Fot. redakcja
Filip (żołnierz NATO): to Pan Bóg rozświetla nasze drogi [ROZMOWA]
Wielu ludzi mówi: wierzę w Boga, ale nie chodzę do Kościoła. Filip przekonuje, że mimo kryzysów, podziałów i trudnych historii Kościół wciąż może być domem, czyli miejscem dobra, nadziei i spotkania z Bogiem.
Karolina Binek (misyjne.pl): Czym dla Ciebie jest dom?
Filip: – Dom kojarzy mi się z poczuciem bezpieczeństwa i opieki. To dla mnie miejsce, do którego wracam po całym dniu pracy i różnych wyjazdach. Miejsce, w którym czuję się dobrze, w którym są nasi najbliżsi, z którego powinniśmy wynosić dobre wspomnienia z dzieciństwa. Ale nie zawsze tak jest.
Zatem czy można powiedzieć, że Kościół jest Twoim domem?
– Jak najbardziej. Kościół jest miejscem, do którego wracam, do którego chodzę przed i po pracy, w którym czuję się dobrze i doświadczam dobra. Spotykam też w nim wielu bliskich mi ludzi oraz słyszę słowa, które zostają ze mną na dalszą część dnia, a czasem nawet na całe życie.
Twoim zdaniem w dzisiejszych czasach łatwo jest zadomowić się w Kościele?
– Niekoniecznie, ponieważ Kościół jest mocno podzielony. Wielu osobom czy też siłom zależy na polaryzacji naszego społeczeństwa w różnych dziedzinach. Udało się to dosyć skutecznie zrobić również w Kościele. Natomiast jeżeli skupimy się na tym, co najważniejsze, na tym, co mówi Ewangelia, a nie na konkretnej osobie, czynach czy historiach, które możemy słyszeć o Kościele, to zobaczymy, że jest on miejscem, które zachęca do dobra, daje nam wiele dobra i może nam towarzyszyć w życiowych wyborach. Oczywiście, jeżeli będą one podejmowane zgodnie z nauczeniem Ewangelii.

Tak często dziś słyszymy, że ktoś nie chodzi do kościoła, bo nie lubi jakiegoś księdza, ale że wierzy w Boga. Co sądzisz o takiej postawie?
– Sądzę, że ludzie mają do tego prawo. W przestrzeni medialnej praktycznie co tydzień słyszymy o złu, które dzieje się w Kościele. W wielu diecezjach na szczęście księża nabierają odwagi, aby powiedzieć, co jest złe i dlaczego tak jest. Nie zawsze jako Kościół potrafimy szybko wyciągnąć wnioski i coś zmienić. Ale tak było właściwie od zawsze. Miałem okazję niedawno pisać pracę dyplomową o dyplomacji Stolicy Apostolskiej, roli papiestwa oraz jego wpływie na dyplomację i politykę światową. Wiem więc, że w historii Kościoła były różne czarne karty i że papieże nie zawsze podejmowali decyzje zgodne z nauczeniem Ewangelii. Ale po nich przychodzili kolejni, którzy to naprawiali i robili wiele dobra, którzy przywracali Kościołowi głos sumienia świata. Można powiedzieć, że po każdej burzy wychodzi słońce i mam nadzieję, że tak będzie też w przypadku obecnej sytuacji w Kościele.
Zatem uważasz, że to papież i księża powinni bardziej działać na rzecz tego, by więcej osób poczuło się w Kościele jak w domu, a nie jak w gościach? A może my – świeccy – także powinniśmy się w to dzieło włączyć?
– Powinien to robić każdy z nas. Przypomniały mi się teraz słowa abp. Adriana Galbasa, który skierował list do wszystkich parafii archidiecezji warszawskiej na początek Adwentu. Był on bardzo potrzebny i ważny. Arcybiskup odwołał się w nim do nauczania papieża Franciszka dotyczącego faktu, że każdy z nas jest uczniem-misjonarzem. Jesteśmy zobowiązani nie tylko do bycia uczniami, lecz także do niesienia Dobrej Nowiny innym poprzez swoje świadectwo. Może to być znak krzyża zrobiony w miejscu publicznym – w komunikacji miejskiej podczas odmawiania różańca albo nawet w pizzerii. Takie gesty świadczą o tym, że wiara jest dla nas w życiu ważna i mogą wzbudzić w kimś pragnienie poznania Pana Boga i zgłębienia tego, co przyciąga innych do Kościoła.

Co Ciebie przyciąga do Kościoła?
– Kościół to dla mnie miejsce zatrzymania i spotkania z Bogiem który ewidentnie w moim życiu jest i działa, a w Kościele przemawia do mnie przez słowa Kapłana. Słowa których .potrzebuje w danym okresie życia, a często są one odpowiedzią na wiele pytań, które noszę w sercu. Czasem więc idę tam po prostu z wdzięczności za to, jak On nade mną czuwa. W tym miejscu spotykam się z ludźmi, którzy mają podobne wartości do moich, ale też przeżywają różne trudności. Podczas każdego pobytu w kościele staram się wspomnieć o tych, których tam nie ma i którzy naprawdę potrzebują pomocy oraz naszej modlitwy i łaski. A są to bardzo często osoby opuszczone, samotne albo przebywające w hospicjum. Sam staram się je odwiedzać i jestem wolontariuszem w Hospicjum Sióstr Felicjanek w Warszawie.
Jest wolontariat, praca i wiele innych obowiązków. Jak pośród tego wszystkiego znajdujesz czas na to, by pójść rano na roraty? I dlaczego chcesz na nie chodzić?
– Czuję, że to dla mnie jakieś wyzwanie. Abp Galbas w swoim liście pisał „myślę tu o roratach, szczególnie tych odprawianych bardzo wcześnie, na granicy nocy i dnia, które już poprzez tę porę, przypominają nam, że Chrystus jest Słońcem wschodzącym w ciemnościach (por. Łk 1,78)”. To Pan Bóg rozświetla nasze drogi. I cieszę się, że podczas rorat, na które chodzę do jednego z warszawskich kościołów, jest pełno ludzi. W ich trakcie odbyły się mocne i ciekawe rekolekcje, które z pewnością zapamiętam na długo. Codziennie rano posilam się więc Słowem Bożym i przygotowuję do przyjścia Pana Jezusa na świat w odpowiedni sposób.
Wiem z Instagrama, że tegoroczny Adwent jest dla Ciebie wyjątkowy.
– Zdecydowanie. Bo to też czas oczekiwania na naszego synka, który ma się pojawić na świecie, zgodnie z planem 23 grudnia. Będzie to więc piękne podsumowanie tego podwójnego wyczekiwania.

W takim razie czym dla Ciebie jest oczekiwanie i jak możemy się dobrze przygotować do Bożego Narodzenia?
– Z pewnością dobrze jest otaczać się odpowiednimi treściami, znaleźć chwilę czasu na modlitwę oraz na działanie. Nam się wydaje, że Adwent to to tylko czas oczekiwania. Ale pamiętajmy, że to oczekiwanie ma być radosne i warto coś w związku z tym zmienić w swoim życiu. Jeśli więc mamy problem ze wczesnym wstawaniem, to możemy postanowić, że będziemy chodzić na poranne roraty i przy okazji mieć do tego większą motywację oraz – co najważniejsze – zaczynać dzień z Panem Bogiem. Ja staram się też częściej chodzić wtedy do hospicjum, aby nikt nie był sam w tym okresie przedświątecznym, kiedy rodziny są zajęte przygotowaniami i nie mają możliwości tak często odwiedzać swoich bliskich. W Adwencie wspomagam różne zbiórki. W pracy mieliśmy możliwość przygotowania prezentów dla dzieci z domu dziecka. A w kościele pw. św. Anny w Warszawie organizowana jest akcja przygotowywania paczek dla dzieci z domu opieki społecznej i razem z żoną włączyliśmy się w to dzieło. I nie zapominajmy w tym czasie o rekolekcjach, dzięki którym możemy uporządkować w swoim życiu kilka rzeczy. Ja na przykład w trakcie rorat zostałem zachęcony do czytania psalmów przez jednego z księży. Ostatnio mieliśmy za zadanie przepisać Psalm 100 wybierając z niego jedno zdanie dla siebie i zamierzam to niedługo zrobić.
Kilka dni temu wstawiłeś na Instagram zdjęcie z hospicjum. Tak wyjątkowe w tym czasie, kiedy mamy możliwość oglądania wielu różnych vlogmasów i przygotowań do świąt influencerów. Nie uważasz, że mamy już trochę przesyt takich treści w internecie?
– Myślę, że z roku na rok niestety coraz bardziej idziemy w stronę konsumpcjonizmu. Byliśmy w szoku z żoną, że już pod koniec września mogliśmy zobaczyć dekoracje świąteczne w jednym z warszawskich sklepów. A obok znajdowały się jeszcze dekoracje na Halloween. Mam więc wrażenie, że coraz częściej konsumpcjonizm chce nas odwieźć od tego, co najważniejsze w Adwencie. Promujemy wyjścia na jarmarki i ozdabianie domu, a zapominamy o Chrystusie. Dzisiaj czytałem artykuł o tym, że w jednym z przedszkoli w jasełkach nie było Pana Jezusa ani kolęd. Wszystko to zostało zastąpione tekstami, które aby na pewno nie urażą inaczej podchodzących do świąt. A to, co mnie buduje, to na przykład fakt, że nawet w Warszawie, która według niektórych przekazów medialnych jest antykościelna, zarówno w komunikacji miejskiej, jak i w innych przestrzeniach można zauważyć nawiązania do Bożego Narodzenia, a nie do jakichś zimowych świąt.

Jakie masz plany na tegoroczne Bożego Narodzenie? Chyba trudno je sprecyzować w obecnej sytuacji?
– Śmiejemy się z żoną, że problem dotyczący tego, gdzie spędzić święta, mamy z głowy, bo wygląda na to, że spędzimy je na porodówce. Natomiast mam nadzieję, że 24 grudnia, być może nawet z żoną, jeśli termin porodu się trochę przesunie, uda się pójść na wigilię hospicyjną na godzinę dwunastą. I na szczęście mamy też wielu znajomych, którzy nas w tym czasie chętnie wspomogą.
Co chciałbyś życzyć osobom, które mimo wszystko czują się w Kościele jak goście, a nie jak domownicy?
– Chciałbym życzyć przede wszystkim tego, żeby pomimo wszystkich negatywnych historii skupili się na tym, co jest w Kościele najważniejsze, czyli na Ewangelii. Ona zawsze jest pełna budujących słów, miłości, miłosierdzia i dobroci, a nie zła, o którym często możemy usłyszeć lub przeczytać w mediach. Życzę też, aby każdy znalazł w Kościele osobę, która zaprowadzi go do Boga. Sam spotkałem ich wiele.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Mateusz Filipowski OCD: Bóg szuka tych, którzy są poza widzialnymi granicami Kościoła [ROZMOWA]
Ks. Radosław Rakowski: parafia ma być miejscem, gdzie każdy jest akceptowany tak, jak w domu [ROZMOWA]
S. Anna Maria Pudełko: Kościół to dom, z którego mogę wyruszyć w świat [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny