fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Komentarz do Ewangelii, 4 sierpnia 2025

Z Ewangelii na dziś: „Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności». Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!». Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj». Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci” (Mt 14,13-21). 

Uczniowie słyszą od Jezusa krótkie, ale mocne wezwanie: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!”. To wezwanie jest ważne również dziś. Jako chrześcijanie nie jesteśmy tylko od tego, by patrzeć na potrzeby świata z boku. Jezus zaprasza nas, żebyśmy wzięli odpowiedzialność za to, czym karmimy innych: w domu, w pracy, na ulicy, w sieci. Nie chodzi tylko o spektakularne rozmnożenia chleba i ryb. Chodzi o codzienne „karmienie” dobrym słowem, szacunkiem, pomocą, uważnością. O miłość, która nie stawia warunków: „Kocham cię, bo…” albo „Pomagam ci, bo…”, ale która kocha i pomaga pomimo. W dzisiejszym świecie łatwo „karmić” ludzi wszystkim, co prowadzi do podziału: plotką, hejtem, osądem, niecierpliwością. Jezus wzywa nas, by karmić czymś zupełnie innym: Bogiem, Ewangelią, pokojem. Pamiętajmy, że rozmnożenie chleba jest jedynym cudem opisanym we wszystkich czterech Ewangeliach – Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. To pokazuje, jak ogromne znaczenie ma w chrześcijaństwie symbol karmienia innych i dzielenia się. Dla pierwszych wspólnot chrześcijańskich był to znak, że Bóg zawsze zatroszczy się o swój lud – przez prostych ludzi, zwyczajne ręce. Święty Jan Maria Vianney, dzisiejszy poatron, robił to przez całe swoje życie. Choć był zwyczajnym wiejskim proboszczem w Ars, przez jego ręce tysiące ludzi doświadczało obecności Boga. Czasem wystarczył jeden gest, jedno zdanie wypowiedziane z miłością. Nie chodzi o wielkie dzieła, ale o wielkie serce. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze