fot. archiwum Marii Gierszewskiej

Fundacja Makatka, która daje mamom nadzieję. „Nie jesteś sama, nawet jeśli tak się czujesz” [ROZMOWA]

W czasach, gdy młode mamy często czują się samotne, przytłoczone i niezrozumiane, Fundacja Makatka tworzy bezpieczną przestrzeń – online i offline – w której kobiety mogą poczuć wsparcie, znaleźć zrozumienie i odzyskać siły. O tym, jak wygląda prawdziwe, empatyczne macierzyństwo, mówi Maria Gierszewska, współzałożycielka Fundacji Makatka.

Karolina Binek (misyjne.pl): Co się zmieniło w Twoim życiu, gdy zostałaś mamą?

Maria Gierszewska: – Wszystko i… nic. Nic, bo wciąż jestem tą samą Marią – mam ten sam charakter, lubię te same rzeczy, jestem sobą. Ale wszystko, bo macierzyństwo to doświadczenie totalnie transformujące. Ono wydobywa z człowieka zarówno to, co dobre, jak i to, co trudne. Dzieci stawiają nas w absolutnej prawdzie o sobie – pokazują nasze wady, ale też napędzają nas do rozwoju, do bycia lepszą wersją siebie. Dla mnie macierzyństwo to droga do pełni, do głębokiego spełnienia. To nie tylko przyziemne zmiany – że w domu jest więcej hałasu, mniej snu i dodatkowe miejsce przy stole – ale to głęboka przemiana, która dotyczy sensu życia.

Kiedy zatem pojawiła się myśl o założeniu fundacji? Już na początku macierzyństwa czy dopiero później?

– To był proces. Pomysł pojawił się mniej więcej wtedy, gdy zaczęłam sama dojrzewać w macierzyństwie. Rok 2018 był dla mnie przełomowy – z jednej strony po odbyciu szkolenia zostałam doulą. Z drugiej, we współpracy z drugą, bardziej doświadczoną współfundatorką, weszłam na drogę tworzenia organizacji społecznej. W tym czasie mój najstarszy syn miał około roku, następnie pojawiła się druga ciąża. Działania rozwijały się powoli. Nie przywiązuję się do dat z dokumentów, raczej widzę to jako pewne punkty na drodze. Najważniejsze było to, że cały czas się uczyłam – i uczę się do dziś – czym ma być Fundacja Makatka i jak ma wyglądać.

Czym Wasza fundacja zajmuje się na co dzień? Jakie wsparcie można w niej uzyskać?

– Najbardziej podstawową formą naszej działalności są grupy wsparcia w internecie. Działamy głównie na Facebooku – tam są dwie grupy. Jedna bardziej zamknięta, która powstała spontanicznie i tworzy między sobą relacje. Druga zaś jest otwarta dla każdej kobiety, która potrzebuje porady, wsparcia czy rozmowy. Chcemy, by internet był miejscem życzliwości, a nie hejtu – żeby można było zapytać o noszenie dziecka w chuście, karmienie, poród, a nie usłyszeć: „A po co ci to?”. Aby każda początkująca mama wiedziała, że nie jest osamotniona i jedyna ze swoimi problemami. Dla nas najważniejsza jest empatia oraz realna pomoc.

>>> Karmelitanki bose: nie przyszłyśmy tu uciec od świata. Przyszłyśmy szukać Boga [ROZMOWA]

A działania poza siecią? Na nich też się skupiacie?

– Bardzo zależy mi na tym, by mamy spotykały się również na żywo. Internet jest super – mamy go w kieszeni, ale nic nie zastąpi prawdziwej rozmowy, obecności, wspólnej herbaty. Organizujemy różne wydarzenia: pikniki, warsztaty, spotkania tematyczne. W czerwcu odbyły się np. warsztaty haftu dla mam – był to pretekst do wyjścia z domu, poznania innych kobiet, zrobienia czegoś tylko dla siebie. Zapraszamy także na kręgi – na przykład na krąg opowieści porodowych, podczas którego każda kobieta może opowiedzieć swoją historię w atmosferze zrozumienia i bez oceniania. Bycie usłyszaną jest bardzo potrzebne.

fot. PublicDomainPictures/ pixabay

Widziałam na Waszych social mediach, że skupiacie się także na zdrowiu psychicznym kobiet

Tak, to najważniejszy z naszych projektów. Nosi znamienną nazwę “Zasiej nadzieję”. Od 1,5 roku realizujemy bezpłatne konsultacje psychologicznych z Moniką Jamróz – specjalistką od tematów okołoporodowych i macierzyństwa. Każda kobieta może się zgłosić – nawet jeśli nie ma konkretnej diagnozy. Wystarczy, że czuje się zagubiona. To nie terapia, raczej spotkanie pomagające poukładać sobie myśli, znaleźć kierunek. Dla niektórych kobiet jedna rozmowa wystarczy, innym fundujemy dłuższą terapię. W tym momencie mamy trzy podopieczne, które korzystają z regularnych, opłacanych przez nas sesji. Jedna z terapeutek przyjmuje naszą podopieczną pro bono. Zdarzają się też sytuacje, że organizujemy pomoc psychiatryczną. Nie działamy masowo, ale bardzo indywidualnie.

Z jakimi pytaniami i problemami najczęściej przychodzą do Was kobiety?

– Początkujące mamy są często po prostu zaskoczone tym, jak wygląda rzeczywistość. Brakuje rzetelnej edukacji i prawdziwych opowieści o macierzyństwie. Mamy karmione są słodkimi obrazkami lub… są straszone. Brakuje przestrzeni na prawdę: że dziecko może wisieć na piersi godzinami, że chce być na rękach, że nie chce smoczka – i że to wszystko jest normalne. Że nie jesteś złą mamą, tylko masz dziecko, które potrzebuje bliskości. Do tego dochodzą trudniejsze tematy – depresja poporodowa, kryzysy emocjonalne, samotność. Dlatego tak ważne jest, żeby móc usłyszeć od innej kobiety: „Ja też tak miałam” albo „To minie”. Te dwa zdania mają ogromną moc.

Jest jakaś historia, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

Trudno mi wskazać jedną. Ale bardziej niż konkretne przypadki poruszają mnie podobieństwa między historiami. Kobiety przychodzą z tymi samymi pytaniami, lękami, trudnościami. Zachowania dzieci, które okazują się trudne, wymagające czy zaskakujące. Każda mama myśli, że to tylko ona tak ma, a tymczasem to uniwersalne doświadczenie. Ale są też historie bardzo wzruszające, na przykład doświadczenie niepłodności czy straty, adopcja – moment, w którym dziecko się pojawia i zapełnia tę pustkę. To zawsze wywołuje ogromne emocje.

>>> Ciocia Ola z TikToka: dzieci z Przylądka Nadziei są w moim sercu cały czas [ROZMOWA]

Co Tobie daje prowadzenie Makatki? Bo domyślam się, że dzięki temu zajęciu też się spełniasz.

– Przede wszystkim daje mi to poczucie sensu. Takiego, że nawet jeśli nie zmieniam całego świata, to mogę zmienić świat jednej kobiety. Jest taka historia z gatunku metaforycznych przypowiastek. Pewnego ranka starszy człowiek wyruszył na spacer po plaży. Przypływ wyrzucił na brzeg mnóstwo rozgwiazd. Po drodze spotkał młodego chłopca, który wrzucał je z powrotem do morza. Podszedł do niego i zapytał: „Dlaczego wrzucasz rozgwiazdy do morza?”. „W porannym słońcu rozgwiazdy szybko umierają” – odpowiedział chłopiec. „Ale plaża ciągnie się kilometrami i są tu tysiące rozgwiazd. Czy twoje wysiłki mają jakiekolwiek znaczenie?” – dopytywał się starzec. Młody chłopak zastanowił się i rzucając kolejną rozgwiazdę do morza, powiedział: „Ma znaczenie dla tej jednej”. I to wystarczy. 

Daje mi to też satysfakcję, bo to jest moja pasja. Macierzyństwo mnie fascynuje i cieszę się, że mogę wspierać inne kobiety w ich drodze. Mam też poczucie, że zostawiam coś po sobie – dziedzictwo pokazujące moim dzieciom, że warto służyć innym.

Wspomniałaś wcześniej, że za sprawą fundacji chcesz tworzyć pozytywny obraz macierzyństwa. Co masz na myśli?

– Chcę tworzyć obraz prawdziwy – nieprzesłodzony i nieprzerażający zarazem. Taki, który mówi o trudnościach, ale też o pięknie. O tym, że to wszystko – karmienie, poród, noszenie, czuwanie nocą – ma głęboki sens. I że nie jesteśmy w tym same. Chciałabym, żeby macierzyństwo przestało być tematem tabu i stało się obecne, prawdziwe i wartościowe. Chcę też, żeby moje dzieci widziały, że warto budować więzi społeczności. Że wsparcie, empatia, służba – to nie są puste słowa. Po prostu – warto żyć dla innych.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze