Jurku, pomóż wybrać właściwą drogę… Taki był ks. Jerzy [REPORTAŻ]

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Maria Hanna Popielska znała księdza Jerzego od czasu jego pracy w kościele MB Królowej Polski w Warszawie – Aninie. W 35. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki przyjechała do jego ostatniej parafii – kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie – Żoliborzu. 

Tam, razem z innymi, którzy osobiście znali ks. Jerzego, podzieliła się swoimi wspomnieniami. Mimo, że minęło już 35 lat, to wspomnienia te były bardzo żywe – niekiedy piękne, radosne, czasem też bardzo trudne i bolesne… 

Z kwiatem i z wazonem 

Do Anina przeprowadził się zimą 1975 roku. Choć od tamtych wydarzeń minęło tyle czasu, pani Hanna wspomina te dni i te spotkania z księdzem Jerzym z wielkimi emocjami. Piszę „pani Hanna”, bo w tamtych czasach to imię częściej używali jej znajomi (także ks. Jerzy). Jej mąż – Zbigniew – był od ks. Jerzego o 8 lat starszy. Gdy ks. Popiełuszko zaczął pracę w parafii, Zbigniew już drugi rok ciężko chorował. Hanna wspomina, że ks. Jerzy stał się przyjacielem domu. Był spowiednikiem, zarówno w domu, jak i w szpitalu. – Ks. Jerzy wspierał nas duchowo. O każdej porze dnia i nocy. Był w tym bardzo skromny, troskliwy, opiekuńczy i… bezpośredni – mówi pani Hanna. Ta bezpośredniość przejawiała się niekiedy w oryginalnym humorze. Gdy przyszedł do domu pani Hanny złożyć jej imieninowe życzenia, przyszedł z 1,5-metrową gladiolą. Dodał jednak, że „pewnie nie ma w domu wazonu”. Pochwalił się więc, że ma i wazon i wyciągnął to…

>>> Ksiądz Jerzy Popiełuszko – błogosławiony znany na całym świecie 

fot. Maciej Kluczka

– To był cały kochany ksiądz Jerzy. W parafii opiekował się ministrantami, uczył ich (oczywiście poza rozwojem duchowym) dwóch rzeczy: pracowitości i zaradności. Paweł syn pani Marii – miał wtedy 7 lat, młodszy Adam – 4. Z ministrantami chodził na cmentarz, po to by porządkować znicze, zapalać te, który były wypalone. Dla dzieci, które przystępowały do I Komunii Świętej przygotował obrazki – pamiątki. Naklejali na nich obrazki Matki Bożej, które były przyozdabiane wzorami wypalanymi wypalarką. Te obrazki to nasza pamiątka, wręcz relikwie po ks. Jerzym. Są u nas w  domu – mówi pani Hanna Synowie nadal mają wypalarkę, teraz pracują z nią także moje wnuczki – ogromną wartość dla tej rodziny ma też różaniec, który przez księdza Jerzego podarował im ojciec święty Jan Paweł II.

Zdjęcie: obraz ks. Jerzego przy ołtarzu główny kościoła pw. św. Stanisława Kostki w W-wie, fot. Maciej Kluczka

Jerzy to drogowskaz  

Wszyscy, którzy wspominają ks. Jerzego, podkreślają, że miał w sobie ciepło, które z niego emanowało i przechodziło na drugich. Zawsze utulił moją mamę, gdy do nas przychodził. Pamiętam to i widzę, jakby to było wczoraj – mówi Hanna Popielska. Ks. Jerzy spontanicznie reagował na rożne prośby i różne sytuacje w rodzinach mieszkających na terenie parafii. W lutym 1978 roku zmarł mój mąż. Podczas pierwszego spotkania ks. Jerzy w obecności mojej mamy i brata Janusza zadeklarował swoją pomoc w ukształtowaniu postaw religijnych synów – w tym momencie pani Hanna wyciąga małą i starą kartkę, ale bardzo mocno przez nią chronioną. To modlitwa franciszkańska, którą podarował jej ksiądz Popiełuszko. Radził jej wtedy i zachęcał, by starała się postępować w myśl tych słów. Pani Hanna pokazuje mi tę modlitwę, ogarnia nas wzruszenie. To przecież modlitwa podarowana przez błogosławionego i możliwe, że przyszłego świętego…

fot. Maciej Kluczka

– Ta modlitwa jest drogowskazem w moim życiu! mówi ze łzami w oczach i łamiącym się głosem. Ks. Jerzy poradził jej, by zamiast mszy gregoriańskich za duszę męża odprawić 30 pierwszopiątkowych mszy świętych. By utrzymać przy modlitwie całą rodzinę, właśnie w pierwsze piątki miesiąca. Z parafii w Aninie odszedł w czerwcu 1978 roku. Rodzina pani Hanny spotykała się z nim często i regularnie, także w czasie mszy za ojczyznę. W maju 1982 – podczas mszy z okazji 10-lecia święceń kapłańskich ks. Jerzego synowie pani Hanny – Adam i Paweł byli najmłodszymi uczestnikami nabożeństwa. Byliśmy w kontakcie z ks. Jerzym do ostatnich dni jego życia – wspomina. Gdy ma wymienić najważniejsze dobro, jakie spotkało ją i jej rodzinę ze strony ks. Jerzego to odpowiada: „Był dla nas światłem prowadzącym do Kościoła i do Chrystusa”.

>>> Bp Śmigiel: bł. ks. Popiełuszko był duchownym niezłomnym

Zdjęcie: pamiątka pani Mari Hanny Popielskiej, fot. Maciej Kluczka

Z opłatkiem do ZOMowców  

Kobieta pamięta też bardzo dobrze to, że ks. Jerzy na mszach za ojczyznę prosił wiernych, by rozchodzili się do domów powoli, w ciszy i bez wznoszenia żadnych haseł. On nas zawsze uczył miłości, spokoju, miłości bliźniego, nawet jeśli to była trudna miłość. Uczył żyć według Ewangelii – mówiła pani Hanna. Bardzo podobne wspomnienie ma ks. prałat Tadeusz Wiliński. On pamięta scenę z pierwszej wigilii w stanie wojennym. Gdy parafianie połamali się opłatkiem, ks. Jerzy postanowił wyjść do stojących na ulicy ZOMO-ców. Nikt z nas na to nie wpadł – wspomina ks. Wiliński. Właśnie to tworzenie wspólnoty (niekiedy mimo wszystko) i miłość bliźniego (również mimo wielu przeciwności) to cechy ks. Jerzego Popiełuszki, które w tych wspomnieniach były wspólnym mianownikiem. Spotkanie z tymi, którzy ks. Popiełuszkę znali osobiście, pozwala spojrzeć na niego bez okrągłych i wielkich słów. To człowiek z krwi i kości: w jeansowej kurtce, z uśmiechem na twarzy i miłością w każdym działaniu. 

Zdjęcie: Maria Hanna Popielska z bratem Januszem Darkowski, fot. Maciej Kluczka

Jeansowa kurtka i papierosy w kieszeni  

Ze swoimi wspomnieniami podzielił się też Andrzej Kosiński. Był w piątej klasie szkoły podstawowej, kiedy ks. Popiełuszko przyszedł do jego parafii. Działało w niej wtedy siedmiu ministrantów, doszedł i ósmy – właśnie młody Andrzej. Usłyszał od kolegów, że „jest fajnie”, że „jeżdżą na wycieczki” (m.in. do Niepokalanowa). Andrzej Kosiński w tamtym czasie najbardziej zawdzięczał księdzu Jerzemu to to, że pomógł mu „przejrzeć na oczy”. Młody chłopak – głównie w szkole – nasłuchał się na temat zalet Polskiej Republiki Ludowej, miał w głowie wyryte, że Gierek to drugi Kazimierz Wielki. Wtedy pojawił się ks. Jerzy – w jeansowej kurtce, palący zachodnie papierosy. To właśnie ten ksiądz uświadomił mi, że w kraj, w którym mieszkam, nie jest krajem wolnym. To on powiedział mi, że prymas był więziony i że obchody milenijne zorganizowane przez państwo były przygotowane po to, by przykryć te kościelne pan Adam pamięta, że ks. Jerzy bardzo dbał o kontakt z wiernymi oraz łatwo i skutecznie potrafił go nawiązać. Na parafialny dzień chorych zawoził wiernych autem, rozmawiał z każdym, zadawał pytania i uważnie słuchał. I miał uśmiechniętą twarz – dodaje Andrzej Kosiński. 

>>> Włocławek: rozpoczęły się obchody 35. rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki

fot. Maciej Kluczka

Duszpasterz lekarzy i pielęgniarek  

Z kolejnej parafii ks. Jerzego – z parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie – pamięta go Anna Gręziak. Posługę tam rozpoczął w 1981 roku otrzymując jednocześnie nominację na duszpasterza ludzi służby zdrowia. Widywaliśmy się z księdzem często. W stanie wojennym zapytał mnie: „Aniu, dlaczego nie przychodzisz na msze święte za ojczyznę?” – wspomina pani Anna. Odpowiedziała wtedy, że nie odpowiada jej ten wyraźny rys antysystemowy. Jurek odpowiedział wtedy: „To nie tylko to. Czy wiesz, ilu ludzi dzięki tym mszom wróciło do Boga? Ilu przystąpiło po wielu latach do sakramentów?” przywołuje słowa ks. Popiełuszki. I od tamtego momentu uczestniczyła w mszach już regularnie. Napisałem kazanie – jest bezpieczne mogą mnie nawet zamknąć a i tak będzie odczytane – mówił wtedy ks. Jerzy. 

fot. Maciej Kluczka

Naturalnie „na ty” 

Ci, którzy znali ks. Jerzego podkreślają, że szybko przechodziło się z nim na „ty” i nie dotyczyło to tylko równolatków duchownego. Działo się to jakoś naturalnie. Pani Anna wspomniała też misję, której podjął się ks. Jerzy. Zorganizował coś w rodzaju podziemnego uniwersytetu. Były to szkolenia dla działaczy Solidarności, które miały przygotować ich do pełnienia ważnych funkcji w służbie publicznej. W najgłębszej konspiracji uczono się więc m.in. prawa, socjologii i psychologii. Wejście do sali było poprzedzone skrupulatnym sprawdzeniem legitymacji. Pani Anna miała (i ma do dziś) legitymację numer 44.

31.08.1980 pod tym krzyżem ks Popiełuszko na prośbę strajkujących hutników odprawił po raz pierwszy mszę na terenie zakładu Huty Warszawy, fot. Maciej Kluczka

– To, co wtedy mówił nam ks. Jerzy, stało się dla nas rodzajem testamentu. Mówił nam, że będziemy musieli działać nieco inaczej, że najważniejsze jest tworzenie wspólnot, w pracy, na osiedlach. Wspólnot, które będą się wspierać w kryzysowych momentach. Chodziło o to, by ludzie byli sobie bliscy i by, gdy nadarzy się ku temu okazja i potrzeba, mogli razem odbudować ten kraj – wspomina Anna Gręziak 

Byłam anestezjologiom. Nigdy nie mówił, że czegoś mu potrzeba. Widział tylko potrzeby innych. Gdy ktoś, czegoś potrzebował – mobilizował otoczenie (Anna Gręziak).

Zdjęcie: Warszawa, siostra Teresa Boguszewska składa wieniec przed grobem ks. Popiełuszki w parafii p.w. Stanisława Kostki, fot. Paweł Supernak, PAP

– Jestem gotowy na wszystko – powiedział kapłan krótko przed 19 października 1984r. Potem była śmierć… , ból i łzy – mówi pani Anna. Pamiętam o jego testamencie, przed każdą trudną decyzją odwiedzam jego grób i proszę: Jurku, pomóż wybrać właściwą drogę. 

Zdjęcie: od prawej pani Alfreda Popiełuszko, w środku jej mąż i brat ks. Jerzego – Józef Popiełuszko, po lewej: Maciej Kluczka

*** 

Pani Marii Hannie, Pani Annie, Panu Andrzeju oraz Państwu Józefowi i Alfredzie Popiełuszko dziękuję za rozmowy. To był zaszczyt! (Na zdjęciach: tablice pamiątkowe z wnętrza kościoła pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie).

 

Galeria (5 zdjęć)
Zobacz także
Wasze komentarze