Fot. Zofia Kędziora

Dom cudów [ROZMOWA]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Gdy jeden z żołnierzy GROMu dowiedział się o militarnej pasji jednego z chłopaków, nie zastanawiał się długo. Przyjechał do Broniszewic, gdzie siostry dominikanki opiekują się niepełnosprawnymi chłopakami. Tego typu sytuacje jednak nie są rzadkością. Siostry mówią wprost, że to Pan Bóg przysyła ludzi, którzy ofiarują swoje serce na potrzeby mieszkańców Domu Chłopaków w Broniszewicach. 

Jak to się wszystko zaczęło? 

Siostry pracują z osobami niepełnosprawnymi już od 50 lat. Zarówno siostry, jak i chłopacy mieszkali dotychczas w tym zabytkowym pałacu, w którym się teraz znajdujemy. Dzisiaj w Domu mamy 56 chłopaków. Choć Dom przeznaczony jest dla dzieci i młodzieży i, możemy przyjąć osoby do 18 roku życia, mieszkają tutaj także o wiele starsi, ponieważ niektórzy są z nami od kilkudziesięciu lat.  

Obecny wygląd nowego Domu dla Chłopaków, fot. Zofia Kędziora

 

Jak się niestety okazało Dom musiał być remontowany, i to coraz częściej… 

To prawda, były tutaj wykonywane różne prace, tak by obiekt ten był jak najbardziej dostosowywany do potrzeb niepełnosprawnych chłopaków. Ale jednak cztery lata temu, po wizycie straży pożarnej okazało się, że budynek musi być poddany kolejnym poważnym remontom. Problem był również taki, że budynek ten jest wpisany do rejestru zabytków, a nasze plany i projekty nie spotkały się z aprobatą konserwatora. Miałyśmy poważną zagwozdkę i nie wiedziałyśmy, co zrobić. Miałyśmy 56 chłopców i ogromny problem, ponieważ nie wszyscy mają swoje rodziny, które mogłyby ich przyjąć i zapewnić odpowiednią opiekę. Właściwie wielu z nich nie ma żadnej rodziny z krwi, ich rodziną jest personel, siostry czy mieszkańcy Broniszewic. To ich najbliższa rodzina.  

Byłyście w potrzasku. 

Niestety tak. Nie było żadnego zastępczego lokalu, do którego chłopacy mogliby się przenieść natychmiast. Udało nam się wynegocjować okres dwóch lat na znalezienie jakiegokolwiek rozwiązania tej sytuacji. Jedyne, co nam przyszło do głowy, to wybudować nowy Dom, który byłby dostosowany do tych wszystkich potrzeb. Pałac, w którym dotychczas byli chłopacy, jest przepiękny ale niestety nie może być w pełni dostosowany do niepełnosprawnych, a już szczególnie tych leżących.  

Zapewne pojawiło się także pytanie dotyczące finansów… 

Oczywiście. Wszystkie środki, które zbierałyśmy ,były wydawane na potrzeby bieżące i potrzebne remonty pałacu. Wciąż było mało. Trudno było nam odkładać na tak wielką inwestycję. Po prostu zbierałyśmy pieniądze w parafiach, w których proboszczowie zgodzili się nam pomóc, nawet za granicą. Musiałyśmy zebrać kwotę 5 milionów, która była wtedy dla nas przerażająca. Ale Pan Bóg zsyłał nam ludzi, którzy nam po prostu pomagali.  

Obecny wygląd nowego Domu dla Chłopaków, fot. Zofia Kędziora

Przełom nastąpił gdy zaproszono was do programu „Warto rozmawiać”? 

Tak, zdecydowanie. To była wtedy ogromna pomoc. To był pierwszy milion. Dało nam to ogromną nadzieję, że to może się udać. Potem były kolejne cuda i kolejni ludzie, którzy stawali się naszymi darczyńcami. Pan Bóg się o wszystko starał, dawał nam siły do tego wszystkiego. Niesamowite jest to, ilu ludzi całkowicie bezinteresownie, ofiarowując nam swoje talenty, po prostu nam pomagało. Można powiedzieć, że ten nowy Dom materializuje tak naprawdę tę pomoc.  

Dom robi ogromne wrażenie! 

Chłopaki z radością się tam przeprowadzają (śmiech).  

Można powiedzieć, że największe przeciwności już są za siostrami. 

Tak, są już za nami. Wciąż trudno nam uwierzyć w te cuda, które Pan Bóg nam zsyłał. Mamy oczywiście nadzieję, że nasi darczyńcy będą mogli nam pomóc w razie kolejnych potrzeb, co nie zmienia faktu, że jesteśmy ogromnie wdzięczne Panu Bogu i darczyńcom za to, co dla nas zrobili.  

Zatem życzę siostrom, aby nowy Dom służył jak najdłużej! 

Rozmawiała Zofia Kędziora 

Dom cudów [ROZMOWA]
4.8 (80%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze