cathopic

Czy wierzysz w swoje nawrócenie? [FELIETON]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W ostatnią niedzielę roku liturgicznego, tuż przed rozpoczęciem Adwentu, usłyszymy Ewangelię o Dobrym Łotrze. W Kościele nie ma przypadków. Postawa tego złoczyńcy, który spojrzał na swoje życie w prawdzie, tuż przed śmiercią – przychodzi nam z pomocą. Owszem, Dobry Łotr zasługiwał na śmierć. Na szczęście spojrzał na Jezusa.

Tęsknisz za Jezusem? Czy naprawdę tęsknisz za Jego przyjściem? Oczywiście Jezus jest wciąż obecny w sakramentach, podczas modlitwy czy adoracji. Ale czy wierzysz w to, że On może narodzić się w Tobie na nowo? Potraktuj nadchodzący Adwent poważnie i daj sobie czas na to, by przygotować się na Jego przyjście. Do twojego serca.

Więzienie Kamiti

W Kenii, w Nairobi (Afryka) mieści się więzienie o podwyższonym rygorze, które nazywa się „Kamiti”. Mówi się, że jest najtrudniejszym więzieniem w Afryce. Misjonarze franciszkanie regularnie je odwiedzają, prowadząc tam adorację, spowiadając i odprawiając mszę święte.

Gdy patrzę na fotografie jednego z więźniów „Kamiti”, który skulony adoruje Najświętszy Sakrament, zdaję sobie sprawę z tego, jak aktualna jest Ewangelia i przesłanie Ducha świętego, który „ubogim niesie dobrą nowinę, więźniom głosi wolność, niewidomym przejrzenie a uciśnionych odsyła wolnymi” (Łk 4, 18). To właśnie dobra nowina, którą przyjął Dobry Łotr na krzyżu, choć sprawiedliwie odbierał swoją karę, ta nowina sprawiła w nim przemianę. Był gotowy na to, by prosić Jezusa o miłosierdzie, mimo swojej poważnej winy (musiała być poważna, skoro karą za nią była śmierć krzyżowa).

Gdyby mieszkańcy nieba któregoś dnia przestali adorować Boga, niebo nie byłoby już niebem. A gdyby nieszczęśni potępieńcy w piekle mogli, mimo swoich cierpień, choć przez chwilę adorować Pana, piekło przestałoby być piekłem – mawiał św. Jan Maria Vianney.

Niewyobrażalne Światło

Rok liturgiczny dobiega końca. Zaczyna się wiele mówić o postanowienia adwentowych czy różnego rodzaju „warunkach” dobrego przeżycia Adwentu. W moim przypadku postanowienia adwentowe dawno przestały „działać”. Zawsze pomagały mi natomiast w zrozumieniu sensu Adwentu (a więc oczekiwania) słowa Benedykta XVI, który powiedział kiedyś:

Czekanie jest wymiarem, który przekracza całe nasze istnienie osobiste, rodzinne i społeczne (…). Mamy na myśli między innymi oczekiwanie dwojga małżonków na dziecko, oczekiwanie na rodzica lub przyjaciela, który przybywa z daleka, aby nas odwiedzić; myślimy o młodym człowieku, czekającym na wynik końcowego egzaminu lub rozmowy w pracy; o czekaniu na spotkanie z ukochaną osobą, na odpowiedź na list lub na przyjęcie przebaczenia… Można by powiedzieć, że człowiek żyje, dopóki czeka, dopóki w jego sercu żyje nadzieja. I po jego oczekiwaniach rozpoznaje się człowieka: naszą „postawę” moralną i duchową można zmierzyć tym, na co czekamy, w czym pokładamy nadzieję – powiedział Benedykt XVI w 2010 roku.

Ze słów Benedykta XVI można więc wywnioskować, że nie ma różnicy pomiędzy czekaniem i nadzieją. To paradoks, ale nasza nadzieja poprzedza w pewnym sensie oczekiwanie na Boga. Czekanie już samo w sobie jest nadzieją.

Oczekiwanie (z łaciny adventus), ma jeszcze jeden ważny wymiar. Sam fakt tego, że czekamy na Jego przyjście, sprawia, że otwieramy się na Jego obecność. Tak wiele mówi się w Kościele o tym, że trzeba otworzyć swoje serce na łaskę Boga, który pragnie nas przemieniać. Czasami jednak nie wiemy, jak to zrobić. Czujemy pewien „nacisk” na to, że musimy to robić, inaczej się nie nawrócimy. I to błędne koło zamyka się, ponieważ wiemy, że potrzebujemy nawrócenia, lecz nie wiemy, jak mamy się właściwie na tę przemianę otworzyć.

Może warto spojrzeć na nadchodzący Adwent jako na czas, który należy do nas? Nie chodzi tutaj rzecz jasna o siedzenie na kanapie i rozmyślanie nad swoim życiem. Po to Kościół daje nam narzędzia do tego, by dobrze przeżywać ten czas, byśmy mogli z nich skorzystać. Chodzi o spojrzenie na Adwent, jako na moment, w którym maksymalnie wykorzystamy podarowany nam czas. Tak wiele razy „zabijamy czas” rzeczami, które w efekcie sprawiają, że czujemy, że życie przepływa nam pomiędzy palcami.

W dawnych czasach przecież, gdy odprawiano msze roratnie, istniał zwyczaj, że do ołtarza ze święcą podchodzili przedstawiciele ówczesnych stanów: rycerze, chłopi czy mieszczanie – i wręczając świecę celebransowi, na jego pytanie: „Gotowy jesteś na sąd Boży?” odpowiadali „Gotów jestem na sąd Boży”. Czekanie na przyjście Pana miało więc nie tylko wymiar czekania na narodzenie się Jezusa, ale także realne czekanie na powtórne przyjście Jezusa na końcu czasów – paruzję (a więc także własną śmierć). Stąd pierwsza część Adwentu poświęcona jest bardziej pokucie. Dopiero od 17 grudnia 2019 r. (czyli po tzw. niedzieli radości) w czytaniach mszalnych będziemy mieli bezpośrednio do czynienia z refleksją na temat narodzenia się Jezusa.

Chciejmy wykorzystać ten czas (który zresztą jest niezwykle krótki) do pracy nad naszą intymną relacją z Jezusem. Przecież tylko ta relacja może dać nam życie wieczne.

Zobacz także
Wasze komentarze