fot. Grzegorz Szpak, NINIWA

Komentarz do Ewangelii, 5 sierpnia 2025

Z Ewangelii na dziś: „Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!». Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!». A On rzekł: «Przyjdź!». Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!». Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?». Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym». Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, posłali po całej tamtejszej okolicy i znieśli do Niego wszystkich chorych, prosząc, żeby ci przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni” (Mt 14,22-36). 

Na początek trochę geografii – ona naprawdę ma tu znaczenie. Wydarzenie dzieje się na jeziorze Genezaret. To niewielki akwen, ale otoczony górami. Wiatr wpada przez niskie brzegi gdzie jest dopływ i odpływ Jordanu, a potem zamyka się między skalnymi urwiskami. W jednej chwili robi się na nim sztorm jak na morzu. Dodatkowo – jezioro Genezaret leży najniżej ze wszystkich jezior świata, około 210 metrów poniżej poziomu morza. To naprawdę wielka depresja. To ważna wskazówka. Czasami mamy poczucie, że jesteśmy właśnie tam: na dnie. Że toniemy w problemach, w lękach, w grzechach, depresji, w samotności. Że nie mamy już jak się wydostać. Ale jest przecież On. Jak wtedy, gdy Piotr zaczął tonąć, a Jezus wyciągnął do niego rękę, tak może być z nami. Nie zawsze wszystko pójdzie gładko – Piotr też na chwilę stracił odwagę, ale nawet wtedy Jezus go nie zostawił. W języku greckim, którym spisano Ewangelię, słowo baínō, użyte na określenie „chodzić” po wodzie, oznacza nie tylko chodzenie, ale „stąpać pewnie”. Jezus nie tylko chodził po falach – On pewnie stał nad tym, co przerażało innych. Obchodzimy wspomnienie Matki Bożej Śnieżnej. Legenda mówi, że śnieg wskazał miejsce, w którym miała powstać bazylika ku Jej czci, mimo środka lata. W czasie naszych życiowych sztormów Maryja jest właśnie takim „śniegiem w lecie” – nieoczekiwanym znakiem, że Bóg czuwa, że wskazuje drogę i otula nas swoją obecnością. Kiedy zaczynamy tonąć, Ona, Matka, zawsze wskazuje na Jezusa – na Tego, który wyciąga rękę. Jest ratownikiem. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze