Zdjęcie: „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, reżyseria Denis Delić.

Dwa dywizjony 303

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W czasach, gdy książki czytało się po nocach, pod kołdrą z latarką w ręku, nie raz sięgałem po Dywizjon 303 Arkadego Fidlera. Marzyłem o byciu pilotem razem z Urbanowiczem, Daszewskim, czy Zumbachem. Oczywiście wcześniej chciałem być strażakiem, a później piłkarzem. Nie mogłem odpuścić. Byłem na obu filmach o Dywizjonie 303. 

Jako pierwszy do lotu w sierpniowym słońcu poderwał się David Blair. Z jego „303. Bitwa o Anglię” wychodziłem ze smutkiem i w milczeniu. Nie tylko ja. Ostatnia scena, to ponura konstatacja losów Polaków, ukazanych jako wiecznych przegranych. Pomimo najlepszych wyników zestrzeleń w historii lotnictwa – w czasie Bitwy o Anglię w 1940 r. dywizjonowi zaliczono 126 pewnych zestrzeleń przy 8 stratach własnych, następny najskuteczniejszy był brytyjski 41 Dywizjon z 57 zestrzeleniami – główny bohater Jan Zumbach (Iwan Rheon) ma trzy dni na opuszczenie Anglii. Z londyńskiego balkonu obserwuje wielką paradę zwycięstwa, w której szli żołnierze sprzymierzeni z Indii, Angoli, a nawet Algierii, ale nie Polacy. Nie mogli, bo Brytyjczycy bali się panicznie potęgi Stalina. Ci, którzy zostali pracowali jako listonosze, kierowcy, albo dostawali wilczy bilet na powrót do kraju, gdzie ich koledzy siedzieli już w aresztach i więzieniach. W filmie dobrze pokazano zawadiacki humor Polaków. Trochę za mocno podkreślano stereotypy o nas. Polak to pijak, katolik i człowiek bez dyscypliny, niekoniecznie chętnie uczący się języków. A ukazywane walki powietrzne nieco rozczarowywały. Takie niemrawe. Jak na podwórku „bawiliśmy się w wojnę”, jak to chłopcy- szło nam to lepiej. 

Zdjęcie: „303. Bitwa o Anglię” – brytyjsko-polski film wojenny z 2018 roku w reżyserii Davida Blaira

W zasadzie nie ma sensu pisać streszczenia rodzimej historii ukazanej, dwa tygodnie później, w obrazie Denisa Delicia „Dywizjon 303. Prawdziwa historia”, na podstawie historii opartej na „mojej” książce Arkadego Fiedlera. Historia jest niemal taka sama. Polscy lotnicy ściągają do Wielkiej Brytanii, by tam walczyć z niemieckimi samolotami. Zanim jednak będą mogli wystartować w powietrze, będą musieli wpierw przekonać do siebie angielskich sojuszników. Jest miłość Jana Zmumbacha (Maciej Zakościelny), do pięknej Brytyjki. W rodzimej produkcji są znacznie lepsze sceny filmowe starć myśliwców. Podniebne akrobacje na dobrym poziomie. Polacy mniej piją, a z większa brawurą i słowiańskim zadziorem atakują przeciwników w podniebnych bitwach. Nie jest też tak 0:1. W walce spotykają się przyjaciele lotnicy z Niemiec i Polski, którzy rywalizowali w przedwojennych konkursach pilotażu. Są Niemcy, którzy nie głosują na Hitlera i nie chcą strzelać do szpitali polowych. Byłem ciekawy zakończenia i tu się rozczarowałem. Film się urywa, pokazując zwycięskich bohaterów, jakby wstydliwie zapominając o ich dalszych dramatycznych losach. Tak jakby trochę zakłamując historię. 

fot. zdjęcia archiwalne


Zgadzam się z Tomaszem Zacharczukiem, że gdyby atuty obu produkcji poświęconych bohaterom z Northolt połączyć w jeden obraz filmowy, gdyby połączyć oba filmowe dywizjony, polsko-brytyjska kinematografia zyskałaby dzieło godne numeru 303. Tak trzeba jeszcze trochę poczekać. 

Dwa dywizjony 303
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze