fot. EPA

Kapelan wojskowy uważa, że pozostawanie w Patriarchacie Moskiewskim oznacza współudział w zabijaniu Ukraińców

Przynależność do Kościoła Patriarchatu Moskiewskiego oznacza w istocie współudział w mordowaniu obywateli ukraińskich i niszczeniu swego kraju – uważa ks. Serhij Dmitrijew, kapelan wojskowy z Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU).

W rozmowie z portalem Grunt m.in. opowiedział on o stałym pobycie wśród żołnierzy na froncie i o kontaktach z Rosją. Przedstawił też swój punkt widzenia na rolę Watykanu i papieża w obecnej wojnie oraz na perspektywy pojednania ukraińsko-­rosyjskiego.

Błogosławienie zabójstw

W chwili wybuchu wojny, 24 lutego, kapłan znajdował się koło Bachmutu jako kapelan 30. brygady zmechanizowanej Ukraińskich Sił Zbrojnych. Wcześniej jako jeden z pierwszych duchownych Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Patriarchatu Moskiewskiego; UKP) opuścił go i przeszedł do nowo powstałego PKU, który 6 stycznia 2019 otrzymał autokefalię od Patriarchatu Konstantynopolskiego. Na jego decyzję wpłynął fakt poparcia przez UKP zajęcia Krymu przez Rosję i działań separatystów prorosyjskich w Donbasie.

>>> Ukraina: wojna oczami kapelana wojskowego

Obecnie, „gdy Patriarchat Moskiewski zaczął błogosławić zabójstwa obywateli ukraińskich, odebrałem to jako zbrodnię” – powiedział kapelan, nazywany przez wojskowych „Padre”, czyli, po włosku, ojciec. Zwrócił uwagę, że Kościół rosyjski na Ukrainie, w tym także w Chersoniu, w którym posługiwał on kilkanaście lat, był i pozostaje do dzisiaj bazą tzw. „ruskiego świata”. Jego cerkiew w tym okupowanym przez Rosjan mieście na południu kraju po wtargnięciu tam agresorów, została przymusowo wcielona do UKP.

Obecnie duchowny jest naczelnym kapelanem wojsk obrony terytorialnej, liczącej ponad sto tysięcy żołnierzy i oficerów. Zgodnie z nowymi przepisami w armii ukraińskiej ma być ok. 200 kapelanów, których trzeba wyszkolić, ukształtować, stworzyć dla nich odpowiednie struktury. Chodzi o to, „aby ci ludzie, którzy niosą wojskowym wiarę, nadzieję, dobro i światło, dbali nie tylko o ich uczucia religijne, ale też o pomoc psychologiczną o społeczny wymiar ich służby” – wyjaśnił kapelan. Dodał, że jest to również troska o tolerancję i wolność wyznania. W tym kontekście nie zgodził się z rozpowszechnionym poglądem, jakoby „na wojnie nie było ateistów”, gdyż są tam i ateiści, i agnostycy, i poganie, ludzie różnych wyznań, toteż „ważne jest także przyjęcie tych osób”.

Czy Watykan stoi po stronie Ukrainy?

Ks. Dmitrijew zapewnił, że stale przebywa czy to w jednostkach wojskowych, czy wprost w strefie działań bojowych, a „wojna pełnowymiarowa” zastała go w rejonie Bachmuta i Łuku Switłodarskiego [w obwodzie donieckim – KAI]. Zauważył, że ludzie, którzy przychodzą do niego ze swymi sprawami, są tacy sami, jak inni, a od cywilów różni ich jedynie to, że są gotowi bronić kraju z bronią w ręku, nawet za cenę własnego życia. „Są pewne odmienne warunki, zasady, dyscyplina, porządek dnia, ale poza tym wszystko jest takie samo” – stwierdził kapłan. Wskazał, że do wojska trafiło wielu niezawodowców, spotykał np. dyrektorów firm komercyjnych, dziennikarzy, śpiewaków, projektantów, spikerów telewizyjnych i innych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie trzymali broni w ręku.

Zdaniem duchownego nie można mówić o jednej reakcji wspólnot religijnych na obecną wojnę, gdyż reagują ludzie – jedni popierają ją, inni nie, niezależnie od swego wyznania. Na przykład w Europie Ukrainę wspierają Polska i kraje bałtyckie, ale Węgry już nie. W tym kontekście ks. Serhij zauważył, zastrzegając się, iż jest to jego osobisty pogląd, że Watykan nie stoi po stronie Ukrainy. Nuncjusz apostolski w Kijowie nie jest aktywny w tym względzie w odróżnieniu np. od ambasadora Litwy czy przedstawiciela Stanów Zjednoczonych. „Na Wielkanoc udał się on do Ławry Kijowsko-Pieczerskiej i modlił się z duchownymi moskiewskimi, oznacza to poparcie dla Patriarchatu Moskiewskiego” – stwierdził ks. Dmitrijew.

Patriarcha Cyryl, fot. EPA/MAXIM SHIPENKOV

Ocenił też, iż zamknięcie oczu przez niektórych polityków, w tym również watykańskich, na wojnę rozpoczętą jeszcze w 2014, „umożliwiło pełnowymiarowe wtargnięcie wojsk rosyjskich na Ukrainę i dziś mamy jeszcze więcej ofiar”. „Jeśli nadal nie będzie należytej reakcji [zagranicznej], to będziemy mieli jeszcze okrutniejszą wojnę u nas, a później w Europie” – jest przekonany o. Serhij.

>>> Ukraina: niezwykle trudno jest uczyć w warunkach wojennych

Opowiedział następnie o kierowanej przez siebie w ramach PKU służbie socjalnej pod nazwą „Eleos-Ukraina”, obejmującej sieć organizacji obywatelskich, broniących praw człowieka, walczących z przemocą domową itp. Schronisko „Eleosu” w Buczy przeżyło okupację, przebywające tam kobiety i dzieci widziały wybuchy pocisków, potem większość z nich udało się wywieźć. Dziś placówka ta wznowiła działalność. Organizacja zamierzała uruchomić jeszcze trzy podobne przytułki w obwodach kijowskim, donieckim i charkowskim, ale wybuch wojny pokrzyżował te plany i obecnie schroniska „Eleosu” działają w obwodach iwanofrankowskim, czerniowieckim i na Wołyniu.

Sytuacje skrajne

Celem tej działalności socjalnej jest nie tylko udzielenie schronienia, ale także socjalizacja, współpraca z psychologami, szukanie pracy, mieszkania, poradnictwo duchowe, troska o zdrowie fizyczne itd. Prawosławny kapłan oznajmił, że trwają prace nad projektem, mającym na celu utworzenie schroniska dla kobiet zgwałconych przez wojskowych rosyjskich, a ponieważ jest to problem nie tylko związany z armią rosyjską i z wojną, projekt ten również po wojnie ma pomagać kobietom-ofiarom przemocy seksualnej.

W tym kontekście przypomniał, że Kościół opowiada się za ochroną życia i potępia aborcje, dodając jednak, że każdy człowiek ma prawo do decydowania „i nie mamy prawa potępiać kobiety, która przerwała ciążę”. Kościół nie powinien czegoś zabraniać, ale obowiązkiem duszpasterza jest być obok człowieka w każdej sytuacji życiowej i przy każdym wyborze. Wskazał na trudne przypadki np. 12-letniej dziewczynki, zgwałconej przez żołnierza rosyjskiego. „Jej matka jest bardzo wierząca i nie chce, aby córka dokonała aborcji, ale po porodzie chciałaby zostawić ją w domu dziecka. Ojciec zaś mówi, że nie będzie nikogo utrzymywał i opowiada się za aborcją” – stwierdził ks. Serhij. Zaznaczył, że był u nich ksiądz z Patriarchatu Moskiewskiego i przekonał ich, że dziewczynka ma urodzić, ale – zapytał retorycznie kapelan – czy ten duchowny będzie nadal pomagał jej i jej dziecku, czy ograniczy się tylko do porad?

>>> Prezydent Niemiec skrytykował Rosyjski Kościół Prawosławny za wspieranie wojny z Ukrainą

Duchowny stwierdził, że obecnie pozostawanie w Kościele podlegającym Patriarchatowi Moskiewskiemu oznacza współudział w mordowaniu obywateli ukraińskich. On sam wystąpił z UKP wkrótce po powstaniu Prawosławnego Kościoła Ukrainy, tym bardziej że jego parafia w Chersoniu już wcześniej była ukraińskojęzyczna, działały w niej różne narodowe organizacje i stowarzyszenia ukraińskie. O ile jeszcze za poprzedniego zwierzchnika UKP, metropolity Włodzimierza (zmarłego w 2014) mówiło się o zjednoczeniu ukraińskiego prawosławia, to po „rewolucji godności” na kijowskim Majdanie (2013-14), a zwłaszcza po zajęciu Krymu przez Rosję i rozpoczęciu wojny w Donbasie stało się to niemożliwe.

Ks. Dmitrijew wyraził opinię, że ewentualne pojednanie między Ukraińcami a Rosjanami jest możliwe dopiero „po zwycięstwie dobra nad złem, po zwycięstwie Ukrainy”. Wyjaśnił przy tym, że następuje to wtedy, gdy człowiek prosi o przebaczenie i kaja się za to, co zrobił. Przyznał, że podoba mu się stwierdzenie, iż przebaczyć może tylko ofiara. „Gdy stoimy przy murze pamięci poległych żołnierzy, to odpowiedzi na to pytanie [o pojednanie – KAI] mogą udzielić tylko ich dzieci i matki, to one mają prawo mówić o przebaczeniu i pojednaniu” – podkreślił prawosławny kapelan. Dodał, że zamiast zastanawiania się nad tym, czy przebaczyć czy nie, „mamy obecnie prawo bronić i wspierać tych, którzy ucierpieli”.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze