa się stała formacja zarówno młodzieży należącej do różnego rodzaju ruchów, grup, stowarzyszeń, grup życia apostolskiego, ale też i młodych, którzy po prostu zgłaszają się i chcą przeżyć rekolekcyjny weekend. Ważnym miejscem, w którym koncentruje się od maja do września życie duszpasterstw młodzieży jest Skrzatusz. Jest to nie tylko diecezjalne sanktuarium, ale też i dom rekolekcyjny. Wytworzyła się wypracowana przez biskupa Edwarda przez wiele lat tradycja spotkań dla dzieci, młodzieży, różnego rodzaju grup formacyjnych, „Oazy” czy liturgicznej służby ołtarza. Stawiany jest potężny namiot, mogący pomieścić do pięciu tysięcy osób. Sam w tych minionych miesiącach miałem okazję trzem takim spotkaniom przewodniczyć. Byłem ogromnie pozytywnie zaskoczony właśnie tak wielkim udziałem młodych przyjeżdżających z całej diecezji. Zatem oprócz dzieła katechetycznego czy formacji parafialnej, przekazu wartości w rodzinach podejmujemy takie działania, żeby wesprzeć pracę parafii, które często są bardzo trudnej sytuacji, gdy jeden ksiądz obsługuje kilka kościołów i nie jest w stanie wyjechać z grupą ministrantów, młodzieży, czy dzieci.

KAI: Jak wygląda przygotowanie młodych diecezjan do Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie?

– Jest grupa, która przygotowuje się poprzez systematyczną formację. Jest też sporo młodych ludzi, którzy z różnych powodów nie mogą pojechać, ale także ich zapraszamy na spotkania. W ramach Wielkopostnych Dni Młodych we wszystkie piątki i soboty Wielkiego Postu spotykamy się z młodymi ludźmi w różnych częściach naszej rozległej diecezji. Duszpasterstwo młodzieży przygotowuje specjalne czuwania pod kątem zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie. Są też one okazją, aby zachęcić do uczestnictwa w nich. Podczas wspomnianych Wielkopostnych Dni Młodych jest z nami pielgrzymujący Krzyż Światowych Dni Młodzieży.

>>> Bp Stułkowski: ministrant trzyma „rękę na pulsie”

KAI: Ksiądz Biskup wspomniał między innymi o duszpasterstwie ministrantów. Czy udaje się w ten sposób kształtować powołania, odpowiedzialność za swoje życie i ukazać im piękno sakramentu kapłaństwa?

– Myślę, że jednym z trudniejszych doświadczeń ostatnich miesięcy i lat jest pewien kryzys religijności młodych i to się też przekłada na to, co wiąże się z odkrywaniem powołania do kapłaństwa, czy do życia zakonnego. Dziękujemy Panu Bogu za każde powołanie. Nie jesteśmy diecezją, która musi myśleć o zamykaniu seminarium. Oczywiście chcielibyśmy mieć tych powołań jeszcze więcej, bo potrzeby są ogromne. Zwracamy szczególną uwagę na duszpasterstwo ministrantów, spośród których w większości pochodzą młodzi odczytujący potem swoje powołanie kapłańskie. Seminarium i osoby konsekrowane organizują w ciągu całego roku dni powołaniowe, odwiedzając poszczególne parafie albo też organizując je we wspomnianych domach rekolekcyjnych, czy w sanktuarium w Skrzatuszu. Niedawno w takim spotkaniu w seminarium wzięło udział ponad trzydziestu chłopców.

KAI: Na terenie diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej jest także bardzo wielu Ukraińców, wiele parafii greckokatolickich. Jak układa się współpraca, zwłaszcza w związku falą uchodźców, którzy przybyli z Ukrainy.

– To prawda. Centrum życia tej wspólnoty jest miasto Biały Bór, gdzie mniej więcej połowa mieszkańców należy do parafii greckokatolickiej. Ale żyją oni obok siebie i przez lata budowali więzi, pielęgnowali natomiast swoje odrębne tradycje liturgiczne. Dzisiaj możemy powiedzieć, że czas wojny na Ukrainie sprawił, iż te środowiska stały się sobie jeszcze bliższe. W przyjęcie uchodźców zaangażował się także i Kościół. W seminarium schronienie znalazło niemal 50 osób. Otworzyliśmy dla nich domy rekolekcyjne. Jedna z pań, która uciekła będąc w zaawansowanej ciąży, w Koszalinie urodziła swoje dziecko, które zostało ochrzczone w kaplicy seminaryjnej – bo była katoliczką. Byłem świadkiem tego wydarzenia. Przed kilkoma dniami, w rocznicę rosyjskiej pełnoskalowej agresji na Ukrainę sprawowaliśmy Mszę św. W jej trakcie wzruszające słowa wypowiedział ks. mitrat Bogdan Hałuszka, który niemal ze łzami dziękował za pomoc okazywaną braciom Ukraińcom. Prosiliśmy o pokój, ale też dziękowaliśmy właśnie za tych wszystkich ludzi, którzy okazywali gościnę i serce Ukraińcom. Chciałbym podkreślić, że w naszej diecezji w związku z wybuchem wojny za wschodnią granicą powstało Centrum Emigranta i Uchodźcy, które wykonało w tym ostatnim okresie ogromną pracę, przy dużym wsparciu środków zewnętrznych, ale i przy ogromnej pomocy Caritas Polska. Swój wkład wniosła także sama diecezja, choćby w postaci przygotowanych lokali, w których mogli zamieszkiwać i jeszcze zamieszkują przybysze zza wschodniej granicy.

KAI: Na terenie diecezji koszalińsko- kołobrzeskiej jest też sporo garnizonów. Jak układa się współpraca z Ordynariatem Wojskowym?

– Trzeba powiedzieć, że na terenie naszej diecezji zawsze było sporo poligonów i baz wojskowych. W przeszłości w Bornem Sulinowo mieściła się wyjęta spod administracji polskiej baza wojsk sowieckich. Po ich wycofaniu powstał tam klasztor sióstr Karmelitanek Bosych, które zakładała siostra Maria Immakulata Adamska. Gdy przybywała tutaj z Gdyni w 1997 roku miałem okazję jej pomagać. Klasztor Maryi Matki Pojednania istnieje od dwudziestu pięciu lat i jest to nowa, ważna rzeczywistość. Natomiast, chociaż nie ma tutaj tak wiele wojska jak niegdyś, to jednak ale nadal jest wiele jednostek mundurowych. W obecnej rzeczywistości istnieje wola współpracy w dziele kształtowania tych osób. Między innymi we wtorek udzielałem pierwszego w Polsce powojennej bierzmowania w szkole policyjnej. Sami stwierdzili, że dzisiaj jak nigdy dotąd widać ogromną potrzebę wsparcia fundamentów duchowych. Wyzwaniem stała się w tym czasie nie tylko troska o życie, o zdrowie, ale jeszcze bardziej troską o ducha ludzkiego. Współpraca z parafiami diecezji polowej tutaj jest zupełnie naturalna i dobrze się układa.

KAI: O jaką łaskę modli się Ksiądz Biskup rozpoczynając z całą odpowiedzialnością posługę w diecezji koszalińsko kołobrzeskiej?

– Pewnie nikogo nie zaskoczę, jeżeli powiem, że najgłębszym pragnieniem jest to, abym sprostał temu zadaniu, jakim jest wzajemne umacnianie się w wierze. Spoczywa ono na biskupie, a przez niego na jego współpracownikach, księżach, osobach konsekrowanych. Moim ogromnym marzeniem jest to, żebym nie zawiódł tych wszystkich, którzy chcą tego zadania się podjąć i abym w sposób otwarty potrafił też skorzystać z ich zaangażowania. Trzecim marzeniem jest choćby minimalne dotarcie do tych osób, które w dziedzinie wiary jeszcze się nie obudziły. bo każdy z nas wie, jak cennym darem jest wiara. Marzę więc, aby mnie i wszystkim moim współpracownikom nie zabrakło ducha autentycznej gorliwości w realizacji tego zadania.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze