fot. oblaci.pl

fot. oblaci.pl

Henryk Tempier – człowiek, na którym można było się oprzeć

Kiedy św. Eugeniusz de Mazenod szukał współpracowników do głoszenia Ewangelii ubogim mieszkańcom Prowansji, Henryk Tempier odpowiedział bez zwlekania. W powstającej wspólnocie dostrzegł możliwość życia, którego sam pragnął: oddanego Chrystusowi, zakorzenionego w modlitwie i służącego najbardziej opuszczonym.

Nie mógł jeszcze wiedzieć, że przez ponad pół wieku będzie współtworzył historię Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej i zostanie zapamiętany jako „drugi ojciec” Zgromadzenia.

Przyjaźń, która pomagała dochować wierności

Eugeniusz i Henryk różnili się usposobieniem. Założyciel był pełen emocji, potrzebował bliskości i otwarcie okazywał przywiązanie. Tempier zachowywał powściągliwość. Rzadziej mówił o uczuciach, częściej wyrażał je przez obecność, pracę i odpowiedzialność. Pod chłodnym sposobem bycia kryło się jednak serce głęboko wrażliwe.

Łączyła ich przyjaźń, w której było miejsce na szczerość, także trudną. Tempier potrafił upomnieć Założyciela, sprzeciwić się jego pomysłom i wskazać konsekwencje podejmowanych decyzji. Eugeniusz ufał mu na tyle, że nazywał go swoim „drugim ja”. W chwilach kryzysu znajdował w nim oparcie.

Szczególnym wyrazem tej więzi był złożony w Wielki Czwartek 1816 roku wzajemny ślub posłuszeństwa. Obaj pragnęli pomagać sobie w wiernym pełnieniu woli Bożej. Ten gest odsłania coś ważnego z początków oblatów: wspólna misja wyrastała z gotowości, by również własne wybory poddać rozeznaniu drugiego człowieka.

Codzienna praca dla wielkiej misji

Życie Tempiera wypełniały zadania, które rzadko przyciągają uwagę. Zajmował się finansami, remontami i zakupami. Troszczył się o domy zakonne, wychowywał seminarzystów, wspierał misjonarzy wyjeżdżających w odległe strony świata. Przez wiele lat pełnił także urząd wikariusza generalnego diecezji marsylskiej.

Za rachunkami i sprawami organizacyjnymi widział konkretnych ludzi oraz potrzeby misji. Gdy przygotowywał wyposażenie dla oblatów udających się do Oregonu, szukał wszystkiego: od igieł i nasion po pług i kowadło. Założyciel opisywał z rozbawieniem tego wikariusza generalnego przemierzającego sklepy. Właśnie dzięki takiej pracy inni mogli wyruszyć i głosić Ewangelię.

fot. oblaci.pl
fot. oblaci.pl

Bywał wymagający, szorstki i zbyt małomówny. Współbracia skarżyli się niekiedy na jego surowe listy albo na to, że zatrzymywał wiadomości dla siebie. Pamiętali jednak również jego cierpliwą dobroć. Pewnego mroźnego dnia zaniósł własny termofor kobiecie proszącej o jałmużnę przed kaplicą. Zdjął z niego ozdobny pokrowiec, aby nikt nie uznał, że posiadaczka tak eleganckiego przedmiotu nie potrzebuje pomocy.

Wierność do końca

Najtrudniejsza próba przyszła po śmierci Eugeniusza de Mazenoda. Tempier przeżywał stratę przyjaciela, a zarazem musiał stawić czoło trudnościom dotykającym Zgromadzenie. Pozostał wierny wspólnocie i służył następcy Założyciela swoim doświadczeniem.

U schyłku życia, gdy krewni zapraszali go do odpoczynku w Prowansji, odpowiedział, że oblaci są jego dziećmi i pośród nich znajduje dom. Zmarł w 1870 roku. Biografia ojca Tempiera przypomina, ile dobra może przynieść człowiek, na którym inni mogą się oprzeć. Jego wiara wyrażała się w modlitwie, przyjaźni i codziennej trosce o sprawy powierzone jego odpowiedzialności. Dzięki tej wierności misja oblatów mogła rosnąć.

Tekst na podstawie książki o. Yvona Beaudoina OMI „Henryk Tempier. Drugi ojciec”, w przekładzie o. Romana Tyczyńskiego OMI.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze