fot. Irfan Syahmi/unsplash

Dar, a nie towar [FELIETON] 

Ekonomia daru. Do niej w swojej niewielkiej książce przekonuje nas botaniczka, Robin Wall Kimmerer. Pokazuje nam, że to nie towar, ale właśnie dar ma większe znaczenie. Jej myśli wydają mi się na wskroś chrześcijańskie. 

Książka „Dary Ziemi. Czego przyroda uczy nas o wzajemności” Robin Wall Kimmerer ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Znak litera nova. Moją uwagę przyciągnęła już swoją okładką – w takim retro stylu, z rysunkiem ptaka zajadającego się owocami. Jednak największą wartością tej lapidarnej publikacji jest jej treść. Bo choć to książka, której przeczytanie zajmuje godzinę, to nad zawartymi w niej refleksjami można myśleć jeszcze przez wiele kolejnych długich dni. O czym więc opowiada w swoim eseju Kimmerer? Najkrócej pisząc – o ekonomii daru. Ale warto oczywiście trochę tę myśl rozwinąć. 

Zachwycić się naturą 

Książka Kimmerer to przede wszystkim opowieść o naszym splątaniu – zbrataniu – z przyrodą, naturą. Nic dziwnego, że w eseju wielokrotnie przewijają się motywy przyrodnicze – autorka jest botaniczką i odnosi się do tego, na czym się zna. Ale jest nie tylko naukowczynią, ale też miłośniczką przyrody, co widać w jej podejściu do natury. Po tej lekturze jeszcze bardziej doceniam wartość, jaką niesie ze sobą obserwacja przyrody, przyglądanie się jej. Patrzenie na to, jak zmienia się na przestrzeni kolejnych pór roku – wszak to rośliny wyznaczają ten powtarzający się cykl. Mieszkając pod miastem, często również obserwuję naturę. I faktycznie, każdy tydzień przynosi kolejne zmiany. Z wiosną budzi się życie, zaczyna coraz bardziej rozkwitać, lato to już pełnia, a z czasem przychodzi jesień i powolne odchodzenie tego, co zielone. I zima, podczas której tylko pozornie nic się nie dzieje. Przyroda zachęca nas do tego, by ją kontemplować, by podjąć nad nią refleksję. Może być też świetnym partnerem podczas modlitwy, tłem do niej – o czym wielokrotnie miałem okazję się przekonać. Kimmerer w obcowaniu z przyrodą akcentuje przede wszystkim dary – dary natury – które dostajemy za darmo. Aż żal, że nie zawsze je zauważamy. Choćby dary, które daje nam świdośliwa – roślina co rusz wracająca w eseju Amerykanki. 

Podziękuj za dary 

Autorka zachęca nas, by podejść do tego, co daje nam natura – właśnie jak do darów, a nie jak towarów: „Gdy nie traktujemy ich jako rzeczy, zasoby naturalne lub towary, ale jako dary, cała nasza relacja ze światem natury ulega przemianie”. Warto spojrzeć na przyrodę szeroko i zobaczyć, że to, co nam oferuje, jest bardzo różnorodne. Bo tu nie chodzi tylko o tak oczywiste rzeczy, jak owoce czy warzywa. Ale o wszystko, co nam daje. O obfitość. I ważne jest też, żebyśmy potrafili docenić te dary natury – dodałbym, że dary pochodzące przecież od Boga – i umieć za nie podziękować. Słowo wdzięczność, przez niektórych czasem nadużywane i przez to zbanalizowane, akurat w kontekście naszego podejścia do natury jest zasadne. Przecież nasze dziękczynienie naturze za jej dary to przecież podziękowanie Bogu. Przypomina mi się uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Przychodzimy wtedy do kościołów święcić zioła i kwiaty, a czasem też i inne płody ziemi, dziękując za plony. To właśnie wyrażenie wdzięczności naturze, a w konsekwencji – samemu Bogu. Dziękujemy Mu za dary, które za Jego pośrednictwem daje nam ziemia. Tak samo dziękujemy przy okazji dożynek. Radosny czas, pełen zabawy, to przecież nic innego jak wielkie słowo „dziękuję” – Bogu i ziemi. Tak, esej Kimmerer jest dla mnie napisany właśnie w tym duchu. W kontekście wdzięczności autorka zauważa jeszcze jedno: „Jeśli naszą odruchową reakcją na otrzymywanie darów jest wdzięczność, to zaraz po niej pojawia się chęć odwzajemnienia”. Bo dobro nie działa tylko w jednym kierunku. Jeśli ktoś nam je okazał, to i my chcemy je okazać.  

Ekonomia daru 

Eseistka nie ukrywa, że nie zna się na tej ekonomicznej ekonomii – nie jest ekonomistką. Promuje jednak ekonomię daru. Czyli opieranie swojego życia na przekazywaniu innym darów i umiejętności przyjmowania darów, którymi ktoś chce nas obdarować. Amerykanka pisze, że tym, co zasila naszą ekonomię daru, pozwala na jej ciągły przepływ, być może jest miłość. Uderzyła mnie ta myśl – to przecież tak bardzo Jezusowe! Chęć dzielenia się z innymi jest Jezusowa – to przecież On nas tchnie do działania. A napędza nas właśnie miłość. Dzielę się, puszczam coś w obieg, i potem tego dobra jest coraz więcej. Bo dary przekazywane są dalej. Oczywiście nie dotyczy to tylko darów ziemi, choć akurat na nich najbardziej skupia się autorka przywołanego eseju. „Ekonomia daru powstaje z obfitości darów Ziemi, które nie są niczyją własnością, a zatem są wspólne. Dzielenie się rodzi relacje oparte na dobrej woli i na więziach, które gwarantują, że gdy naszemu sąsiadowi dopisze szczęście, zostaniemy zaproszeni na ucztę. Pielęgnowanie wzajemności daje poczucie bezpieczeństwa” – czytamy. A ja przypominam sobie ogłoszenia, które co jakiś czas trafiają na facebookową grupę mojej podmiejskiej miejscowości. Komuś obrodziły zioła – więc postanowił wystawić je przed bramą i zachęca innych do częstowania się nimi. Ktoś inny dzieli się jabłkami, wiśniami czy nadmiarowym koperkiem. To ekonomia daru w praktyce. Zresztą, idąc na pociąg mijam też codziennie mikrobiblioteczkę, z której można wziąć sobie książkę. Proste – przeciętną powieść przeczytam przecież raz i raczej do niej nie wrócę. Po co ma więc zalegać na półce, skoro mogę „puścić ją w świat” i podzielić się z innymi? Podarować ją.  

fot. Caritas Laudato si

Nie zawsze ważny jest zysk 

Światem, i tą klasyczną ekonomią, rządzi pieniądz. Rachunki muszą się zgadzać. Ale czasem warto pójść na przekór i zrobić coś w kontrze do konsumpcyjnego świata. Takim działaniem może być właśnie czerpanie z darów ziemi i dzielenie się nimi. Dzielenie – a nie sprzedawanie. Bo mamy postawić na dar, nie na towar. Nie wszystko musimy w życiu robić dla zysku, choć oczywiście rozsądne jest zarabianie i dbanie o to, by mieć finanse potrzebne do zaspokojenia potrzeb. Warto być hojnym, to dobro do nas wróci jak bumerang. Mnóstwo jest na kartach „Darów Ziemi” (Wydawnictwo Znak litera nova) genialnych myśli, które prowokują nas do głębszych refleksji. Spodziewałem się zupełnie innego tekstu – a tymczasem dostałem zachwycający traktat filozoficzny o przyrodzie, jej wpływie na nasze życie i o wartości dzielenia się. Myślę, że w jakimś stopniu esej ten jest jakby rozwinięciem pewnych myśli z encykliki Laudato si’ papieża Franciszka. Ja do lektury zachęcam. Nie zajmie Wam dużo czasu – ale już dużo myśli na pewno. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze