Fot. By Henry39 – Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=109132577
Ksiądz, który wybrał zesłanie. Władysław Bukowiński i Kościół ukryty w domach Kazachstanu [PATRON DNIA]
„Opatrzność Boża działa i przez ateistów, posłali mnie tam, gdzie ksiądz był potrzebny” – pisał bł. ks. Władysław Bukowiński. Zesłany przez władze radzieckie na Wschód nie załamał się, lecz odnalazł wielkie pole pracy duszpasterskiej w miejscach, gdzie od lat nie widziano księdza. Kiedy mógł już wrócić do Polski, postanowił zostać i dalej w Kazachstanie głosić Ewangelię.
Jeszcze dekadę po II wojnie światowej polskie wioski, położone wokół Ałmaty, ówczesnej stolicy Kazachstanu, nie widziały od lat księdza. Jednak w 1957 r. było inaczej. Umiejscowione u podnóża Ałatau Zalijskiego, majestatycznego pasma górskiego, witały przyjezdnych nie tylko zapierającymi dech w piersiach widokami, lecz także mroźnymi zimami i brakiem religii. Władze ZSRR chciały społeczeństwa ateistycznego. Ksiądz Bukowiński, objeżdżając polskie wioski, narażał się nie tylko na więzienie, ale i śmierć. Jednak w wioskach, które odwiedzał w tamtym roku, nie czuć było grozy, lecz świąteczną atmosferę. Ubrana w odświętne stroje młodzież witała wjeżdżającego do ich miejscowości polskiego kapłana katolickiego. Wchodząc do domu, gdzie miano odprawić mszę świętą, miejscowi wierni – jak wspominał ks. Bukowiński – śpiewali z zapałem „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Stanisław Lewicki, lokalny autorytet, witał późniejszego błogosławionego ze łzami w oczach. Mówił: „Wywieźli nas pod te góry, zostawili tutaj i wszyscy zapomnieli o nas. Nikt o nas nie pamiętał. Dopiero Ojciec Duchowny do nas przyjechał. My takie sieroty”. Nic dziwnego, że ks. Bukowiński uważał niezachwianie swój pobyt w Kazachstanie za wyrok Opatrzności Bożej.

Człowiek pogranicza
Władysław Bukowiński urodził się 22 grudnia 1904 r. w Berdyczowie na terenie dzisiejszej Ukrainy, na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej, w rodzinie o polskich i kresowych tradycjach. Dzieciństwo i młodość spędzał w świecie pogranicza, gdzie obok siebie żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi i Rosjanie. Od samego początku był więc człowiekiem pogranicza – wielokulturowym i wielojęzycznym, co znacznie pomogło w jego późniejszej pracy duszpasterskiej na wygnaniu.
Po rewolucji bolszewickiej i śmierci matki rodzina Bukowińskich przeniosła się do Polski. Władysław uczył się w Krakowie, a następnie podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończył je, zdobywając solidne wykształcenie, które później miało mu się przydać także w konfrontacji z sowieckim aparatem represji. Równocześnie dojrzewało w nim powołanie kapłańskie. Wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie i rozpoczął studia teologiczne.
Powrót do korzeni
Sakrament święceń przyjął w 1931 r. Początkowo pracował w archidiecezji krakowskiej, m.in. jako katecheta i duszpasterz młodzieży. Był kapłanem o szerokich zainteresowaniach, wrażliwym społecznie i intelektualnie. Znany był z troski o chorych i biednych. Nie ograniczał się do pracy parafialnej: pisał, angażował się w działalność wychowawczą i interesował się sprawami Kresów. Szczególnie bliskie stały mu się tereny Wołynia, dokąd wyjechał w drugiej połowie lat trzydziestych na własną prośbę.
W Łucku objął funkcję wykładowcy w seminarium duchownym, a później proboszcza katedry. Był to czas narastających napięć politycznych i narodowościowych. Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Wołynia przez Związek Radziecki Kościół znalazł się pod presją nowej władzy. Bukowiński nie opuścił jednak swoich wiernych. Pozostał w Łucku, prowadząc duszpasterstwo w warunkach coraz większej kontroli i zagrożenia.

Zesłanie
Po raz pierwszy został aresztowany przez NKWD 22 sierpnia 1940 r. Trafił do więzienia w Łucku. Spędził tam ok. 10 miesięcy. Z wyroku Opatrzności Bożej – jakby to zapewne ujął sam ks. Bukowiński – uchronił się przed rozstrzelaniem, które spotkało większość jego współwięźniów. Na wolności po raz kolejny pracował jako proboszcz katedry. Wszystko zmieniło się w pewną zimową noc z 3 na 4 stycznia 1945 r. Został aresztowany i za rzekomą zdradę na rzecz Watykanu oraz nielegalną pracę duszpasterską skazany na 10 lat pobytu w Łagrach. Wyjeżdżając z Łucka, pisał: „Tam na Wschodzie jest moja przyszłość życiowa z woli Opatrzności Bożej”. I miał rację.
Najpierw przez cztery lata przebywał w obozie w Czelabińsku, a w 1950 r. trafił do Żeżkazgana, na samym środku kazachskiego stepu. Tam, po kilkanaście godzin dziennie, pracował w kopalni miedzi. W takich warunkach większość ludzi nie myślałaby o rzeczach pobożnych, a tym bardziej o „dodatkowych zajęciach”. W przypadku ks. Bukowińskiego było inaczej. Po godzinach głosił rekolekcje, udzielał sakramentów, odwiedzał chorych i wstawał codziennie przed wszystkimi, by odprawić mszę świętą na swojej pryczy. I to wszystko w warunkach zagrożenia wykryciem i związanej z tym kary.
„Comiesięczna spowiedź”
W sierpniu 1954 r. został wysłany do Karagandy. Musiał tam co miesiąc meldować się na miejscowym komisariacie, co nazywał żartobliwie „comiesięczną spowiedzią”. Dobry humor rzadko go opuszczał, co potwierdzają świadkowie jego życia. Ta jego cecha przejawiała się również w sytuacjach granicznych. Jeszcze w 1940 r., podczas pierwszego uwięzienia w Łucku, gdy zezłoszczony jego modlitwą oficer krzyczał na niego, ks. Bukowiński miał odpowiedzieć: „Proszę się uspokoić, w przyszłości będę się tak modlił, żeby pan tego nie zauważył”.
W 1955 r. pozwolono mu wrócić do kraju, lecz on… nie chciał. Uznał, że zbyt dużo jest pracy apostolskiej przy rażącym braku kapłanów w Kazachstanie. Jeszcze w Karagandzie potajemnie odprawiał sakramenty i nauczał ludzi różnych języków. Jego stylem stało się organizowanie sekretnego życia Kościoła w prywatnych domach. Za to wkrótce znów trafił do więzienia – podczas rozprawy wykorzystał swoje wykształcenie prawnicze, broniąc się samodzielnie, i otrzymał najniższy wymiar kary, czyli trzy lata w obozach karnych.
Później, jako obywatel ZSRR, kontynuował pracę duszpasterską, płacąc od niej… podatki. Był na tyle sumienny, że urzędnicy się go nie czepiali. Pozwalano mu nawet wracać co jakiś czas do Polski, by mógł odwiedzić rodzinę i przyjaciół.

Pierwszy apostoł Bożego miłosierdzia w Kazachstanie
Ksiądz Władysław Bukowiński rzadko miał wystarczająco dużo czasu, by przygotowywać długo np. do przyjęcia sakramentów. Musiał uwinąć się czasami w kilka godzin, dlatego stworzył własny system katechetyczny, który zapisał w swoich wspomnieniach. Opierał się na sześciu punktach, identycznych dla dzieci i dorosłych: 1) Bóg, 2) Jezus Chrystus, 3) Kościół katolicki, 4) żywot wieczny, 5) spowiedź, 6) Komunia święta.
Był również pierwszym apostołem Bożego miłosierdzia i objawień św. Faustyny Kowalskiej na Wschodzie. I to jeszcze w czasach, gdy w Polsce ten kult nie był zbyt rozwinięty. „W 1973 roku nauczył mnie Koronki do Miłosierdzia Bożego. Podarował mi obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. On chyba jako pierwszy do Kazachstanu przywiózł orędzie miłosierdzia Bożego” – wspominała po latach Ludmiła Wierzbicka, która urodziła się już w Kazachstanie, dokąd zesłani zostali jej rodzice.
Na koniec – w czasach „uważności” i minimalizmu – warto podkreślić jego prostotę i radość z najzwyczajniejszych rzeczy. Załączam fragment jego wspomnień, gdy zachwycał się górskim pejzażem podczas podróży po południowym Kazachstanie: „Wówczas poczułem się bardzo szczęśliwy i wdzięczny Opatrzności za to, że mnie tam przyprowadziła do tych tak biednych i opuszczonych, a przecież tak bardzo wierzących i miłujących braci i sióstr w Chrystusie. Tego szczęścia doznanego na owej trzęsącej się furce nie zamieniłbym na największe zaszczyty i przyjemności”.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Kard. Müller: Europa bez korzeni chrześcijańskich straci swoją tożsamość
Dzień Uchodźcy powinien przypominać, że przez wieki to Polacy byli uchodźcami
Kapliczki przydrożne. Zapomniana, piękna tradycja





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny