fot. EPA/IAN LANGSDON

Czy pożar katedry Notre Dame to znak od Boga?

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Katedra w Notre Dame nie spłonęła dlatego, że Bóg postanowił ukarać Francję za laicyzację. To truizm, ale patrząc na komentarze internautów, a nawet niektórych katolickich publicystów, wydaje się on wart zaznaczenia.

Kiedy w poniedziałkowy wieczór jednym okiem oglądałem płonącą katedrę Notre Dame, a drugim przeglądałem wpisy w mediach społecznościowych, towarzyszyły mi dwie silne emocje: smutek i złość. Smutek, bo paryska katedra to świątynia i wspaniały XII-wieczny zabytek. Była budowana przez ponad 180 lat (1163–1345), a ogień trawił ją w mgnieniu oka. Złość z kolei pojawiała się jako niekontrolowany skutek wylewu kontrowersyjnych opinii na temat tego przykrego wydarzenia. Nie. Jednak nie kontrowersyjnych. Po prostu głupich. Bo nie można inaczej nazwać wpisów, które mówiły o tym, że pożar katedry Notre Dame jest karą, wyrazem gniewu Boga i jako chrześcijanie powinniśmy odczytywać to jako znak.

Myślenie magiczne

Mam wrażenie, że po raz kolejny z wielu polskich katolików wychodzi głęboko zakorzenione w ich głowach myślenie magiczne. Obawiam się, że wielu z nas ma obraz Boga, który siedzi sobie w niebie i zastanawia się, w jaki sposób ukarać ludzi za ich grzechy. To nonsens, który Jezus obnaża w Ewangelii wg św. Łukasza:

„Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13,2-5).

Nawet jeśli uparcie chcemy interpretować pożar katedry Notre Dame jako znak wzywający do nawrócenia, to odnośmy go przede wszystkim do siebie, a nie do innych. Łatwo jest wytykać palcem grzechy i mówić, jak to Stwórca mści się na Swoim stworzeniu. Tyle że jest to z gruntu niekatolickie.

Symbol chrześcijańskiej kultury

Jasne, że katedra Notre Dame jest symbolem chrześcijańskiej kultury. A kiedy płonie świątynia w kraju, w którym postępuje laicyzacja, to pewnie skojarzenia narzucają się same. Ale nie można z tego robić teologii i tłumaczyć nieszczęśliwego wypadku jako Bożej interwencji. – Kiedy płonie symbol, sam pożar nabiera symbolicznych znaczeń. Kiedy płonie symbol pewnej cywilizacji, wielka jest pokusa, by przypisać temu pożarowi siłę metafory. Tak było i wczoraj, gdy płonęła paryska katedra Notre Dame. To wydarzenie spowodowało prawdziwy wysyp domorosłych profetów, których oracula więcej mówią o nich samych niż o faktycznym sensie wydarzenia – napisał na łamach „Więzi” ks. Andrzej Draguła.

fot. EPA/JULIEN DE ROSA

„Nasza cywilizacja ginie bezpowrotnie”

Magdalena Ogórek oraz Krystyna Pawłowicz podzieliły się w sieci spostrzeżeniem, że pożar katedry jest znakiem tego, że nasza cywilizacja się kończy i „ginie bezpowrotnie”. Nie brakowało również komentarzy, że paląca się katedra jest wyrazem Bożego gniewu i trzeba wreszcie otworzyć oczy na Boże znaki. – Wszystkie te interpretacje po raz kolejny potwierdzają to samo: każdy w tym historycznym wydarzeniu chce widzieć inny sens wpisujący się w jego własną historiografię i teologię dziejów. I w tym sensie cytowane wypowiedzi nie zaskakują. Chwilami przerażają nonszalancją ich autorów – dodaje ks. Draguła.

Znaki trzeba odczytywać, ale…

Każdy może nadać pożarowi katedry swoje znaczenie. Jeden nazwie to symbolem ostatecznego upadku, drugi powie, że Kościół we Francji będzie się teraz odradzał jak feniks z popiołów. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast czysto subiektywnej oceny tego wydarzenia chcemy pokusić się o odgadywanie intencji Pana Boga. Znaki oczywiście trzeba odczytywać, bo Bóg może mówić do nas przez różne sytuacje, ale dajmy sobie spokój z przypisywaniem metafizycznego czy religijnego znaczenia wszystkiemu, co się wydarza.

Bóg mówi do nas przede wszystkim poprzez Słowo Boże i ludzi, z którymi się spotykamy. Może jestem niedowiarkiem, ale spalenie się katedry czy wylanie kawy na klawiaturę nie jest dla mnie Bożą interwencją. Mogę to jakoś odczytać, wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość, ale przypisując takim wydarzeniom metafizyczne znaczenie, zbliżam się do mentalności szamana, a nie człowieka wierzącego.

Zobacz także
Wasze komentarze