Fot. EPA/JUSTIN LANE

Dekolt w kształcie krzyża, czyli między bluźnierstwem a ewangelizacją

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Inspirowane katolicyzmem kreacje niektórych gwiazd tegorocznej Met Gali wzbudziły ogromne kontrowersje. Jedni upatrują w tym bluźnierstwa, inni widzą wspaniałą ewangelizację. Ja z kolei mam wyrzuty sumienia. 

Met Gala to prestiżowe wydarzenie modowe otwierające doroczną wystawę Instytutu Kostiumowego w Nowym Jorku, w trakcie której zbiera się pieniądze na instytut. Każda wystawa i gala mają swój temat przewodni. W tym roku inspirację stanowić ma katolicyzm i sztuka sakralna. Na wystawie podziwiać można kilkadziesiąt eksponatów z Muzeum Watykańskiego w towarzystwie luźno inspirowanych katolicyzmem projektów Coco Chanel, Donatelli Versace i innych sławnych projektantów. Jednak to gala przyciąga uwagę całego świata. Wtedy gwiazdy i projektanci ich kostiumów popuszczają wodze fantazji. 

Fot. EPA/JUSTIN LANE

Tylko rekonstrukcja 

Ponad sto lat temu francuski pisarz Marcel Proust opublikował w Le Figaro esej „Śmierć katedr“. Pisarz roztacza przed czytelnikiem wizję przyszłości, w której katolicyzm od setek lat jest martwy, a jego nauczanie i sposób sprawowania kultu zupełnie zapomniane. Jedynymi świadkami katolickiej tożsamości pozostały katedry: obecnie już niezrozumiałe, choć nadal budzące podziw i szacunek. Wiedzieni ciekawością naukowcy i artyści postanawiają odtworzyć święte przedstawienie, na którym kiedyś gromadzili się wierni. Jednak pomimo licznych prób, użycia tych samych naczyń, szat i śpiewów nie są w stanie oddać sensu wystawianego spektaklu. Nie są w stanie przedstawić wiary ludzi, która sprawiała, że przedstawienie „żyło”.

Zamiast dawać upust złości 

Gwiazdy wypinały do fotografów obfite piersi składając ręce jak do modlitwy, a ja czułem się jakbym był w katedrze opisywanej przez Prousta i obserwował aktorów rekonstruujących coś, czemu nie potrafią i nie chcą nadać sensu. Na imprezie obecny był również arcybiskup Nowego Jorku, kard. Timothy Dolan oraz znany jezuita, o. James Martin. Niektórzy katolicy starali się więc traktować galę jako specyficzną formę ewangelizacji. Do mnie to jednak nie przemawia. Oczywiście narzekanie na nieskromność na podobnych galach to jak pretensje o to, że na pustyni jest piasek. Nie wiem też, czy było to bluźnierstwo, jak sugerują co bardziej zawzięci komentatorzy, z całą pewnością mamy jednak do czynienia z jakąś formą dechrystianizacji najważniejszych dla katolików symboli.

Papież Franciszek w trakcie jednego z rozważań przed modlitwą Anioł Pański mówił: „Krzyż nie jest przedmiotem ozdobnym ani dodatkiem do ubrań – czasem nadużywanym! – ale znakiem religijnym, który należy kontemplować i rozumieć”. Kiedy z krzyża przestaje patrzeć na mnie Chrystus, a zaczyna wyzierać damski biust i kiedy widzę entuzjastyczne przyjęcie tego przez rzesze katolików, czuję coraz większą złość. Przede wszystkim jednak zaczynam dojrzewać do tego, by zamiast dawać upust tej złości, zatroszczyć się o to, by jak najwięcej ludzi poznało Boga i zaczęło krzyż kontemplować zamiast robić z niego element ekstrawaganckiej mody. Złościć się jest dużo łatwiej, ale katolik nie zawsze powinien iść na skróty.

Fot. EPA/JUSTIN LANE

Dekolt w kształcie krzyża, czyli między bluźnierstwem a ewangelizacją
6 (100%) 7 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze