fot. z arch. o. Dawida Stefaniszyna OMI
Dawid Stefaniszyn OMI: chciałem gadać jako przewodnik, polityk lub nauczyciel. Całe szczęście mogę mówić o Bogu
Czasami, aby odkryć życiową drogę, wystarczy jedna chwila, jedno spotkanie. Tak było w przypadku powołania o. Dawida Stefaniszyna OMI. – Zobaczyłem szczęśliwego, spełnionego człowieka i poczułem, że też mogę być szczęśliwy, tak jak on – wspomina oblat. W Roku Powołań piszemy o życiu i powołaniu misjonarzy oblatów.
Kiedy po raz pierwszy pojawił się pomysł: „A może zostanę księdzem?”
Dawid Stefaniszyn OMI: – Myśl o tym, żeby być księdzem (lub chociaż nie wykluczać tej opcji) towarzyszyła mi od dzieciństwa. Nie potrafię wskazać konkretnego momentu. Wśród zawodów, które w dzieciństwie mi się podobały, był też ksiądz. Miałem z tyłu głowy myśl o kapłaństwie, ale nie miała ona nic wspólnego z oblatami – wtedy jeszcze ich nie znałem. Kiedy kończyłem szkołę średnią, przyszedł czas matury, pojawiła się we mnie taka myśl, że kapłaństwo to będzie moja droga, ale to jeszcze nie teraz. Miałem dobrego spowiednika, który pomagał mi rozeznawać. Zdecydowałem się wtedy jednak pójść na studia.
W jaki sposób poznał Ojciec misjonarzy oblatów?
– Zaczęło się od tego, że w czasie moich studiów z rekolekcjami wielkopostnymi do parafii przyjechali oblaci. Wtedy sygnał od Pana Boga był bardzo konkretny: to jest to, to jest ten moment. Zdecydowałem się rzucić wszystko, przerwać studia i pójść za tym, bez zostawiania sobie jakichkolwiek ścieżek awaryjnych.


Dlaczego? Co było w oblatach takiego wyjątkowego?
– Zobaczyłem oblata w zakrystii… I po prostu zobaczyłem szczęśliwego człowieka. Wewnętrzny głos od Pana Boga powiedział mi wtedy: „Takie szczęście ci obiecuję. Będziesz taki szczęśliwy jak on”. Zobaczyłem człowieka zadowolonego z tego co robi, spełnionego. To nie było tak, że on coś powiedział, podszedł czy coś zrobił. Nic. Po prostu wszedł do zakrystii, a ja zobaczyłem w nim szczęśliwego człowieka. I poczułem, że ja też w życiu chcę być taki szczęśliwy. Też chcę spróbować.
>>> Ojciec Mariusz Kasperski OMI biskupem na Madagaskarze

Później przyszedł czas seminarium. Kiedy podejmujemy duże decyzje w naszym życiu, bywa że pojawiają się równie duże wątpliwości. Czy seminarium było dla Ojca czasem burzliwym, czy spokojnym?
– Seminarium po to jest, żeby się oczyścić w motywacji. Trzeba zobaczyć, z czym przychodzę. U mnie z roku na rok, a zwłaszcza w roku poprzedzającym śluby wieczyste, działo się właśnie to oczyszczanie motywacji. W różnych, często niełatwych sytuacjach były niszczone moje przyziemne motywacje i na końcu została mi ta jedna, o której przed chwilą mówiłem: wspomnienie tej chwili z zakrystii. Tej sytuacji, temu faktowi i Bożej propozycji nie mogłem nigdy zaprzeczyć. Świadomość tego, że miałbym kiedyś stanąć przed Panem Bogiem (a przecież każdy z nas kiedyś przed Nim stanie) i powiedzieć, że tamto nie było prawdziwe… tego bym nie umiał zrobić. Nie wiem, jak Pan Bóg to zrobił. Na ile to się odbywa w sercu, w duszy, w umyśle. Ale było to tak skuteczne i konkretne, że stało się dla mnie umocnieniem w najtrudniejszych momentach.

Powołanie nie jest tematem zamkniętym, a rozpoznawanym przez całe życie. Czy dziś, już jako zakonnik, misjonarz oblat, czuje Ojciec potrzebę, żeby powołanie rozeznawać?
– Tak, trzeba. Mamy różne pola zaangażowania. Już w seminarium patrzyliśmy ze współbraćmi na starszych oblatów i przyglądaliśmy się temu, którą częścią działalności oblackiej my byśmy chcieli się zajmować. Dla mnie zawsze takim oczywistym kierunkiem była posługa misjonarza ludowego. Moja pierwsza obediencja była do pracy w parafii jako wikariusz. To było dla mnie cenne doświadczenie. Natomiast dość szybko przełożeni zaproponowali mi przejście do posługi misjonarza ludowego. Na ten moment jest to dla mnie takie powołanie w powołaniu, które wiem, że na ten moment mam realizować. Jak długo? Nie wiem. A może Pan Bóg jeszcze coś szykuje? O to trzeba zawsze pytać. Wiele tych pytań jeszcze przede mną.

Co by Ojciec powiedział młodej osobie, która zastanawia się nad swoim powołaniem? Może myśli o życiu zakonnym, ale nie wie do końca, jakie środki można przyjąć, żeby dobrze rozeznać drogę.
– Przypomina mi się w tym momencie taka sytuacja, kiedy byłem jako diakon na Świętym Krzyżu na praktykach. Przyjechał wtedy nowy nowicjat. Jeden z chłopaków zapytał wtedy: „Gdybyś mógł parę lat wcześniej coś wiedzieć i zmienić, to co byś zmienił w latach formacji?”. A ja wtedy mu odpowiedziałem, że mniej bym się Panu Bogu wtrącał. Kiedy ktoś pokazuje nam, jak działa jakieś urządzenie, w którymś momencie mówimy: „To daj, ja sam, teraz ja spróbuję”. I przejmujemy stery, ale nagle wszystko zaczyna się psuć. Gdybym mógł cofnąć czas, pewnie mniej byłoby tych momentów, kiedy wyrywałem Panu Bogu stery, bo myślałem, że już wiem, o co w tym chodzi i już sam pokieruję. A Panu Bogu trzeba się jak najmniej wtrącać, tylko zaufać. Pan Bóg jest dobry, nie robi sobie ze mnie żartów. Jest wierny, to znaczy, że jeśli coś proponuje, to tego nie odwoła, nie wycofa się. Skoro dostrzegam Pana Boga w propozycji na moje życie, to znaczy, że jest za tym dobro, a nie jakiś podstęp.

Jak z perspektywy czasu patrzy Ojciec na swoją drogę powołania?
– Niedawno spojrzałem wstecz na moje życie i różne drogi, o których myślałem. Zdałem sobie sprawę, że wszystko opcje, pomysły na moje życie miały jeden wspólny mianownik: sprowadzały się do tego, że ja będę w życiu gadał. Będę żył z mówienia. Pytanie tylko gdzie i co będę mówił. Podobała mi się praca nauczyciela. Bardzo podobała mi się praca przewodnika, pilota wycieczek. Myślałem o polityce. Oczywiście z tyłu głowy miałem także kapłaństwo. Wszędzie indziej mówiłbym o sobie, o swoich mądrościach. I dlatego cieszę się, że mogę mówić najmądrzejsze rzeczy – bo mówię o Panu Bogu i posługuję się Bożym słowem.
Rozmawiał Antoni Jezierski
| Galeria (2 zdjęcia) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Argentyna: trwają przygotowania do wizyty Leona XIV
Warszawa: wkrótce 5. rocznica beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego i m. Elżbiety Róży Czackiej
Olsztyn: drugie życie sakralnych perełek





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny