fot. pixabay/ClickerHappy

Ekspertka o tragedii w Jeleniej Górze: widzę dwie ofiary – jedna zginęła, druga dokonała tego czynu [ROZMOWA]

W poniedziałek w Jeleniej Górze znaleziono ciało 11-letniej dziewczynki, dzień później w sprawie zabójstwa zatrzymano 12-latkę. Widzę dwie ofiary. Jedną, która zginęła, i drugą, która dokonała tego czynu – powiedziała prof. UJ Małgorzata Michel, pedagożka resocjalizacyjna, ekspertka w biurze Rzeczniczki Praw Dziecka.

 Julia Kalęba-Wysocka (PAP): Zabójstwa dokonywane przez osoby nieletnie zdarzają się w Polsce niezwykle rzadko. Czy dla pani, jako badaczki, tragedia z Jeleniej Góry jest dużym zaskoczeniem?

Prof. Małgorzata Michel: Według wyników badań międzynarodowych takie przypadki się zdarzają – mieszczą się w granicach statystyki. Dlatego z perspektywy badaczki i pedagożki resocjalizacyjnej z 25-letnim stażem nie jestem zaskoczona.

Jednak patrząc przez pryzmat naszego kontekstu cywilizacyjnego, kulturowego i lokalnego, jest to ogromne zaskoczenie. Wynika ono z faktu, że nie mieliśmy dotąd w Polsce przypadku zabójstwa dziecka przez dziecko – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Konwencja o prawach dziecka definiuje je jako osoby do 18. roku życia, a ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich wyznacza granicę czynów karalnych od 13. roku życia. Mamy więc do czynienia z przemocą rówieśniczą, która zakończyła się zabójstwem, i to jest zaskakujące.

Na razie nie są znane motywy działania 12-latki. Gdzie na ogół, według pani, należy szukać źródeł aktów agresji wśród nastolatków?

Oczywiście, my nie znamy motywów, natomiast nie bałabym się nad tym zastanawiać, pod warunkiem że będzie to poparte wiedzą i wynikami badań. Przede wszystkim wykluczam pojawiający się w debacie wątek internetu, bo uważam takie tłumaczenie za zbyt populistyczne i uproszczone. Gdyby dostęp do sieci determinował popełnianie zbrodni, to większość nastolatków dopuszczałaby się brutalnych czynów karalnych, a przecież tak nie jest.

Źródeł agresji wśród nastolatków jest wiele, w tym oczywiście niekontrolowane przebywanie w cyberprzestrzeni. Niemniej w tej konkretnej sytuacji wszystko wskazuje na to, że 12-latka wcześniej planowała swój czyn w rzeczywistości. Świadczy o tym choćby noszenie przy sobie noża, fascynacja militariami i informowanie o tym rówieśników. W tego rodzaju przypadkach można mówić o zachowaniach świadomych, zaplanowanych i o przemocy prowadzącej do ekstremizmu. Pod uwagę bierzemy w tej sytuacji czynniki głównie środowiskowe, takie jak izolacja społeczna, samotność, niska samoocena oraz szukanie rozwiązań swoich problemów w „robieniu porządku” na świecie. Nie wykluczam również rysu psychopatycznego, niemniej w tym wypadku ze względu na wiek dziewczynki za wcześnie jest na diagnozę.

Natomiast mogłabym spekulować, że dokonanie zabójstwa jako model „rozwiązania” sytuacji mógł być wzięty z internetu. Mam na myśli efekt Wertera, który polega na tym, że im więcej informacji pojawia się o aktach agresji lub samoagresji, tym częściej się one zdarzają. Opisano przypadki na świecie, gdzie nastolatki w ten sposób rozwiązywały swoje problemy tożsamościowe, izolacyjne, związane z samotnością lub wykluczeniem rówieśniczym.

Pojawiają się takie głosy, że agresja oglądana np. w grach może przekładać się na rzeczywistość. A może dzieciom trudniej jest rozróżnić fikcję od rzeczywistości?

Gdybyśmy mówiły o osobie w wieku 5-8 lat – zgoda, ale kilkunastoletnie dziecko bardzo dobrze odróżnia te dwa światy. Zwróciłabym uwagę na coś innego – w nauce funkcjonuje pojęcie poziomów rozwoju moralnego, opisane m.in. przez Lawrence’a Kohlberga. Dziecko w wieku jedenastu czy dwunastu lat zaczyna mieć silne poczucie zasad i sprawiedliwości. Szłabym więc tym tropem i zastanowiła się, co się takiego działo w życiu tej nastolatki, że poczuła, że coś jest niesprawiedliwe i ona sama musi wymierzyć sprawiedliwość.

I dlaczego to „wymierzanie sprawiedliwości” może sprowadzić się do tak radykalnych zachowań.

Tu przychodzą mi na myśl badania m.in. zespołu profesora Arnolda Goldsteina – twórcy Treningu Zastępowania Agresji, który we współpracy z FBI stworzył profil sprawcy strzelanin w szkołach w USA. Okazało się, że najczęściej była to osoba nastoletnia, wykluczona przez rówieśników i nauczycieli, odizolowana, która czuła, że jest od nich gorsza i która planowała zemstę za swoją sytuację. Wiek nastoletni to jest ten wiek, kiedy zaprzeczamy światu dorosłych, a kryterium jest świat rówieśników. Sprawcy strzelanin chcieli w pewnym sensie rozliczyć rówieśników z tego, że byli odrzuceni, mieli niską samoocenę.

Wskazują na to również badania, które prowadzę z moim zespołem na Uniwersytecie Jagiellońskim w ramach Behaviour in Crisis Lab. Analizowaliśmy mechanizmy wchodzenia młodych ludzi na drogę radykalizacji z użyciem przemocy. Nasze wyniki oddają stały schemat i co więcej, są zbieżne z wynikami badań z Wielkiej Brytanii czy Francji: to zazwyczaj osoby samotne, zmarginalizowane rówieśniczo i o niskiej samoocenie.

Te czynniki prowokowały je, w ich rozumieniu, do wymierzania sprawiedliwości?

Tak, ale to nie jest jedyna możliwa odpowiedź. W badaniach nad radykalizacją często wykorzystuje się tzw. piramidę stworzoną przez psychologa społecznego Gordona Allporta. Stwierdził on, że zarówno w przypadku grup, jak i jednostek pojawia się poczucie niechęci do innego – drugi człowiek „przeszkadza” albo drażni. Powody mogą być błahe i nie chodzi o realną winę, ale poczucie, że w jakimś aspekcie jest od nas lepszy lub z jakichś powodów chcemy się go pozbyć. Wśród nastolatków powodem może być naprawdę wszystko, np. lepsze oceny, większa popularność rówieśnicza, i wtedy pojawia się chęć eliminacji tej jednostki. Jednak zdecydowana większość osób nie wciela tej myśli w życie. Musi być jakiś czynnik uwalniający, który powoduje, że jedna osoba na tysiące dzieci w Polsce uruchamia to, że ona jednak w rzeczywistości tę koleżankę zabije. I to jest coś, na co nie mamy odpowiedzi, a czemu powinni przyglądnąć się psychiatrzy.

W obu przypadkach mówimy o działaniach zaplanowanych.

W przypadku sytuacji z Jeleniej Góry jest to oczywiście pewna spekulacja. Ale tropem jest dla mnie nóż, który 12-latka miała przy sobie i o którym informowała wcześniej. Nastoletni sprawcy strzelanin w szkołach w USA zawsze informowali wcześniej o posiadaniu broni i chęci jej użycia. Brałam udział w międzynarodowym projekcie badawczym, którego wyniki potwierdziły, że za noszeniem przez nastolatka noża stoi jakiś konkretny cel. O zaplanowaniu czynu według mnie świadczy też miejsce zdarzenia, czyli nieprzypadkowe, na uboczu, do którego trzeba „zwabić ofiarę”, a nie korytarz szkolny czy boisko.

>>> Bezdomność coraz częściej dotyka młodych i wykształconych

fot. PAP/Darek Delmanowicz

Jaki wpływ na agresję rówieśniczą ma kontekst wychowawczy lub środowiskowy?

Istnieją badania, które wskazują, że 90 proc. dzieci doświadczających przemocy domowej stosuje w szkole bullying. Z kolei wiemy, że jeśli dziecko jest zauważone, zaopiekowane emocjonalnie, jeśli jest bezpieczny dorosły, któremu dziecko może powiedzieć o sytuacjach trudnych – to jest czynnik chroniący. Charakterystyczne dla przemocy rówieśniczej i szkolnej jest też to, że są świadkowie – rówieśnicy.

Oczywiście rolę grają też nauczyciele. Po śmierci Kamila z Częstochowy zespół ds. badania śmierci dzieci przy Ministerstwie Sprawiedliwości wydał raport z rekomendacjami dla pedagogów. Wskazano w nim na kwestie niby oczywiste, jak to, że nauczyciel powinien reagować, gdy dziecko jest zaniedbane fizycznie, głodne czy szuka jedzenia u rówieśników. Brudne ubranie, pobudzenie czy brak koncentracji także mogą być sygnałami przemocy domowej. To kluczowe, ponieważ dziecko doświadczające krzywdy w domu może mścić się na świecie zewnętrznym i rówieśnikach za sytuację, której samo doświadcza. Pamiętajmy, że przemoc domowa często nie ma nic wspólnego ze statusem socjoekonomicznym rodziny, a zaniedbanie może być również emocjonalne.

Nie wiem, w jakiej sytuacji była 12-letnia dziewczynka, ale śmiem przypuszczać, że to dziecko doświadczało jakiegoś głębokiego cierpienia. Niezależnie od tego, co zawiniło w tej konkretnej sytuacji z Jeleniej Góry, ja tam widzę dwie ofiary. Jedną, która zginęła, i drugą, która dokonała tego czynu. I nie bez powodu Rzeczniczka Praw Dziecka zadeklarowała, że będziemy chronić tę dziewczynkę i jej rodzinę. Bo my nie wiemy, co się w życiu tego dziecka podziało, a niebezpieczeństwo linczu społecznego, sądząc po komentarzach w mediach społecznościowych, jest ogromne.

Gdybyśmy mieli wskazać konkretne sygnały ostrzegawcze, które mogą poprzedzać taką tragedię, to na jakie jeszcze zachowania otoczenie powinno zwrócić szczególną uwagę?

Uwagę nauczycieli powinno zwrócić zachowanie dziecka inne niż to, do którego przywykliśmy. Na przykład uczennica była w centrum grupy klasowej i nagle zaczęła się izolować. Albo była odizolowana i nagle zaczęła brylować w grupie. Często dziecko robi się tajemnicze, odsuwa się od rówieśników albo szuka sobie hermetycznej grupy owianej tajemnicą w szkole. Kolejna rzecz – sugerowanie rówieśnikom, że planuje się jakiś czyn. Jak się okazało, wszyscy sprawcy strzelanin w amerykańskich szkołach wcześniej, najczęściej w portalach społecznościowych, informowali na grupach, że czegoś takiego dokonają. Izolacja społeczna albo nastawianie rówieśników przeciwko jakiejś osobie – to kolejne „red flagi”. Zdarza się, że osoby planujące taki czyn eliminacyjny mówią wcześniej: „ja go/was kiedyś zabiję”, tylko nikt nie bierze tego na poważnie.

Pośrednimi świadkami zabójstwa z Jeleniej Góry byli nie tylko ludzie z otoczenia szkoły, ale także ci, którzy znaleźli te informacje w sieci. Jak rozmawiać z dziećmi o takiej tragedii?

Jest taka zasada mówiąca, że idziemy za dzieckiem. Jeśli dziecko nie porusza tematu, to my też go raczej nie wywołujemy. Oczywiście bezpieczny dorosły powie dziecku, że świat jest i dobry, i zły, że czasami są sytuacje trudne, że o nich trzeba informować osoby dorosłe. Ale jeśli dziecko nam komunikuje, że słyszało o takiej sytuacji, no to wtedy już o tym rozmawiamy na poważnie i adekwatnie do wieku dziecka, bez zbędnych szczegółów i najlepiej w formie przekazu: jeśli coś cię niepokoi w szkole, w grupie rówieśniczej, powiedz nam o tym. Bardzo ważne jest też, żeby dziecko otrzymało informację od rodzica lub innej osoby dorosłej: jestem, widzę cię, możemy porozmawiać.

Dr hab. Małgorzata Michel – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, pedagożka resocjalizacyjna, doktor habilitowana nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika, nauczycielka akademicka. Kieruje Pracownią Metodologii Badań i Analizy Danych w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest ekspertką w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka w projekcie badawczym: Realizacja Praw Dziecka w Polsce 2024. Przewodniczy także Zespołowi ds. Standardów Etyki Badań Społecznych z Udziałem Dzieci w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze