#DwieNawy: dostęp do broni

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po dwóch latach wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli.

Jesteśmy właściwie na kościelnych antypodach: jeden z nas czyta „Tygodnik Powszechny”, drugi „Christianitas”. Jeden inspiruje się Tischnerem, drugi Ratzingerem. Jeden chodzi na Msze św. do parafii, drugi na trydenckie. Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po ponad roku wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli. Jesteśmy jak dwie nawy jednego kościoła. Właśnie to doświadczenie wspólnoty pomimo dzielących nas różnic zainspirowało nas do rozpoczęcia nowej serii felietonów #DwieNawy, w których pokazywać będziemy, jak w całej kościelnej różnorodności można odnaleźć jedność.

Michał Jóźwiak

Temat powszechnego dostępu do broni palnej powraca przy niemal każdej kolejnej strzelaninie w USA. Nie inaczej jest tym razem. W niedzielne południe 5 listopada, w niewielkiej miejscowości Sutherland Springs w Teksasie uzbrojony mężczyzna wtargnął do kościoła baptystów i zaczął strzelać do uczestników nabożeństwa. Zginęło 26 osób, a ponad 20 zostało rannych.

Mam z tym tematem duży problem. Z jednej strony jestem przeciwnikiem dostępu do broni, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to podejście zbyt idealistyczne. Jasne: fajnie byłoby żyć w świecie, w którym broń nie jest potrzebna. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Broń, jak sama nazwa wskazuje, powinna być przez nas wykorzystywana do obrony przed napastnikiem. Prawo do tego mamy zapisane w konstytucji, a nawet w Katechizmie.

„Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności. Jest zatem uprawnione domaganie się przestrzegania własnego prawa do życia. Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios. (…) Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby” – czytamy w KKK.

Skoro jestem odpowiedzialny za los mojej rodziny, to (jak widzimy w Katechizmie) spoczywa na mnie obowiązek zapewnienia jej bezpieczeństwa. Poważny obowiązek. Jak mam go realizować, skoro jestem pozbawiony odpowiednich narzędzi? Obecne prawo jest tak skonstruowane, że w pewnych okolicznościach nawet obrona konieczna może skończyć się wyrokiem sądu obciążającym nas winą. To absurd. Niestety przepisy właściwie nie pozwalają nam się bronić, a statystyki pokazują, że jesteśmy jednym z najbardziej „rozbrojonych” państw Europy.

W Polsce na stu mieszkańców przypada jedynie 1,3 sztuk broni. Dla porównania w Finlandii ten współczynnik wynosi 45,3, we Francji 31,2, a w Austrii 30,4. Mimo tego 84% Polaków uważa, że dostęp do broni palnej powinien być ściśle ograniczony (CBOS). Tylko co dziewiąty ankietowany opowiada się za liberalizacją przepisów. Możemy więc przyjąć, że nawet gdyby przepisy zostały zliberalizowane, zdecydowana większość naszych rodaków nie byłaby zainteresowana posiadaniem broni.

Wychodzi więc na to, że statystycznie w Polsce wszyscy ci, którzy chcą posiadać broń, już ją mają. Nie zmienia to jednak faktu, że dostęp do niej powinien być bardziej ułatwiony. Skoro mamy prawo (a czasem nawet obowiązek) obrony, powinniśmy mieć również środki do jej zapewnienia. Sobie i innym.

Aleksander Barszczewski

Dyskusja na temat dostępu do broni powraca do nas niczym bumerang ilekroć dojdzie do jakiejś strzelaniny. Choć statystyki mówią jasno, że przytłaczająca większość zamachów dokonywanych jest za pomocą broni zdobytej nielegalnie, to jednak ludzkie lęki dochodzą do głosu i obrywa się również prawu powszechnego dostępu do broni. W Polsce silnie jeszcze tkwi w ludzkiej mentalności odziedziczone po czasach komuny przekonanie, że różne rzeczy załatwią się za nas same: szkoła wychowa za nas dzieci, o bezpieczeństwo zadba policja itd. Taki paternalizm jest oczywiście niezmiernie wygodny, jednak z przyrodzoną wolnością nie ma nic wspólnego. Człowiek wolny ma prawo sam się bronić. 

Temat powszechnego dostępu do broni jest dla mnie ważny, chciałbym jednak, żeby stanowił pewien punkt wyjścia dla zagadnienia trudniejszego, a mianowicie: jak to prawo w Polsce wprowadzić. Nie tak dawno w jednym z programów w telewizji publicznej posłowie, dyskutując na temat możliwości wprowadzenia takiego prawa, podnieśli słuszny skądinąd argument, że tak naprawdę otwieramy puszkę Pandory. Ułatwiając bowiem dostęp do broni, godzimy się na ofiary. I to jest prawda. W katechizmie czytamy, że „wolność czyni człowieka odpowiedzialnym za swoje czyny (…)” (KKK 1734) Podejmując więc temat, trzeba stanąć w prawdzie: polskie społeczeństwo zupełnie nie jest gotowe na upowszechnienie dostępu do broni. Nie mamy ani odpowiedniej kultury posiadania broni, ani odpowiedniej wiedzy i mentalności. Nie ma się więc co oszukiwać, wprowadzając w najbliższej przyszłości powszechne prawo do posiadania broni, bylibyśmy według mnie odpowiedzialni za ofiary. 

Trzeba zatem zdać sobie sprawę z tego, że choć należy ze wszystkich sił dążyć do liberalizacji polskiego (najostrzejszego w Europie) prawa w tej kwestii, to jednak musi być to proces rozłożony na długie lata, w trakcie których musimy uporać się z takimi kwestiami jak zwiększenie liczby strzelnic, wyszkolenie odpowiedniej kadry, podniesienie świadomości społecznej dotyczącej posiadania i przechowywania broni – ogólnie rzecz biorąc wychowanie. Bo z wolnością idzie odpowiedzialność, warto o tym pamiętać, podejmując ważne decyzje.

Przeczytaj pozostałe felietony z cyklu „#Dwie Nawy”!

#DwieNawy: dostęp do broni
6 (100%) 6 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze