Jak całują się katolicy? – pytamy księdza Adama Pawłowskiego, twórcę i duszpasterza Akademii Miłości [wywiad]

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pocałunku. Czułość czy bliskość często budzi niepokój wśród katolików. Zastanawiają się, kiedy całowanie się jest grzechem, a kiedy nie? A może w ogóle nie jest? 

O to i wiele innych rzeczy związanych z całowaniem i bliskością pytamy księdza Adama Pawłowskiego, twórcę i duszpasterza Akademii Miłości. Dzięki tej inicjatywie wielu już odnalazło szczęście w małżeństwie i wzajemnej, czułej relacji. 

Księże Adamie, co ksiądz wie o pocałunkach?
Muszę powiedzieć, że ja jako ksiądz bardzo lubię się całować i często się całuję. Kiedy o tym mówię, wtedy często uczniowie się dziwią: ale jak to? A wtedy mówię: no tak to, u mnie w domu czy w rodzinie jest czymś normalnym, że przy witaniu wszyscy się całują w policzek, trzy razy: cmok, cmok, cmok. Czy to jest wujek, czy ciocia, czy babcia. To jest normalnym wyrazem szacunku i to jest fajne. Znam też księdza, który całuje kobiety w rękę na powitanie. I to jest piękne, kiedy mężczyźni tak robią. 

Fot. Facebook/Adam Pawłowski

Pod warunkiem, że nie szarpie tej ręki do góry. Bo ja mam metr pięćdziesiąt a on dwa metry, szarpie i naprawdę rękę ze stawu wyrywa. 

Oczywiście to podstawowy błąd techniczny.

No dobrze, ale całowanie cioci czy babci „na trzy razy” nie jest grzechem. To kiedy jest? 
Żeby sobie na to odpowiedzieć, trzeba zadać trzy pytania: kogo się całuje, gdzie się całuje i dlaczego się całuje.   Jako pierwsze trzeba sobie zadać pytanie: kogo się całuje? Na pewno nie do końca można całować obce osoby. Nie można podejść i po prostu kogoś pocałować. Ostatnio jedna pani była oburzona w związku z bajką o Śpiącej Królewnie. Bo przecież Królewna spała, nie mogła więc wyrazić zgody na pocałunek Księcia. Więc de facto było to molestowanie. 

To znaczy pewnie można, ale istnieje pewne ryzyko bycia znokautowanym. 
I dlatego trzeba zapytać siebie o to, jaka jest relacja między mną a osobą, którą całuję. Zdarza się na przykład, że chłopak kłamie dziewczynie, całując ją, bo pocałunek powinien wyrażać „ja ciebie kocham, jesteś dla mnie ważna”, ale on całuje ją tylko dlatego, że chce uzyskać z tego jakąś przyjemność albo chce z nią iść do łóżka. I wtedy taki pocałunek jest niewłaściwy, bo jest po prostu kłamstwem. Podobnie kiedy dziewczyna całuje chłopaka i on myśli, że ona go lubi, że jest dla niej kimś ważnym, a ona może go całować tylko dlatego, że inne dziewczyny patrzą i chce pokazać im, że ma chłopaka i że one są gorsze.  

Następnie „gdzie”?  
Można to traktować w dwóch aspektach: zewnętrznym i osobowym.  Nie wypada całować się w kościele. Wyobraźmy sobie na przykład mszę, na której para zaczyna się intensywnie całować. Albo na lekcji czy w miejscu publicznym. Czasami to całowanie na przykład na przystanku naprawdę wygląda tak, jakby nie miało się skończyć tylko na całowaniu. Nie chcę powiedzieć, że trzeba się z pocałunkami jakoś ukrywać, ale nie można zgubić pewnego kontekstu, że jest to jednak rzecz intymna i warto zadbać, aby się nie zbanalizowało i stało się czymś pustym. Można też pytać gdzie, czyli czy można całować każde miejsce na ciele człowieka. W małżeństwie tak, ale przed ślubem nie. Bo sfery intymne czy erogenne są zastrzeżone dla małżeństwa i nie powinniśmy ich przed ślubem całować.  

Fot. FaceBook/Adam Pawłowski

I dochodzimy do pytania „dlaczego”? 

Musi być to z miłości. 

A gdzie jest ta granica pomiędzy tym, co jest grzechem, a co nie jest w okazywaniu sobie czułości? 
Lubię na to pytanie odpowiadać słowami pani Wandy Półtawskiej, z którą miałem zajęcia na Studium Rodziny. A mianowicie ta granica jest dwuwymiarowa. Jest wewnętrzna i zewnętrzna. Zewnętrzna to ta, o której już wspomnieliśmy: że wzajemne czułości przed ślubem nie powinny obejmować stref intymnych, żeby siebie nawzajem nadmiernie nie roznamiętniać. Natomiast wewnętrzna granica, która jest bardzo ważna, to ta między czułością a pożądliwością. Więc ważne jest, by czułe gesty czy pocałunki wyrażały rzeczywiście czułość, a nie pożądliwość.  

No dobrze, ale jak to wygląda w praktyce? 
Kiedy spotka się para zakochanych i chcą okazać sobie czułość przez przytulenie, pieszczotę, pocałunek, to ważne, żeby zapytali siebie, co jest celem tego tych gestów, co one wyrażają. Czy czułość i troskę, czy pożądliwość i mogą być wstępem do grzechu.  

Może być też tak, że jednego dnia mężczyzna idzie sobie z dziewczyną na romantyczny spacer. Gwiazdy spadają, jest miła atmosfera, całują się przytulają, jest to czułe, miłe i czyste i nie ma problemu. Ale innego dnia on jest rozbudzony albo kobieta ma dni płodne czy jest jakoś inaczej pobudzona i zwykły pocałunek powoduje, że w myślach pojawia się pragnienie, żeby za chwilę szybko wylądować w łóżku. Dlatego bardzo ważne jest, żeby mieć świadomość dwóch wymiarów tej granicy: zewnętrznego i wewnętrznego. Trzeba też uwzględnić to, że kobiety i mężczyźni nieco inaczej odbierają pocałunek. Mężczyzna czasami wolałby się mocno przytulić, a kobieta trzy razy pocałować. Przy pocałunkach ważne jest więc także uwzględnianie drugiej osoby. Każdy w związku ma inną wrażliwość i w trakcie trwania związku ta dynamika może się zmieniać.  Na początku jest przejęcie tym, że spojrzał na mnie, że ona chwyciła mnie za rękę. Ale po paru latach niekoniecznie jest to takie pobudzające. 

I kończy się czułość… 
Czułość jest wyrazem bliskości między dwiema osobami i można ją wyrażać na różne sposoby. Przez słowa, przez wspólne spędzanie czasu, prezenty. I jeśli jest doświadczenie takiej bliskości mentalnej, życiowej, to nie potrzeba aż tak wielu gestów, by tę bliskość budować czy potwierdzać.  

Ale ktoś może powiedzieć, że nie czuje pożądliwości, w związku z tym może przed ślubem robić ze sobą wszystko.
To nie jest tak. Granica wewnętrzna i zewnętrzna musi być równocześnie. Czyli nie można sobie wybrać, że moje poczucie decyduje.  

Fot. Facebook/Adam Pawłowski

Czyli w małżeństwie z pocałunkami już problemu nie ma? 
W małżeństwie czasami tych pocałunków jest za mało. Czasami ma to już taką formę skrajną – to znaczy mężczyzna nie okazuje żadnych form czułości, troski, nie dba o swoją żonę, a później pyta ją, czy chce współżyć. Tak dosłownie bezdusznie, bez żadnej romantyczności, czułości. I wtedy przeważnie odpowiedź brzmi: nie! I potem się faceci dziwią, dlaczego żony nie chcą z nimi współżyć. 

Kiedyś specjalista od życia małżeńskiego powiedział, że żeby mężczyzna zaspokoił potrzeby emocjonalne swojej kobiety, to powinien okazać jej czułość przynajmniej 12 razy. Gdy mówię to mężczyznom, to oni chwytają się za głowę. Gdy mówię to do kobiet, one mówią: „tak, tak, niech ksiądz kontynuuje”. Pytam znajomych małżeństw, czy tak to jest. I mówią prosto. Wychodzimy do pracy – ucałujemy się. Wracamy z pracy – ucałujemy. Robimy coś w kuchni, tu się przytulę, tu pogłaszczę, tu połaskoczę. Oglądamy telewizję, przytulimy się. Jemy posiłek, więc chwycę za rękę, kopnę pod stołem. I ta czułość jest na bieżąco. Wtedy też intymność jest chętniej okazywana.  

A dlaczego tak trudno nam wyczuć tę bliskość, żeby nie było jej zbyt mało albo zbyt intensywnie?
Czasami kiedy czułość nie jest okazywana w rodzinie, to jedna osoba w związku może mieć potrzebę czułości, dotyku, pocałunku, a druga jest zablokowana i czuje się w związku z tym nieswojo. Z drugiej strony brak czułości w rodzinie może powodować głód emocjonalny takiej bliskości. I to powoduje, że dwie osoby bardzo szybko chcą bardzo wiele i lądują ze sobą w łóżku, czasami mając 14 czy 15 lat. Bo są tak wygłodniali takiej zwykłej, naturalnej czułości, ale może nie potrafią jej okazać ani po nią sięgnąć, bo nie wynieśli tego z domu.  

Czasami taka intensywna czułość może być formą rekompensaty za bliskość mentalną, życiową, której nie potrafimy do końca zbudować. To takie próby zbliżania się do drugiej strony przez seksualność, czułość. I niby jesteśmy ze sobą blisko fizycznie, ale tak naprawdę jesteśmy sobie dalecy, bo nie potrafimy zbudować całościowej, dobrej relacji. 

A najbliżej jesteśmy ze sobą, kiedy… 
Często w małżeństwie ważniejsze jest zrobienie obiadu, posprzątanie, umycie dzieci, wyremontowanie czegoś. Czułość i seksualność jest ważna, ale bardzo ważne jest, by wpisywała się w kontekst. Musi wyrażać więź, jaka nas łączy. I pocałunek jest dopiero wtedy prawdziwy, kiedy wyraża bliskość, a nie jest jakąś rekompensatą czy wykorzystywaniem, oszukiwaniem drugiej osoby.

Jak całują się katolicy? – pytamy księdza Adama Pawłowskiego, twórcę i duszpasterza Akademii Miłości [wywiad]
5.9 (98%) 10 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze