fot. Nigel sb/unsplash

fot. Nigel sb/unsplash

Ks. dr Jarosław Tomaszewski: Urugwaj potrzebuje papieża bardziej niż tamtejszy Kościół [ROZMOWA]

Urugwaj potrzebuje Leona XIV być może bardziej niż tamtejszy Kościół katolicki, ponieważ głęboko zsekularyzowane społeczeństwo zmaga się z kryzysem kultury, rodziny i życia społecznego – uważa ks. dr Jarosław Tomaszewski, były misjonarz w tym kraju.

W rozmowie z KAI wskazuje na cichą, prowadzoną często bez rozgłosu pracę ewangelizacyjną urugwajskich katolików i podkreśla znaczenie cierpliwego przekazywania wiary „z duszy do duszy”. Przestrzega jednak przed oczekiwaniem, że sama wizyta papieża rozwiąże problemy miejscowego Kościoła.

>>> Papież z aksamitu. Niezwykłe przygotowania w więzieniu Chorrillos

Łukasz Kasper: 6 listopada Leon XIV rozpocznie swoją podróż po Ameryce Łacińskiej od Urugwaju. Jakie znaczenie ma ten wybór? Czy może być odczytywany jako zwrócenie uwagi na Kościół działający w szczególnie trudnych warunkach, gdzie katolicy stanowią mniejszość, a wiara nie jest oczywistym elementem życia społecznego?

Ks. dr Jarosław Tomaszewski: Również. Ale myślę, że duży wpływ na wybór pierwszej stacji papieskiej pielgrzymki do Ameryki Łacińskiej ma po prostu dobra relacja, a nawet przyjaźń, jaka łączy od kilku lat Leona XIV z kard. Danielem Sturlą, arcybiskupem Montevideo, stolicy Urugwaju. To biskup zasłużony w walce o wolność religijną dla Kościoła katolickiego w tym kraju. Dzięki kard. Sturli, jego publicznym, odważnym wypowiedziom czy deklaracjom, ale też umiejętnej, szerokiej działalności misyjnej, pozycja katolicyzmu w przestrzeni życia społecznego Urugwaju jest bardziej zauważona i uszanowana. To pierwszy punkt, w moim odczuciu, dla którego Ojciec święty zaczyna podróż latynoamerykańską od Urugwaju.

Poza tym nie tyle nawet Kościół katolicki w tym kraju, co samo społeczeństwo urugwajskie dramatycznie potrzebuje kotwicy ratunkowej w postaci nowej nadziei, którą może zawieźć tam papież. Urugwaj nie ma ugruntowanej kultury życia rodzinnego, jest społeczeństwem bezdzietnym, głęboko starzejącym się, o mocno depresyjnym horyzoncie. Od ponad dwóch dekad socjalistyczny, a nawet komunistyczny rząd zrzeszony w ruchu politycznym pod nazwą „Frente Amplio”, zdołał przeforsować skrajnie lewicowe eksperymenty światopoglądowe, które poważnie osłabiły żywotność urugwajskiego społeczeństwa. W Urugwaju od wielu lat legalna jest uprawa marihuany w prywatnym ogródku przy domu, aborcja oraz eutanazja na życzenie. To sprawia, że przybycia papieża do Urugwaju być może społeczeństwo potrzebuje jeszcze bardziej niż Kościół. I byłaby to bardzo Boża wersja wydarzeń oraz otwarcie nowej karty misyjnej w tak ciekawym regionie świata.

W latach 2014–2021 pracował ksiądz na placówkach misyjnych w Urugwaju. Czego osobiście najbardziej ksiądz po tej pielgrzymce oczekuje?

Modlę się o to, by fenomen podróży apostolskich Leona XIV do Hiszpanii, a potem Francji w Europie, powtórzył się nad La Platą w Ameryce Południowej. Chodzi mi o to, że obecny papież pielgrzymuje stosunkowo dużo, ale inaczej niż Jan Paweł II. Kiedy polski papież przemierzał świat, robił to na sposób proroczy. Jan Paweł II docierał na krańce kultur jak wielki powiew potężnego ducha, jak żywy świadek i mówca. Prowadził dzięki temu skuteczną działalność misyjną. To on budził Kościół do życia. Leon XIV jest inną osobą, spokojny, skoncentrowany na życiu wewnętrznym. A to oznacza, że ten papież przybywa do jakiegoś miejsca i dzięki swojej delikatności oraz postawie kontemplacyjnej ma zdolność ukazać wykonaną już tam pracę misyjną. Tak stało się właśnie we Francji i Hiszpanii, gdzie Kościół katolicki przez ostatnie trzydzieści lat był wręcz pomijany, jeśli nie upokorzony cywilizacyjnie albo kulturowo. Ale katolicy w tych krajach wraz ze swoimi biskupami i wspólnotami formacyjnymi wykonali w międzyczasie, jak gdyby w podziemiu, a zatem w niesprzyjających warunkach, ogromną pracę misyjną. Leon XIV dotarł do nich tylko dzięki osobistemu, cichemu charyzmatowi, potrafił ukazać owoc pracy ostatnich lat w Kościele hiszpańskim lub francuskim.

EPA/Federico Gutierrez 
Dostawca: PAP/EPA.
EPA/Federico Gutierrez
Dostawca: PAP/EPA.

Katolicy w Urugwaju, co najmniej w ostatniej dekadzie, prowadzeni przez kilku biskupów oraz nowe pokolenie młodych księży urugwajskich i misjonarzy, wykonali również poważną pracę misyjną. Odcięli się w dużej mierze od trucizny teologii wyzwolenia, niszczącej przez czterdzieści lat ducha latynoamerykańskiego katolicyzmu. Wrócili do sakramentów i pogłębionej katechezy oraz formacji, co ponownie wydało oczyszczony zalążek katolicyzmu. Chciałbym więc, by fenomen podróży apostolskich do Francji lub Hiszpanii jakoś powtórzył się może w Urugwaju. By papież znów wziął w swoje ręce owoc misyjnej pracy Kościoła z ostatnich lat i ukazał go całemu światu.

Zatrzymajmy się na chwilę na doświadczeniach księdza z pracy wśród Urugwajczyków. Czy jest coś, co zdaniem księdza Kościół w Polsce mógłby zaczerpnąć od tamtejszych wspólnot, zwłaszcza w docieraniu do ludzi, którzy nie czują już związku z Kościołem?

Myślę, że dzięki doświadczeniu misji z Urugwaju kilka perspektyw duszpasterskich i społecznych z tamtych lat najbardziej wychowało mnie do cierpliwej pracy ewangelizacyjnej. Pierwsza – można przekazywać wiarę, nie będąc większością, ale szlachetną mniejszością w społeczeństwie. Wspomniany tutaj już kard. Sturla określa Kościół katolicki w Urugwaju jako rodzinę duchową pequeña pero bella – maleńką, ale za to piękną. Można pokochać misję w dystansie do złudnej masowości. Dalej – wiarę przekazuje się nie tłumom, lecz jeden drugiemu w osobistym spotkaniu. Z duszy do duszy. To proces wymagający pokory i cierpliwości, ale szalenie skuteczny. Wreszcie – kultura chrześcijańska, jeśli jest żywa, bardzo pomaga w misji i jest skutecznym narzędziem ewangelizacji, ale nie jedynym. Jeśli gdzieś jeszcze lub nagle nie ma dawnej kultury chrześcijańskiej, trzeba szukać innych sposobów i narzędzi rozkrzewiania wiary objawionej. Tego nauczył mnie Urugwaj na zawsze i myślę, że jest to co prawda nie do skopiowania, ale do przemyślenia w Polsce.

Urugwaj, jak już ksiądz wspomniał, należy do najbardziej zsekularyzowanych krajów Ameryki Łacińskiej. Przewodniczący tamtejszego episkopatu bp Milton Tróccoli mówi o nadziei na „duchową wiosnę” po wizycie papieża. Czy ta wizyta może rzeczywiście ożywić wiarę?

Oczywiście, że przybycie Leona XIV do Urugwaju umocni wielu autentycznych katolików. Choć przypuszczam, że rozumiem, o czym mówi bp Milton Tróccoli, to jednak nie szedłbym w kierunku nadzwyczajnych oczekiwań w odniesieniu do wizyty Ojca Świętego. Kościołowi katolickiemu w Urugwaju nie jest potrzebny papieski cud, lecz powszechny – to znaczy w każdej już diecezji, w jedności, a nie w oderwanych fragmentach – powrót do solidnej misji, do respektowania nauki wiary, do pogłębionej formacji, umiłowania liturgii i sakramentów oraz rzetelnego wychowania młodych kapłanów. Wtedy pielgrzymka Leona XIV będzie dopiero oczekiwaną zmianą kierunku i zaowocuje bez wątpienia błogosławieństwem Boga dla miejscowego Kościoła

A co musiałoby się wydarzyć, żeby owoce tej wizyty apostolskiej nie ograniczyły się do kilku dni zainteresowania mediów, co niestety bardzo często w przypadku podróży papieskich się zdarza?

Być może – jak zostało to udowodnione nagle, ku zdumieniu tak zwanych elit we Francji i w Hiszpanii – Pan Bóg pokaże publicznie, że jedyną odpowiedź na zapaść kultury i życia społecznego mają nie wpływowi ideologowie albo rządzący, ale solidarny z ludźmi Kościół katolicki. Bo tak naprawdę jest w Urugwaju. Na ubogie dzielnice w Urugwaju nie mają od lat pomysłu ani rządzący, ani skrajnie lewicowi ideolodzy, natomiast owocnie, cicho, bez rozgłosu pracuje tam Kościół. Na przykład w największym slumsie Montevideo, o nazwie Borro – już sam tytuł dzielnicy nie brzmi przyjaźnie – nie bardzo radzi sobie nawet urugwajska policja. Natomiast bardzo owocnie służą w tej skrajnie trudnej dzielnicy od lat  siostry Misjonarki Miłości Matki Teresy. W Borro powstała też ciekawa inicjatywa katolików świeckich, formowanych przez Opus Dei – instytucja edukacyjna dla dzieci i młodzieży pod nazwą CADI. Gdyby okazało się podczas pielgrzymki papieskiej, że Kościół katolicki w Urugwaju ma rzeczywistą odpowiedź na problemy człowieka, a nie mają jej wcale ideologie, wówczas przyjazd Leona XIV nad brzegi La Platy nie będzie jedynie, daj Boże, medialnym fleszem.

EPA/FABIO FRUSTACI Dostawca: PAP/EPA.
EPA/FABIO FRUSTACI
Dostawca: PAP/EPA.

Biskupi Urugwaju zwracają uwagę na osłabienie przekazu wiary w rodzinach i spadek liczby chrztów dzieci. Jednocześnie coraz więcej młodych i dorosłych prosi o chrzest lub pełną inicjację chrześcijańską. Jak Ksiądz interpretuje ten pozorny paradoks? Jest w tym jakaś szansa dla Kościoła misyjnego?

W Urugwaju nigdy nie istniała kultura katolicka jako publiczna większość. To oznacza, że ludzie przychodzą do Kościoła raczej tylko wtedy, gdy przekonuje ich siła i duchowy urok Ewangelii. Wzrost indywidualnych nawróceń ludzi dorosłych w Urugwaju zdradza bankructwo systemów lewicowych oraz ich eksperymentów, o których już wspominałem. Rzeczywiście, kto żyje i prowadzi misjonarskie działania w Urugwaju, mimo powolnych efektów, widzi jednak jasno, że człowiek jest z natury głodny Boga. Że ateizm to sztuczny system, nieautentyczne laboratorium w stosunku do wnętrza człowieka. I że nic, dosłownie nic, nie powstrzyma człowieka na drodze do odnalezienia sensu.

Wśród problemów wskazywanych przez urugwajskich biskupów są ubóstwo dzieci, przemoc związana z handlem narkotykami i wysoka liczba samobójstw wśród młodzieży. Jakiej odpowiedzi spodziewa się Ksiądz od Ojca Świętego wobec tych wyzwań?

Papież Leon XIV, mimo osobistej delikatności, a może paradoksalnie dzięki takiemu a nie innemu charakterowi, potrafi dobitnie podkreślać fakty i wartości. Po prostu, w obliczu rozpaczliwej sytuacji kulturowej i cywilizacyjnej w Urugwaju, Ojciec Święty musi tam wykonać dobrą robotę misyjną. Z pewnością nazwie więc rzeczywistość po imieniu, w swoim stylu wskazując na rzetelne rozwiązanie problemów w Osobie Chrystusa. Dokładnie tego potrzebuje Urugwaj od misyjnego Następcy św. Piotra.

Urugwajczycy pamiętają pielgrzymki Jana Pawła II z 1987 i 1988 roku, którym przypisuje się znaczenie dla jedności społecznej i ożywienia religijnego. Czy jednak można porównać sytuację Kościoła w tamtym czasie z dzisiejszą? Jakie przesłanie Leona XIV mogłoby mieć podobną siłę oddziaływania?

Będę zupełnie szczery i powiem, że kontekst społeczny, kulturowy, a nawet kościelny pielgrzymki papieskiej do Urugwaju dzisiaj jest znacznie bardziej złożony, niż było to za pontyfikatu Jana Pawła II. Kościół wówczas miał jeszcze jakieś przyczółki w kulturze, a Urugwaj sam w sobie dysponował większymi zasobami w życiu publicznym. Dzisiaj, po latach, zarówno państwo urugwajskie, jak i Kościół katolicki, dosłownie zmuszone są do działania w kontekście aksjologicznej pustki. Katolicy przechodzą tę próbę znacznie lepiej niż niewierząca czy nawet antychrześcijańska część społeczeństwa urugwajskiego. Jestem pewien, że Leon XIV jest dobrze poinformowany o tak dramatycznym kontekście i że Ojcu Świętemu wystarczy łaski, by odnaleźć się wobec gigantycznego wyzwania. W końcu przecież obecny Następca św. Piotra – w podwójnym znaczeniu jako obywatel i jako duchowny – pochodzi z kontynentu amerykańskiego.

Urugwaj. fot. EPA/Raul Martinez
Urugwaj. fot. PAP/EPA/Raul Martinez

Leon XIV będzie kontynuował pielgrzymkę w Argentynie i Peru. Jest związany bardzo mocno zwłaszcza z tym drugim krajem. Jak, zdaniem księdza, to doświadczenie ukształtowało sposób patrzenia kard. Prevosta na Kościół i jego misję?

Po pierwszych krokach Leona XIV jako papieża osobiście myślę, że bycie biskupem w Chiclayo, w Peru, oczywiście miało wpływ na Roberta Prevosta, lecz nie stuprocentowy. Papież spędził trochę czasu na misjach. Ale wydaje się jednak równie często sięgać w posłudze Piotrowej do bogactwa duchowości augustiańskiej oraz do wielu lat życia i pracy w formacie watykańskiego urzędnika. Zarówno, gdy był przełożonym generalnym augustianów, jak i prefektem dykasterii. I to wszystko, obok doświadczenia misyjnego z Peru, buduje Leona XIV równomiernie. To dobrze. Ostatnie tygodnie to wreszcie niespodziewane, a nawet bardzo wymowne otarcie się papieża o misterium zaskakującego cierpienia. Przecież z powodu niespodziewanej operacji wyprawa Leona XIV do Ameryki Łacińskiej poważnie stanęła pod znakiem zapytania. Bogu dzięki, że wszystko idzie do przodu. Ale też nie powinniśmy Panu Bogu przeszkadzać w kształtowaniu dojrzałości papieża dla odrodzenia się Kościoła w nowym kontekście dziejów. Niech wszystkie aspekty życia Ojca Świętego bez skrajności, również ten misyjny, układają się w Leonie XIV harmonijnie.

Jakie znaczenie może mieć wizyta Leona XIV w dawnych miejscach jego posługi misyjnej, zwłaszcza w Chiclayo, gdzie był biskupem w latach 2015–2023?

Z pewnością osobiste, uczuciowe. Papież jak każdy człowiek i chrześcijanin potrzebuje doświadczyć tego, że jest w Kościele jak w domu, że jest u siebie, że jest kochany. Jednocześnie jestem pewien, że Leon XIV to osobowość bardzo dojrzała i jak każdy mądry człowiek zdaje sobie sprawę, iż kontekstu jednej diecezji nie da się przenieść na cały Kościół, którym obecnie kieruje. Zabierze więc z Peru najlepsze z tego, czego się nauczył i dzięki działaniu Ducha Świętego przyłączy tę cząstkę do powszechnej, katolickiej całości Kościoła. Tak to powinno działać.

Jak z kolei Argentyńczycy mogą przyjąć Leona XIV i czego będą od niego oczekiwać?

Argentyna od kilkudziesięciu lat przeżywa bardzo poważne turbulencje społeczne, od ekonomicznych po kulturowe i nie może sobie z nimi do końca poradzić. A kultura i państwowość argentyńska jest tak potężna, że jej stan i forma ma znaczenie dla witalności całego kontynentu. Poprzednik Leona XIV nigdy nie przybył – z bardzo wielu powodów – do Argentyny, mimo, że tam się urodził i przeżył większość swojego życia. Katolicy w Argentynie są z kolei społeczną większością i wytrwale oczekują od Ojca Świętego uporządkowania kilku kwestii. Od podziału opinii na temat stosowania adhortacji „Amoris laetitia” po spójny głos w kilku pilnych, lokalnych, moralnych i duchowych sprawach w swej ojczyźnie. Argentyńczycy to naród o silnym charakterze. Zdolni do autentycznego entuzjazmu i radości, ale również komunikujący to, co myślą bez kompleksów, twarzą w twarz. Takie chyba przyjęcie czeka więc Leona XIV w tym kraju.

Czy wizyta papieża w tym kraju może być okazją do pokazania ciągłości między pontyfikatami Franciszka i Leona XIV, mimo różnic w ich doświadczeniach i sposobie pełnienia posługi?

Kościołowi katolickiemu po prostu bardzo potrzebny jest powrót do duchowej kultury codziennych i nadprzyrodzonych relacji. Dobrze pamiętamy, jak papież Benedykt XVI rozpoczął swój pontyfikat. Odwiedził Polskę, ukochaną ojczyznę swojego poprzednika. Wszystkim katolikom wówczas w Polsce towarzyszyło pytanie – czy ten bardzo skromny papież, tak intelektualny i nie duszpasterski, zdoła unieść ciężar legendy Jana Pawła II? Benedykt XVI zaskoczył wówczas całą Polskę. Pokazał swoją wybitność i wielkość duszpasterską, szczególnie podczas fenomenalnego spotkania z młodzieżą, i to w Krakowie! Można powiedzieć, że podczas pielgrzymki Benedykta XVI do Polski narodził się on sam jako papież – wolny wreszcie od stawiania go w cieniu nieprzeciętnego poprzednika. Mam wrażenie, że czegoś podobnego potrzebuje obecny Następca św. Piotra w Argentynie. Poza tym będzie to piękny powrót do duchowej kultury codziennych relacji wewnątrz katolicyzmu. Tak po prostu trzeba postąpić – okazać szacunek swojemu poprzednikowi u źródeł jego życia.

Ponadto nie sądzę, żeby pontyfikat Leona XIV był przeciętną kontynuacją pontyfikatu papieża Franciszka. Obecny papież sam podkreśla odmienność własnej misji. Leon XIV dobrze wie, że przed nim bardzo złożona do wykonania praca nad pojednaniem nazbyt podzielonego od wewnątrz katolicyzmu. Jak sam szczerze deklaruje, Ojciec Święty tę misje traktuje bardzo poważnie. Zresztą, papież Franciszek samego siebie czytał przecież bardziej jako papieża peryferii, niż jako papieża Argentyńczyka. Dobre to dla Kościoła, jeśli katolicy pozwolą każdemu kolejnemu papieżowi z odpowiedzialną wolnością, bez zbędnych, sentymentalnych obciążeń, odczytywać znaki czasu tu i teraz oraz w przyszłość – nigdy wstecz.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze