fot. PAP/Łukasz Gągulski

Hubert Piechocki: a myśmy się spodziewali…

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Obecny czas może nas wiele nauczyć. Mi w tych dniach przyszły na myśl dwie ewangeliczne sceny – uczniowie zmierzający do Emaus oraz przypowieść o bogaczu, któremu dobrze obrodziło pole. Skojarzyły mi się z robieniem planów. Bo właśnie jakiekolwiek planowanie na chwilę przestało mieć sens.  

Rozczarowani 

Mam nieodparte wrażenie, że uczniowie zmierzający do Emaus byli rozczarowani. Towarzyszyli Jezusowi i znali Jego nauczanie. Oczekiwali więc po Nim fajerwerków – a nie procesu i śmierci krzyżowej. „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24,21) – mówią do spotkanego Jezusa, choć nie wiedzą, że to On. Musieli wiązać z Nim bardzo konkretne plany. Być może zakładali, że dokona jakiegoś przewrotu politycznego i zacznie rządzić w Izraelu. A Jego ludziom będzie się powodziło, będą żyli w luksusach. Ustawią się – będą żyli jak „pączki w maśle”. Nic z tego. Rozczarowali się. Ich plany wzięły w łeb. Musiały się zmienić – i to pomimo tego, że okazało się, że Jezus żyje. Bo przewrotu politycznego i tak nie było, nie było życia w luksusach. Ba, bycie chrześcijaninem wiązało się z ogromnym ryzykiem i niebezpieczeństwem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przyznawanie się do bycia uczniem Chrystusa mogło skończyć się śmiercią. Spodziewali się innego życia, a musieli przyjąć inne. 

fot. cathopic

Plany biorą w łeb… 

Plany miał też bogacz, o którym w Ewangelii Łukaszowej opowiada Jezus. Był zamożny, pole mu obrodziło, więc miał konkretne plany: „Zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj” (Łk 12,18-19). Bogacz przy planowaniu nie wziął pod uwagę tylko jednej, ale istotnej zmiennej – że te plany mogą wziąć w łeb. Z wielu powodów – coś może pójść nie tak. Ewangelia wskazuje na ten definitywny – na śmierć. Bóg mówi do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12,20). Bogacz pewnie widział swoją przyszłość w samych superlatywach. Miał majątek, więc pewnie zakładał, że nie będzie musiał już pracować, będzie sobie żył jak pan i król. Tylko, że z tego nic nie wyszło. Majątek zebrał na marne – bo zmarł. On też musiał odczuwać rozczarowanie, gdy usłyszał „proroctwo” dotyczące swojej bardzo bliskiej przyszłości.

Przeczytaj też >>> Bp Stułkowski: Jezus przychodzi do nas mimo drzwi zamkniętych

fot. unsplash

A Ty – co sobie zaplanowałeś? 

Jakie miałeś plany na ten rok? Na ten miesiąc? Wielu z nas w styczniu patrzy perspektywicznie na cały rok i coś tam sobie zakłada, na coś czeka. Robimy sobie plany. Mniej czy bardziej ambitne. Dotyczące życia codziennego i spraw codziennych, ale też te wielkie – zmieniające nasze życie. Może zakładałeś, że w maju będziesz zdawał maturę, w czerwcu wyjedziesz za granicę na trzy miesiące do pracy, a w październiku rozpoczniesz wymarzone studia. Cóż, w maju nie podejdziesz do matury, na razie nie wiadomo, kiedy w ogóle do niej podejdziesz; za granicę też nie wiesz, kiedy da się wyjechać, a nad rekrutacją na studia to na razie nie ma co się zastanawiać. A może planowałeś wesele i huczny ślub, a potem jakieś Seszele? Ślub dasz radę wziąć, choć bez gości – ale o hucznym weselu musisz zapomnieć, o Seszelach na razie też. I tak pewnie przed każdym z nas stanęło w tym roku zadanie zweryfikowania swoich planów. Na razie nie da się ich zrealizować. Albo trzeba je zmienić. To pewnie w niejednym z nas musiało zrodzić rozczarowanie i frustrację.

Dzisiejsi spacerowicze na krakowskich Błoniach, fot. PAP/Łukasz Gągulski

Pewność – niepewność  

Niby powtarzamy, że „lubimy niespodzianki” (przynajmniej niektórzy – ja za nimi nie przepadam), ale w gruncie rzeczy – lubimy wiedzieć, na czym stoimy. Lubimy planować, zakładać, jak będzie wyglądało nasze bliższe lub dalsze jutro. Myślę, że warto z epidemii wyciągnąć cenną naukę, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, nie wszystko od nas zależy. Warto robić plany – ale tak, by dało się je elastycznie zmienić. Nie mamy nagle żyć z dnia na dzień (choć w obecnej sytuacji tak właśnie żyjemy), ale mamy zrozumieć swoje ograniczenia. Możemy zrobić wiele, by coś się udało – ale niezależnie od nas to może się nie udać. Bo autobus nie przyjedzie na czas, bo zacznie padać, bo zabraknie prądu… bo świat opanuje epidemia. Zbytnie – sztywne – przywiązywanie się do planów rodzi w nas właśnie rozczarowanie i frustrację. Tymczasem, nie o te postawy chodzi w Ewangelii Jezusowi. Mu chodzi o zaufanie. O to, by się nie poddawać. Musimy zrozumieć, że niepewność jest wpisana w nasze życie.

>>> Franciszek: niech obecne trudności pozwolą nam odkryć komunię między nami

Bóg

fot. cathopic

Plany alternatywne 

Przed każdym z nas poważne zadanie – ułożenie na nowo swojego życia. To trochę jak z rozsypanymi puzzlami, które musimy na nowo dopasować. I podczas tego układania życia trochę ostrożniej podchodźmy do planowania. Z takim dystansem, z możliwością zmiany planów, miejmy może plan A, B, C… Żeby – gdy coś pójdzie nie tak – umieć przestawić swoje myślenie na nową rzeczywistość. A nie pogrążać się we frustracji i rozczarowaniu. Zaufajmy, żeby rozpoznać obok siebie Chrystusa – a nie powtarzać tylko: „A myśmy się spodziewali…”. Tak, spodziewaliśmy się, że to będzie inny rok. Ale jest taki, jaki jest. I takim trzeba go przyjąć. Tylko wtedy dojdziemy naprawdę do Emaus. Niech epidemia nauczy nas mądrego planowania. A Seszelami, maturami, weselami tak bardzo się nie przejmujmy. Jeszcze przyjdzie na nie czas. 

Przeczytaj też >>> Franciszek o tym, jak pokonać strach i niepewność przy podejmowaniu decyzji

Zobacz także
Wasze komentarze