A dusza boli. O okładkach

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wczoraj wieczorem otrzymałem od poznańskiego imama link do okładki katolickiego czasopisma. W mailu, poza linkiem, były tylko trzy wyrazy: „brak mi słów”. One wyrażały wszystko: zniesmaczenie, gniew, bezsilność. Rano okazało się, że podobną okładkę ma gazeta, której częścią tytułu jest przymiotnik „polska”. Przychodzi mi na myśl jedynie pewien współbrat, który w takich sytuacjach podśpiewywał: „a dusza boli”. Boli.

Czuję się bezsilny i mam wrażenie, jakbym nie był z autorami w tym samym Kościele. Kościele budowanym przecież na Bogu, Biblii, nauczaniu soborum i papieży, szczególnie trzech ostatnich: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. To nie moja bajka. Może dlatego, że jako misjonarz byłem wychowywany w postawie ekumenicznej otwartości moich współbraci oo. Wacława Hryniewicza czy Mariana Puchały, a także międzyreligijnej oo. Jarosława Różańskiego czy Wojciecha Kluja. Oni uczyli mnie szacunku do „innych”. Przecież w chrześcijaństwie chodzi o coś więcej niż tylko o miłość do przyjaciół. Powinno się nas rozpoznawać po czymś więcej: po miłości do nieprzyjaciół. A my nie radzimy sobie już na tym najniższym, bo wewnętrznym poziomie.

Wracając do okładek czasopism „polskiego” i „katolickiego”: żydów czy muzułmanów nie powinniśmy traktować jako wrogów, ale jak braci, z którymi wspólnie, choć na różne sposoby – pisząc językiem Jana Pawła II – wierzymy w jednego Boga (Lumen gentium, 16) i którzy przynależą z nami do Ludu Bożego (LG, 9). Karol Wilczyński, krakowski publicysta zaangażowany w pomoc bezdomnym we wspólnocie Sant’ Egidio, napisał na Facebooku: „Dwie gazety (…) opublikowały wczoraj okładki nt. uchodźców i muzułmanów, których nie powstydziliby się nazistowscy oprawcy z okresu najgorszej hitlerowskiej propagandy. W imię niepisania o złych rzeczach zacisnąłem zęby, „powściekałem” się tylko wśród koleżanek i kolegów w redakcji, i wróciłem do pracy”. Wściekanie się nic nie da. Potrzeba modlitwy, wprowadzania pokoju i mądrego, cierpliwego działania. Takiego poznańskiego: długotrwałego i u podstaw.


„Nasza Rodzina” napisała, że prorok Muhammad był pedofilem. Sugerowała to okładka, a jednoznacznie opisywała p. Miriam Shaded w wywiadzie. Fakty zostały zaprezentowane jednostronnie, bez właściwej rzetelności dziennikarskiej i wiedzy religioznawczej, historycznej czy kulturoznawczej. Redakcja nie zasięgnęła opinii religioznawców czy samych muzułmanów, a jak wiadomo, rzetelność wymaga usłyszenia racji drugiej strony. Zastanawiam się, czy ta publikacja nawiązywała do szacunku i miłości względem naszych braci muzułmanów – przepraszam za język Jana Pawła II – czy też była kolejnym przyczynkiem do szerzenia niezgody, nienawiści? Może chodziło po prostu o podratowanie budżetu redakcji chwytliwą okładką? Dusza boli, bo redaktorem naczelnym jest pallotyn, ks. Ryszard. Napisałem i do niego i do bp. Henryka Ciereszko, delegata Episkopatu Polski ds. dialogu z islamem, że tak się nie godzi.

„Gazeta Polska” w artykule okładkowym pisała o uchodźcach, muzułmanach, którzy przynoszą choroby do Europy. Starsi, których pozostało niewielu, mówią o skojarzeniach z przedwojennymi okładkami pism niemieckich, które mówiły, że Żydzi są nosicielami wszy i tyfusu. Autor przedstawia garść danych z najnowszego, rocznego raportu Instytutu Roberta Kocha (RKI). Dokument liczy 240 stron. Dane są prawdziwe, ale interpretowane jednostronnie. Oczywiście wśród setek tysięcy migrantów są ludzie chorzy. To uciekinierzy przed wojnami i biedą. Ludzie osłabieni, niedożywieni. Są wśród nich złodzieje i przestępcy, ale także sklepikarze, artyści i lekarze, muzułmanie i chrześcijanie oraz ludzie o psychice złamanej przez tortury. Czy to znaczy, że nie mamy im pomagać? Papież Franciszek oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski mówią inaczej. Warto przypomnieć sobie, kto zawlókł choroby do Ameryki Północnej i Południowej, zresztą nie tylko tam. Ludzie z Europy. Chciałbym wierzyć, że Polska będzie domem nie tylko dla „prawdziwych Polaków” i katolików. Dusza boli, bo ten tygodnik też utożsamia się z katolicyzmem. Takie okładki nie pomagają. Odpychają od chrześcijaństwa i Polski.

Wśród znajomych i przyjaciół mam nie tylko chrześcijan, ale i żydów, i muzułmanów, ludzi poszukujących, ateistów, nie tylko Polaków z dziada pradziada. Mam nadzieję, że w Polsce zmieścimy się wszyscy, tak jak bywało onegdaj, choćby przed wojną (choć także bywało trudno). Wierzę, że tym, co zmienia ludzi, jest wzajemny szacunek, miłość, wprowadzanie pokoju, a nie sączenie nienawiści i prostackie udowadnianie, że się jest lepszym, bo się tu mieszka od setek lat. Postawy otwartości, bardzo topornie, uczę się od Jezusa.

Foto. TT, FB, WWW Gazeta Polska, Nasza Rodzina

A dusza boli. O okładkach
2.1 (35.56%) 36 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze