Fot. Facebook

Ks. Strzelczyk: osobiste nawrócenie Kościołowi może nie wystarczyć [ROZMOWA]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

– Osobiste nawrócenie musi prowadzić do przeglądu obyczajów, struktur, prawa w Kościele – mówi doktor teologii dogmatycznej, ks. Grzegorz Strzelczyk w rozmowie z Zofią Kędziorą.

Zofia Kędziora (misyjne.pl): kryzys w Kościele wymaga podjęcia wielu działań. Często mówi się jednak, że zmiany trzeba zacząć od siebie…

Ks. dr Grzegorz Strzelczyk: nawrócenie osobiste musi iść zawsze pierwsze – bez niego nie ma żadnej skutecznej zmiany. Ale gdy mówimy o ludzkich społecznościach, w tym o Kościele, to samo nawrócenie osobiste może nie wystarczać. Bo gdy grzeszyło wiele osób (a czasem nawet jedna, ale o dużym autorytecie), to mógł się wytworzyć nieprawy obyczaj, mogła się stępić wrażliwość itd. W skrajnych przypadkach mogło nawet powstać deprawujące prawo. Zatem osobiste nawrócenie musi prowadzić do przeglądu obyczajów, struktur, prawa. I do swoistego strukturalnego nawrócenia, które w Kościele zwykle nazywamy reformą. Dlatego mówimy: Ecclesia semper reformanda Kościół wciąż się reformuje. Bo nie będąc jeszcze spełnionym Królestwem Bożym, w niektórych aspektach swego życia poszukuje dopiero formy Królestwa. 

Kard. John Dew apelował niedawno, by nie mówić do księży „ojcze” („father”). Według niego to ma być początek końca klerykalizmu w Kościele. Nie jest jednak tak, że właśnie takie „ojcowskie” relacje są nam (i księżom) dzisiaj szczególnie potrzebne? 

W Polsce ten problem językowy jest mniej odczuwalny, bo tego określenia używa się raczej w odniesieniu do zakonników – by ich odróżnić od księży diecezjalnych. Moim zdaniem klerykalizm nie bierze się z takiego lub innego języka (ten raczej wyraża). Przyczyny są przynajmniej trzy. Pierwsza ma w istocie atawistyczny charakter i wiąże się z dość silnie zakorzenionym w nas jako ludziach po prostu pierwotnym mechanizmem religijnym, który specjalistów od sacrum każe otaczać szczególnym szacunkiem (stąd ta tendencja jest obecna we wszystkich religiach). Druga sięga czasów feudalnych i pozycji duchownych w feudalnej strukturze społecznej. Trzecia wreszcie to oddziaływanie niektórych ekscesów teologii kapłaństwa z okresu silnego starcia z protestantyzmem w XVI w. Katechizm potrydencki, znany jako Katechizm rzymski, czyli pierwszy katechizm Kościoła, który obowiązywał przez pięć wieków, na fali tej polemiki posuwał się do stwierdzenia, że kapłanów można nazywać nie tylko aniołami, ale wręcz bogami – tak wzniosły to sakrament. Nie było takiego nauczania w tekstach Soboru Trydenckiego, ale to nie one były potem powszechnie czytane przez proboszczów. Drugi stopień święceń to prezbiterat, czyli księża są „starszymi” wspólnoty. Coś z relacji ojcowskiej, albo może starszego brata, przynależy do istoty tej posługi. Ale są różne modele przeżywania ojcostwa, więc trzeba nad tym czuwać.  

wikipedia

W najnowszym projekcie konstytucji reformy Kurii Rzymskiej jest mowa o dopuszczeniu świeckich do kierowania dykasteriami. Czy zdaniem Księdza (w dobie kryzysu struktur Kościoła) świeccy powinni zostać dopuszczeni do wszystkich instytucji kościelnych? 

Bardzo nie lubię komentować tekstów, które nie zostały jeszcze opublikowane w ostatecznej formie. Zatem do reformy kurii odniosę się, jak będę wiedzieć, jaki przyjęła kształt. Natomiast osobiście jestem za synodalnym podejmowaniem decyzji w Kościele – na wszystkich szczeblach. A synodalność zakłada spotkanie, rozmowę, wysłuchanie tych, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, by usłyszeć powiew Ducha Bożego. A ten może przemówić i przez biskupa, i przez świeckiego. Zatem struktury kościelne w zakresie podejmowania decyzji powinny być tak kształtowane, żeby – zwłaszcza w sprawach dotyczących wszystkich – była możliwość głębokiego rozeznania. A to zakłada możliwość usłyszenia głosów ludzi wszelkich stanów i powołań. 

Realnym zagrożeniem dla zdrowia Kościoła jest sytuacja, w której duchowni układają jego życie pod siebie, nie zważając na potrzeby świeckich. Najprostszym lekarstwem na to zagrożenie jest udział świeckich we wszystkich procesach decyzyjnych w Kościele. Problem tylko w tym, że czasem świeccy są o wiele bardziej klerykalni od duchownych, więc to też nie zadziała z automatu. 

Zobacz także
Wasze komentarze