fot. Bartak Bargiel, Facebook

Dron ratuje życie. O akcji braci Bargielów w Himalajach

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przyznam, że miewam kłopot z himalaistami. Z jednej strony kocham góry i rozumiem chęć ich zdobywania, podziwiania oraz eksplorowania. Z drugiej strony te najwyższe oznaczają jednocześnie wysokie, bardzo wysokie ryzyko, jakie podejmują sportowcy. To zawsze igranie z życiem, a przynajmniej ze zdrowiem. Zadaję sobie wtedy pytanie: czy aby na pewno warto? 

Mieliśmy w ostatnim czasie sporo sytuacji na wysokościach, które rozgrywały się na granicy życia i śmierci. Historię Tomasza Mackiewicza (jego walkę z życiem, a później walkę o życie w drodze na Nanga Parbat) obserwowała cała Polska. Do tego łącząca się z tą wyprawą ekspedycja na K2 (Polacy chcieli to zrobić zimą jako pierwsi). Przy tych okazjach zadawałem sobie pytanie, czy człowiek rzeczywiście powinien próbować postawić nogę na każdym skrawku naszej planety, czy rzeczywiście powinniśmy do tego dążyć? To pytanie otwarte, na które każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

Technika w służbie życia

Pomocną w czynieniu sobie ziemi poddanej jest technika. Człowiek może więcej, mocniej, dłużej. Za pomocą techniki potrafimy przedłużyć życie, potrafimy je również skrócić. Dzięki technice chcemy i potrafimy je nawet stworzyć, a przynajmniej się temu przysłużyć. W coraz większym stopniu eksplorujemy naszą planetę. Docieramy na daleką Północ i w kosmos. Tym wszystkim ludzkim aktywnościom towarzyszą pytania etyczne: jak daleko człowiek powinien iść, czy każdą techniczną możliwość powinien wykorzystywać, czy każdą granicę przekraczać? Czy i kiedy, i w którym miejscu z dobrego gospodarza planety człowiek zmienia się w jej groźnego inżyniera?

fot. Bartak Bargiel, Facebook

Wejść i zjechać

Wróćmy w Himalaje. Stamtąd płynie jednak pozytywna historia. Pokazuje nam ona, że technika może i wspierać życie, i je ratować. Bez jakichkolwiek etycznych wątpliwości. Są tam teraz bracia Bartek i Andrzej Bargielowie, polscy wspinacze wysokogórscy. Andrzej Bargiel chce tam zrealizować jedno ze swoich najbardziej wymagających wyzwań. Już jutro, w niedzielę, polski himalaista chce wejść na K2, a następnie… zjechać ze szczytu na nartach. Jako pierwszy człowiek na globie! Życie (a życie w górach) często nam jednak przypomina, że plany to jedno, a ich realizacja – drugie. Zanim doszło do wielkiego wyczynu, przyszedł czas na inny wielki wyczyn. W sukurs przyszła właśnie technika.

Sprawny dron i czujne oko kucharza

Dzięki spostrzegawczości pracującego w bazie kucharza i dronowi polskich wspinaczy, Bartka i Andrzeja, udało się uratować w Karakorum rannego Brytyjczyka. Polacy udostępnili film z drona, pokazujący akcję ratunkową, telewizji Travel Channel. BBC pisze, że pochodzący z Wielkiej Brytanii 65-letni Rick Allen jest bardzo doświadczonym wspinaczem. W Karakorum wspinał się w towarzystwie innego Brytyjczyka, Sandy’ego Allana.

Na internetowym blogu wyprawy można przeczytać, że 9 lipca ze względu na silny wiatr Allan zdecydował się zawrócić. Z kolei Rick postanowił samotnie atakować szczyt Broad Peak (8047 m n.p.m.). W czasie wyprawy doszło do wypadku – wspinacz spadł podczas schodzenia i nie było z nim kontaktu. Został uznany za zaginionego. Wszystko się odmieniło dzięki kucharzowi polskiej ekipy i… dronowi. Pracujący w bazie kucharz dostrzegł na zboczu plecak Allena. Wtedy do akcji – już ratunkowej – wkroczył Bartek Bargiel. Był w sąsiedniej bazie.

Sam Brytyjczyk miał sporo szczęścia. Mógł spaść niżej, za krawędź. Wtedy i dron by go nie wypatrzył. „Na początku myśleliśmy, że nie żyje, bo się nie ruszał, ale po jakimś czasie zauważyliśmy, że je śnieg i wyciąga coś z plecaka. Przez jakiś czas próbował trochę iść, ale robił dwa kroki i kładł się na śniegu na brzuchu” – relacjonował telewizji polski himalaista.

Bracia Bartek i Andrzej pomogli ratownikom. Tu znowu w użyciu był dron. Wysłali go w góry, na wysokość 8400 metrów. Udało się zrobić Allenowi zdjęcie z bliska oraz precyzyjnie wyznaczyć jego lokalizację. Dzięki temu pokierowali ratownikami, którzy dotarli do potrzebującego pomocy Brytyjczyka. Rick Allen powrócił do bazy głównej, gdzie został zbadany przez lekarzy. Jego ogólny stan jest dobry. Ma jedynie kilka powierzchownych ran ciętych i odmrożenia.

fot. Bartak Bargiel, Facebook

Zdobyć szczyty

Piękna współpraca człowieka i techniki w służbie życia. Sam dron nic by tu nie zrobił bez czujnego oka człowieka i chęci pomocy. Sam człowiek, bez tej techniki, nie wiedziałby jednak, że taka pomoc jest pilnie potrzebna. Na wagę życia. To cenna lekcja prosto z wysokości. Dobra i racjonalna współpraca techniki i człowieka może przynieść piękne efekty, krótko mówiąc dobro. 

Bracia Bargielowie mają szansę na dwa wielkie wyczyny. Wyprawa ma za sobą ponad trzy tygodnie przygotowań i aklimatyzacji. W ostatni czwartek 30-letni zakopiańczyk wraz z czterema Hapsami wyruszył do góry. Jeśli jutro szczęście i góra będą mu sprzyjać, to Andrzej Bargiel zostanie pierwszym w historii człowiekiem, który zjedzie z K2 na nartach! Jednak bracia zrobili coś o wiele większego i piękniejszego. Uratowali życie, a to jakby uratować cały świat. Z takich wysokości jak Himalaje widać, jak ten świat jest piękny i jak wiele szczytów jest na nim do zdobycia. I do tego wcale nie trzeba się wspinać!


Dron ratuje życie. O akcji braci Bargielów w Himalajach
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze