fot. unsplash

Jaka jest historia kolędy „Bóg się rodzi”? [ROZMOWA]

Pośród niezliczonych kolęd i pastorałek z pewnością na pierwszy plan wysuwa się śpiewana w rytm poloneza „królowa polskich kolęd” – Pieśń o Narodzeniu Pańskim, czyli kolęda Bóg się rodzi. O tym wspaniałym utworze Franciszka Karpińskiego, który wraz z innymi utworami, składającymi się na napisane przez wybitnego polskiego poetę epoki Oświecenia Pieśni nabożne, wybrzmiał po raz pierwszy w starym kościele farnym w Białymstoku w 1792 r., mówi KAI krytyk literacki Waldemar Smaszcz.

Teresa Margańska (KAI): Nazwał Pan Franciszka Karpińskiego „zjawiskiem jedynym i niepowtarzalnym w naszej literaturze”. Dlaczego?

Waldemar Smaszcz – Nie tylko ja. Ostatnie lata (chciałoby się powiedzieć: nareszcie!) są wyjątkowo przychylne Franciszkowi Karpińskiemu, autorowi nieśmiertelnych Pieśni nabożnych, którego słowami od ponad dwustu lat modlimy się, wzruszamy, zachwycamy. Zbigniew Herbert umieścił go w swoim duchowym testamencie wśród sześciu zaledwie poetów, wybranych z całej naszej tradycji, nazywając przy tym „poetą wielkim”. Ksiądz Jan Twardowski przy każdej okazji podkreślał, że Karpiński jest mu najbliższy spośród wszystkich polskich poetów.

Najpiękniejsze jednak słowa na jego temat wyszły spod pióra znakomitego poety Jana Lechonia, który w słynnych wykładach paryskich z roku 1940 mówił: „Poezja religijna Karpińskiego to jeden z tonów najczystszych, najbardziej polskich naszej poezji, tonów, które Karpiński zdołał uczynić własnymi, wyrazić jak nikt inny przed nim i po nim (…). Cały naród polski zna (…) na pamięć i śpiewa Wszystkie nasze dzienne sprawy…, Kiedy ranne wstają zorze…, przede wszystkim zaś ową kolędę potężną, owego poloneza religijnego, w którym zarówno muzyka, jak i słowa są podniosłe, doskonałe, stanowią całość tak polską, że po prostu nierozdzielną od naszego życia zbiorowego. I gdyby komuś przyszło na myśl uczynić ową kolędę naszym hymnem narodowym, wyraziłby on bardziej niż jakakolwiek okolicznościowa poezja — to, co stanowi o jedności narodu, samą istotę czucia. (…) Jest w owych niebywałych słowach: «Niemało cierpiał, niemało żeśmy byli winni sami», zawarta całego narodu i każdego z nas spowiedź i rozgrzeszenie, które ze zbiorowego śpiewu tej kolędy czynią akt skruchy i sam w sobie potężny akt religijny”.

>>> Jak dobrze znasz kolędy i pastorałki? [QUIZ]

Wielu znawców literatury podaje, że Karpiński napisał ten tekst na zamówienie żony marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego – Izabeli Lubomirskiej z Czartoryskich, podczas pobytu w Dubiecku nad Sanem pod Przemyślem. Przed frontonem tego pałacu istnieje nawet rzeźba przedstawiająca najsławniejszego gościa tego zamku…

– „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie…” – napisał w jednym z najbardziej znanych wierszy Cyprian Norwid, który sam podzielił los wielu wielkich zapomnianych za życia, a o których po śmierci spierały się różne miejscowości, czy nawet narody. Podobną sytuację mamy i w Białymstoku – kilka miejscowości przypisuje sobie zaszczyt powstania tej bez wątpienia najpiękniejszej pieśni Bożonarodzeniowej, królowej polskich kolęd, Bóg się rodzi. Niestety, autor nie napisał, gdzie powstała, a w Polsce utrwaliło się przekonanie, że było to w Dubiecku nad Sanem, podczas pobytu poety w tym miasteczku.

Kiedy jednak próbujemy wpisać wydarzenie to w biografię poety, nic się nie zgadza. Karpiński istotnie był w Dubiecku na przełomie lata i jesieni 1784 r., co opisał w utworze Podróż z Dobiecka na Skałę. W tym czasie przebywał już, od roku 1780, w Warszawie, zachowując jednak dzierżawę wsi Dobrowody na Podolu. Pod koniec 1783 r., zrażony do stolicy, opuścił miasto i powrócił na krótko do swego majątku – powstał wówczas jeden z najgłośniejszych jego utworów, Powrót z Warszawy na wieś.

Pierwsza i jedyna wzmianka o powstającym zbiorze Pieśni nabożnych pochodzi z roku 1787, już po likwidacji dzierżawy w Dobrowodach. Letnie miesiące tego roku Karpiński spędzał, podobnie jak czynił to od kilku lat, u Izabeli z Poniatowskich Branickiej w Białymstoku. Poznał ją w roku 1785 w Warszawie i odtąd, korzystając z jej zaproszenia, przyjeżdżał do tej iście królewskiej rezydencji. Stamtąd właśnie wysłał list do ks. Marcina Poczobuta, rektora Akademii Wileńskiej, z bezcennym dla nas dopiskiem: „Za wiersze przysłane dziękuję; przyłączam moje pieśni dla pospólstwa, które tu zrobiłem i śpiewać je wkrótce w kościele będą”. I załączył trzy pieśni: Poranną – Kiedy ranne wstają zorze; Podczas pracy – Boże, z Twoich rąk żyjemy oraz Wieczorną – Wszystkie nasze dzienne sprawy.

Profesor Roman Soból, jeden z najwybitniejszych znawców dokonań Karpińskiego, przy wydaniu Korespondencji Franciszka Karpińskiego z lat 1763-1825, którą opatrzył niezwykle erudycyjnymi komentarzami, napisał: „Z listu wynika, że poeta już w r. 1787 pracuje nad tekstami pieśni kościelnych; wczesne redakcje przesłanych Poczobutowi utworów powstały niewątpliwie w Białymstoku, w lecie r. 1787. Zapowiedź Karpińskiego «i śpiewać je wkrótce w kościele będą» była przedwczesna. Cykl Pieśni nabożnych drukował poeta dopiero w r. 1792, w Supraślu. (…)

Porównanie tekstów przesłanych Poczobutowi z pierwodrukiem Pieśni ujawnia kilka drobnych różnic redakcyjnych. Nie jest jednak wykluczone, że zarówno Psałterz, jak i Pieśni pisał Karpiński na zamówienie duchowieństwa. W takim wypadku mogły one być śpiewane w kościołach jeszcze przed publikacją książkową”.

Można uznać to za podwójny argument na rzecz Białegostoku jako miejsca powstania Pieśni, zarówno ze strony Karpińskiego, który gdyby miał już napisaną pieśń Bóg się rodzi, z całą pewnością wysłałby ją ks. Poczobutowi, jak i prof. Sobola, który – gdyby wiedział o powstaniu wcześniej w Dubiecku Pieśni o Narodzeniu Pańskim, nie użyłby określenia „już pracuje”, a raczej: od kilku lat pracuje.

Trudno przekonać do pewnych swoich racji, ale skoro pierwsze teksty Pieśni nabożnych niewątpliwie powstały w Białymstoku, mamy prawo łączyć powstanie i innych utworów z owej niewielkiej książeczki z Białymstokiem. Ponadto są jeszcze inne okoliczności wskazujące na związek Pieśni nabożnych z miastem Branickich. To z Białegostoku zawiózł Franciszek Karpiński swój zbiorek do Warszawy, by ofiarować go królowi na imieniny (8 maja 1792 r.), dołączając osobny list, na który król odpowiedział z datą 15 czerwca tegoż roku.

>>> „Ta święta noc”. Posłuchaj kolędy w niezwykłym wykonaniu Studia Accantus

Są prawdy, których nie jest w stanie wyrazić język naukowy, czy nawet najbardziej wysublimowana teologia. Może je oddać jedynie poezja. Kiedy zaś mówimy o poezji, sięgamy przede wszystkim do ojczystego języka. Jan Paweł II najczęściej nawiązywał do Pieśni o Narodzeniu Pańskim Franciszka Karpińskiego zarówno w rozmowach, jak i w swoich tekstach oraz przemówieniach. Powtarzał, że jest to jedna z tych kolęd, które najgłębiej oddają teologię Bożego Narodzenia.

– Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Pierwsza strofa pieśni Bóg się rodzi to niebywałe spiętrzenie kontrastów, wydaje się obejmować całą nieogarniętą przestrzeń między niebem a ziemią. Poeta jakże prostymi środkami wyrazu w sposób doskonały potrafił połączyć to, co Boskie, z tym, co ludzkie.

Tylko poezja ma moc unoszenia człowieka „z powrotem ku źródłu”; zderzenie dwu czy więcej dobrze dobranych słów wywołuje w nas – niczym wyładowania elektryczne – błysk rozjaśniający ciemność, wydobywa z niej ukryte, zaskakujące często sensy: „Bóg się rodzi / moc truchleje, Pan Niebiosów / obnażony; Ogień krzepnie / blask ciemnieje, Ma granice / nieskończony. Wzgardzony / okryty chwałą; Śmiertelny / Król nad wiekami!”.

fot. freepik

Wobec przyjścia Boga na świat traci moc, „truchleje” wszelka ziemska potęga, co może wywołać zdziwienie wobec skrajnego ubóstwa „Pana Niebiosów”. Okazuje się wszakże, że nie ma to żadnego znaczenia; „obnażony” Bóg nie traci nic ze swojej potęgi – Jego przyjście powoduje, że „ogień krzepnie, blask ciemnieje”, a Stwórca nawet w ludzkim ciele, pozostaje „nieskończony”. „Śmiertelny” jest „Królem nad wiekami”, „Wzgardzony” – nie było dla Niego miejsca w gospodzie – od początku okryty jest „chwałą”, gdy „mnóstwo zastępów niebieskich (…) wielbiło Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania»”.

Prawdziwie mistrzowskie, zwłaszcza w odniesieniu do omawianej pierwszej strofy, okazało się wykorzystanie cytatu z Prologu Ewangelii według św. Jana. Mistrzowskie zarówno w wymiarze teologicznym, jak i artystycznym. W pierwszej strofie nastąpiło tak niebywałe rozpięcie przestrzeni, że trudno było znaleźć słowa, które mogłyby ją zamknąć w konsekwentny obraz poetycki. Poeta „spiął” owe kontrastowe sui generis paralele jednym znanym powszechnie zdaniem: „A Słowo Ciałem się stało, / I mieszkało między nami”.

Kolejne strofy różnią się zasadniczo od pierwszej, co prowadziło niekiedy do uproszczonych opinii o inwencji artystycznej poety, której jakoby wystarczyło na jedną strofę. Autor nie pragnął jednak zadziwić odbiorców swoją maestrią poetycką, przeciwnie, nawet o tych jakże trudnych prawdach starał się mówić językiem zrozumiałym dla najszerszych kręgów wiernych wypełniających świątynie. W pozostałych zwrotkach ukazywana sytuacja uległa diametralnej zmianie – mowa jest o Bogu, który jest już wśród swego ludu jako Syn Człowieczy. Ale i w tych fragmentach odnajdujemy prawdziwe – użyjmy tego słowa – „perełki”, świadczące o skali poetyckich możliwości autora. Niestety, docierają do nich jedynie nieliczni, „zdolni – jak pisał poeta Jan Lechoń – dzięki modlitwie i poezji obcować z nieokreśloną, a wszystko kryjącą muzyczną i metafizyczną sferą”.

Mówiąc krótko: Karpiński mistrzowsko „przerobił” teologię na poezję…

– Język poetycki łączy linię ziemi i linię nieba. Dla tzw. ateuszy – linię znanego i nieznanego. W tych dwóch światach jednocześnie żyć się nie da – byłoby to swoistą schizofrenią. Te dwa światy łączy poezja, którą, jak powiedział Norwid, trzeba traktować jako „najwyższe z rzemiosł apostoła / i jak najniższą modlitwę anioła”. Po pierwszej zwrotce wszystko dzieje się już tu, na ziemi. Niewidzialny Bóg staje się dla człowieka widzialny. Przyjmując ciało, zgodził się przejść całą drogę ludzkiego życia. I jak w pierwszej strofie człowiek potrzebował Boga, tak w kolejnych – Bóg potrzebuje człowieka.

Ale nadal Boże pozostają „wszystkie wioski i miasta”. Podkreśla Pan, że należy „upomnieć się” o ten drobny zapis.

– Wprawdzie cała Polska śpiewa: „… i wszystkie wioski z miastami”, ja jednak jestem przekonany, że poeta zapisał: „Twoje” – czyli Boże. Po pierwsze: wszystkie – czyli które? W potocznym rozumieniu „wszystko” oznacza „nic”. Poza tym – znalazłem dowody. W 1992 r. Wiesław Szczepaniak z Supraśla wydał reprint pierwodruku Pieśni nabożnych, w którym zapisane było: „I Twoje wioski…”. Ponadto, choć już nie w rękopisach, w latach 1980-1982 miałem okazję dotrzeć do krakowskiego wydawnictwa karmelitańskiego, które w swoich zbiorach, przygotowanych do opracowania muzycznego, potwierdziło ten zapis.

Dodatkowym argumentem jest dla mnie odwołanie się do Mickiewicza. To on, który w znacznej mierze wyrastał z Karpińskiego, w Panu Tadeuszu – we wspomnieniach lat dziecinnych – pisał wyraźnie: „Jak świat był Boży, tak on był nasz własny”. Czyli świat jest Boży, wioski z miastami są Boże! Tak wówczas myślano, tak postrzegano wszystko, co zostało przez Boga stworzone.

Jan Paweł II nieustannie powracał do naszych polskich kolęd i lubił je po prostu śpiewać, przede wszystkim dlatego, że wyrażają bezgraniczną miłość dla Bożej Dzieciny. Czy jako znawca poezji Papieża Polaka może Pan powiedzieć, która była jego ulubioną kolędą?

Gdyby postawić w jakimkolwiek teście czy teleturnieju pytanie, jaka była ulubiona kolęda św. Jana Pawła II, zdecydowana większość uczestników odpowiedziałaby bez wahania, że była to kolęda Oj, Maluśki, Maluśki… No bo istotnie, Papież nie tylko wciąż do niej powracał, ale i… „dopisywał” kolejne zwrotki, zazwyczaj improwizowane ad hoc w trakcie wspólnego śpiewania kolęd, najczęściej na zakończenie spotkania. Zaczęło się to jeszcze na początku lat pięćdziesiątych, gdy został duszpasterzem akademickim. Coroczne spotkania kolędowe początkowo w mieszkaniach studentów stały się zwyczajem młodego kapłana i tak już pozostało do… ostatniego w Watykanie, w 2005 r.

Wspólne śpiewanie odbywało się w mniejszych i większych grupach, a kolędy ks. Karol Wojtyła po prostu uwielbiał. Największą prawdę o Bogu odkrywał właśnie w wydarzeniach nocy betlejemskiej, gdy Anioł ogłosił „radość wielką”, a nasze kolędy utrwaliły ją zarówno w poruszających słowach, jak i najpiękniejszych melodiach.

Wszyscy świadkowie owych spotkań są zgodni, że bodaj nikt nie znał na pamięć – i to nie tylko początkowych zwrotek! – tylu kolęd, co Papież. Nie dość, że znał, to – był wszak poetą – chętnie dodawał coś „od siebie”, czy to poprzez dodanie drugiej linii melodycznej, czy też wymyślając „na poczekaniu” kolejne strofy.

Jak kolęda Oj, Maluśki… dawała Janowi Pawłowi II okazję do „bawienia się” tekstem i melodią, ku uciesze wszystkich, to jednak słowa: „Bóg się rodzi…”, rozpoczynające Pieśń o Narodzeniu Pańskim, niezmiennie skłaniały Papieża do głębokich refleksji.

– W kontekście wielu wypowiedzi Ojca Świętego związanych z Bożym Narodzeniem słowo „ulubiona” w odniesieniu do pastorałki Oj, Maluśki, Maluśki traci uzasadnienie. Papież bodaj na każde Boże Narodzenie nawiązywał do „królowej polskich kolęd”, odwoływał się do niej, kiedy zwracał się nie tylko do rodaków, ale też Urbi et Orbi.

W niczym to nie umniejsza walorów urokliwej przecież, śpiewanej „na góralską nutę” kolędy, wyrażającej „zdumienie wielkie” niepojętą tajemnicą Wcielenia, będące osnową wielu bożonarodzeniowych pieśni: Bóg opuszcza Niebo, by dzielić z ludźmi ich dole i niedole. Rodzi się z „ubożuchnej Matki”, wybiera biedę, głód, łzy… Wszystko to – dodajmy – musiało być jakże bliskie osieroconemu we wczesnym dzieciństwie przyszłemu papieżowi, który będąc już w seminarium duchownym potrafił oddać „bardziej potrzebującemu” otrzymany od ciotki ciepły sweter, i nie było to coś jednorazowego.

Pomimo to, zwracając się z Bożonarodzeniowym orędziem do wiernych całego świata, najczęściej przywoływał słowa właśnie tej „królowej polskich kolęd” – Bóg się rodzi. Cały świat słyszał wówczas słowa Karpińskiego!

Jan Paweł II powiedział m.in.: „W tym radosnym dniu mieszkańcy Rzymu i całego świata słyszą dobrą nowinę o narodzeniu Syna Bożego. (…) Jakże wymownie źródło dzisiejszej radości opiewa słowami pełnymi zdumienia polska kolęda”. Jej słowa papież wykorzystał też w modlitwie do Nowonarodzonego: „Chryste, który rodzisz się wśród nocnej ciszy, kiedy moc truchleje, Panie Niebiosów, który leżysz obnażony w betlejemskiej stajni, przyjmij naszą wspólną wigilijną modlitwę”.

Także w orędziu Urbi et Orbi w roku 1996 przytoczył słowa Franciszka Karpińskiego: „Spraw, aby Twój pokój zapanował tam, gdzie rozbrzmiewa Twoje imię. Podnieś rękę Boże Dziecię i błogosław ziemię, która ujrzała Twoje zbawienie, Ty, który z miłości przyszedłeś, aby zamieszkać między nami”.

Na koniec, jakże przekonujące jest świadectwo abp. Mieczysława Mokrzyckiego, od 1996 r. sekretarza papieskiego, który zauważył: „(…) kiedy widziałem, jak śpiewa kolędę Bóg się rodzi, to aż głos wiązł mi w gardle. Ze wzruszenia. Była w tym jakaś duma, obok siły, która z tej kolędy płynie”.

Rozmawiała Teresa Margańska (KAI)

***

Franciszek Karpiński urodził się 4 października 1741 r. w ukraińskim Hołoskowie w rodzinie szlacheckiej herbu Korab. Wykształcenie zdobywał na lwowskim uniwersytecie, otrzymując tytuł doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Pracował jako nauczyciel na dworach magnackich. Jego debiutancki tomik poetycki to Zabawki wierszem (1781). Dzięki protekcji Ignacego Witosławskiego przekazał swoje utwory księciu Adamowi Czartoryskiemu oraz biskupowi Adamowi Naruszewiczowi. Książę zatrudnił poetę w roli sekretarza interesów politycznych. Z czasem nadzorował także zbiory i archiwizację biblioteki Czartoryskich.

W latach 1785–1818 Franciszek Karpiński przebywał w Białymstoku na dworze Branickich, gdzie napisał między innymi Pieśni nabożne. Później odkupił od Wincentego Orzechowskiego wieś Chorowszczyzna koło Wołkowyska, gdzie spędził resztę życia.

W literaturze rozpoznawalny jest jako twórca sentymentalizmu, w ramach którego wydawał wiele sielanek, dum, elegii, a nawet wierszy patriotycznych, wśród nich znajdują się m.in. Laura i Filon (1762–1765), Sumienie (1780), Podróż do Krakowa i jego okolic. Franciszek Karpiński zmarł 16 września 1825 r. w miejscowości Chorowszczyzna.

Grób poety znajduje się na cmentarzu przykościelnym byłego kościoła i klasztoru misjonarzy w Łyskowie w obwodzie prużańskim na Białorusi. Ma kształt wielokrotnie zmniejszonej wiejskiej chaty. W szczycie znajduje się tablica z płaskorzeźbą półpostaci, pod nią napis: „Oto mój dom ubogi, pod nim Franciszek Karpiński * 1741-1825 * Poeta”.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze