EPA/Matteo Corner

Brat Piergiacomo, anioł w centrum epidemii. „Modlimy się i udzielamy sakramentu namaszczenia chorych”

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Brat Piergiacomo, razem z czterema współbraćmi kapucynami niestrudzenie przemierza szpitalne korytarze niosąc nadzieję chorym i personelowi medycznemu. Posługuje w szpitalu św. Jana XXIII w Bergamo, znajdującym się w centrum epidemii, która we Włoszech najboleśniej dotknęła północ tego kraju. – Modlimy się i udzielamy sakramentu namaszczenia chorych. Błogosławimy też ciała zmarłych w szpitalnej kostnicy. To gest miłości – mówi Radiu Watykańskiemu brat Piergiacomo.

W przepełnionym do granic możliwości szpitalu prawdziwymi aniołami są lekarze, pielęgniarki, salowe oraz kapucyni, którzy z narażeniem własnego życia, dzień po dniu, starają się nieść pomoc chorym zarażonym koronawirusem.

>>> Michał Jóźwiak: koronawirus to wstrząs dla Kościoła i naszej wiary [KOMENTARZ] 

– Wsparcia potrzebują nie tylko osoby chore, ale również przemęczony personel: od lekarzy po panie sprzątaczki, kucharki, czy osoby pracujące w administracji. Nasza obecność jest prawdziwie modlitewną bliskością – mówi brat Piergiacomo.

Włoski kapucyn wyznaje, że wielu chorych odczuwa prawdziwą ulgę, gdy dowie się, że pod ochronnym fartuchem i maseczką kryje się twarz kapłana.

– Często woła nas przełożona pielęgniarek, czy lekarz prosząc byśmy spędzili chwilę razem z personelem. Zatrzymujemy się na minutę, by wspólnie odmówić „Zdrowaś Maryjo” czy „Ojcze nasz”.

– W czasie pandemii są obostrzenia sprawiające, że dużo rzadziej możemy wchodzić na oddziały, na których znajdują się osoby zakażone. Wynika to z ciągłego braku środków ochronnych. Zawsze jednak jesteśmy gotowi, by umierającym zanieść święte oleje i naszą modlitwę i personel nam to ułatwia – mówi papieskiej rozgłośni br. Piergiacomo.

>>> Abp Gómez o pandemii: każdy ma „tabernakulum własnego serca” 

– Jeden z braci zawsze też jest obecny w szpitalnej kostnicy, by modlić się za zmarłych i pobłogosławić ich ciała. Do tego miejsca nie mogą wchodzić rodziny, jednak nawet jeśli nie opłakują ich bliscy, to robią to za nich lekarze i pielęgniarki. Widziałem wiele ich twarzy przeoranych cierpieniem. Mogę zaświadczyć, że cały personel jest bardzo wrażliwy i staje się rękoma i bliskością tych, którzy nie mogą być przy swych chorych i zmarłych.

Zobacz także
Wasze komentarze