Fot. Pixabay

Ksiądz czy katechetka? A może po prostu człowiek? Czyli jak powinny wyglądać lekcje religii w szkole?

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mam 21 lat, jestem na trzecim roku studiów. W swoim życiu miałam pięciu nauczycieli religii. Każdy z nich był inny, od każdego z nich coś wyniosłam. Ale dlaczego od niektórych z nich mniej, a od innych więcej? Sama się zastanawiam. 

Pochodzę z dość małej miejscowości, w której ukończyłam przedszkole oraz podstawówkę. W klasie było nas piętnastu i przez osiem lat nauki w tej szkole miałam tę samą katechetkę. Później za to zaczęła się różnorodność… 

Wyluzuj, to tylko religia 

Jako pięciolatka posłusznie razem z innymi dziećmi kolorowałam obrazki przedstawiające życie Jezusa i wklejałam je do zeszytu. Słuchałam też krótkich historii z Biblii dla najmłodszych i lekcje te traktowałam jak spotkania z kimś bliskim, z Przyjacielem, o którym dwa razy w tygodniu dowiadywałam się coraz więcej. 

>>> Religia w szkole – tak czy nie?

Nieco inaczej było z kolei w szkole podstawowej. Co prawda, mój stosunek do tego przedmiotu się nie zmienił, ale inaczej było w przypadku moich kolegów. I choć nie wiem, co nimi wtedy kierowało – czy to chęć zaimponowania pozostałym, czy też brawura, to stwierdzili oni, że lekcje religii są dobrym momentem na wyluzowanie. Naśmiewali się więc z katechetki, robili z niej dowcipy i może przez to, że znali ją tak długo, zupełnie nie czuli do niej respektu. I tutaj samo z siebie nasuwa się pytanie o postawę nauczycielki. Z perspektywy czasu wiem, że popełniła ona błąd, bowiem przez całe lekcje starała się uspokoić moich kolegów, przez co tak naprawdę zajęcia się nie odbywały. Czasem tylko zostało nam coś podyktowane do zeszytu „dla księdza na kolędzie”. Bo przecież to niesłuchany wstyd i hańba nie mieć ładnego zeszytu z notatkami do pokazania! 

Fot. Pixabay

Pozostawał niedosyt 

Później były lekcje religii w gimnazjum. W końcu nowy katecheta, tym razem ksiądz, miałam więc wielką nadzieję na lekcje pełne pasji i prowadzone z zaangażowaniem. Niestety, nie było najlepiej. 

Schemat każdych zajęć wyglądał podobnie. Najpierw czytaliśmy fragment Ewangelii z podręcznika, później ksiądz go omawiał, dyktował z głowy notatki i rysował na tablicy rysunki przedstawiające tzw. patyczaki, które musieliśmy przerysowywać. I choć z każdą lekcją zwiększałam swoją wiedzę ze znajomości Biblii i rozumienia jej, to wciąż czułam jakiś niedosyt. Czułam, że ucząc się w ten sposób, mam możliwość zaznajamiać się z Pismem Świętym, ale brakowało dyskusji, rozmów, prowadzenia do tego, żebyśmy sami szukali odpowiedzi na nurtujące nas pytania. 

Zgrana para? 

Czy historia Kościoła i dowcipy idą w parze? Gdyby nie lekcje religii w trzeciej klasie gimnazjum, nigdy pewnie nie połączyłabym tych dwóch terminów. Wtedy to ksiądz uczący mnie przez dwa lata został skierowany do innej parafii, a zajęcia zaczęła prowadzić katechetka. Program dla ostatniej klasy gimnazjum obejmował historię Kościoła. I muszę przyznać, że choć to temat trudny, to wiedza z tego zakresu została nam przedstawiona w przystępny sposób. W końcu trafiłam na nauczycielkę religii z powołania. Nauczycielkę, która potrafiła nie tylko odpowiednio wyłożyć dany temat, lecz także mieć dobry kontakt z uczniami. Opowiadała nam dowcipy, żartowała razem z nami. Była ciekawa naszego zdania i chętnie prowadziła dyskusje. Nikt nie przychodził zestresowany na lekcje, a wcześniej tak bywało. 

>>> Bp Mendyk odpowiada: czy religia jest przedmiotem obowiązkowym?

Fot. Unsplash

Przypadek czy zbieg okoliczności? 

W życiu nie ma przypadków. Są tylko zbiegi okoliczności. To słowa, które usłyszałam na lekcji religii w drugiej klasie liceum od nowego księdza katechety. I słowa te, jak i ich autora miło wspominam do dziś. Na pierwszych zajęciach ksiądz opowiedział nam o swoim powołaniu – o tym, jak trudno było mu rozeznać między Bogiem a kobietą. Już wtedy jako uczniowie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jest to ksiądz, który traktuje nas na równi ze sobą, nie wywyższa się. Powiedział też, że możemy porozmawiać z nim na każdy temat i przyjść do niego z każdym problemem. Niby to też tylko słowa, ale dla wielu z nas, wkraczających wtedy w dorosłość, były naprawdę ważne. 

Fot. Pixabay

I tak jak te pierwsze zajęcia, tak wyglądały kolejne dwa lata religii z tym księdzem. Dużo rozmów o życiu, poszukiwanie Boga w codzienności i pokazywanie nam Go jako Przyjaciela, a nie kogoś, kto tylko srogo patrzy na nas z góry. 

Myślę, że w dzisiejszych czasach, kiedy z lekcji religii wypisuje się coraz więcej osób, trzeba nam właśnie takich katechetów. I piszę to jako ktoś, kto zaledwie dwa lata temu siedział w szkolnej ławce i marzył o tym, by nauczyciel religii był… po prostu człowiekiem. Tylko tyle i aż tyle. 

Zobacz także
Wasze komentarze