fot. pixabay

Kryzys małżeństwa wiąże się z kryzysem celibatu

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
Od 140 lat w Stanach Zjednoczonych nie było tak mało żonatych mężczyzn – zauważa Charles Lehman z Instytutu Badań nad Rodziną w Virginii. Twierdzi on, że w USA mamy do czynienia z poważnym kryzysem małżeństwa. Zmniejszająca się liczba powołań do życia zakonnego jest z nim ściśle związana – uważa dziennikarka Eve Tushnet z „Catholic Herald”.
 

Trendy kulturowe i ekonomiczne zniechęcają młodych ludzi do małżeństwa. Ostrzega się ich, aby nie wiązali się „za wcześnie”, czyli zanim staną się „stabilni finansowo”. Jednak utrzymujące się skutki kryzysu z 2008 roku, gwałtownie rosnące koszty mieszkaniowe w Stanach Zjednoczonych oraz niezwykły wzrost zadłużenia z tytułu pożyczek studenckich sprawiły, że dla wielu osób stabilność finansowa jest nieosiągalnym marzeniem. „Stąd tyle samotnych osób” – wyjaśnia Tushnet.

>>> Bliski współpracownik Franciszka podpowiada papieżowi, co zrobić z celibatem…

Okazuje się, że problemy finansowe to nie tylko przeszkoda na drodze do małżeństwa. W USA zamykają one bardzo często młodym ludziom drogę do życia zakonnego. Większość zgromadzeń nie przyjmuje bowiem zadłużonych kandydatów. Nie robią tego nie tylko ze względu na brak środków na spłatę długów, ale także z obawy, że młody człowiek być może wybiera życie zakonne po to, by uciec przed odpowiedzialnością. Jednak młodych zadłużonych w Ameryce jest dzisiaj mnóstwo. Szacuje się, że nawet 42 proc. wszystkich osób zainteresowanych życiem zakonnym nie może zrealizować powołania z powodu długów z tytułu pożyczek studenckich. Są one w Stanach Zjednoczonych bardzo powszechne, a dziś wielu kandydatów wchodzi za klauzurę w starszym wieku niż ich poprzednicy, często właśnie po studiach, za które dużo zapłacili. Większość z nich ma poważne długi, czasem sięgające 40 tys. dolarów.

>>> Celibat na ławie oskarżonych

Krajobraz ekonomiczny i kulturowy, w którym duża liczba młodych ludzi nie może wejść ani w życie małżeńskie, ani zakonne – dwie najbardziej oczywiste i zrozumiałe formy daru z siebie dla katolików – to krajobraz, w którym dorosłość definiuje się nie przez miłość ofiarną, ale przez beztroskie dryfowanie przez życie. „Ten stan tylko potęguje erozję życia małżeńskiego i zakonnego” – czytamy w „Catholic Herald”.

Zobacz także
Wasze komentarze