książka czytanie

fot. Lilly Rum/unsplash

Książka to świat, który człowiek wybiera, a nie ten, na który przychodzi [FELIETON] 

„Pamięć jest lecącym do nas światłem dawno zgasłej gwiazdy”. To zdanie z Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego. Tak samo jest z książkami – czasem zostaje z nami nie ich treść, ale światło, które w nas zostawiły.

Mówi się, że dobra książka to ta, którą się wspomina, a nie ta, którą się pamięta. Jest w tym sporo prawdy. Mam co najmniej kilka takich książek, do których wracam myślą, uważam je za arcydzieła, ale gdybym został zapytany o ich dokładną treść, to miałbym problem z odpowiedzią. Może i dobrze. Bo w czytaniu nie chodzi tylko o zapamiętywanie treści, ale o zapamiętywanie wrażeń i myśli, do których ten proces nas pobudził.

Nie ma czegoś takiego jak tylko książka

Książka to coś znacznie więcej niż zbiór liter czy wyrazów w niej zawartych. To coś znacznie więcej niż płynąca z niej treść. Bo oprócz tego, co napisał autor istnieje jeszcze to, co odczytujemy jako odbiorcy. W konkretnym momencie naszego życia, w konkretnym kontekście. Świetnie ujął to Jakub Jarno, czyli najprawdopodobniej Remigiusz Mróz pisząc pod pseudonimem, w powieści Światłoczułość:

„Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak tylko książka. Każda dysponuje potencjałem takim, jak nic innego, bo czerpie siłę z jakiejś niezwykłej zależności między tym, kto pisze, a kto czyta. Jedna z tych osób koduje swoje myśli, niosące miriady obrazów, za pomocą symboli, a druga odczytuje je, wyciąga z nich niby to samo, a jednak coś zupełnie odmiennego. Mimo to obydwie są w stanie o tym dyskutować, spotkać się na tym samym gruncie, bo ich doświadczenia są zbieżne”.

Ktoś może powiedzieć, że książki to nie prawdziwe życie. To nie prawdziwy świat. Że prawdę o świecie przekazuje nam ewentualnie reportaż, a nie wymyślona historia. Tyle, że czasem „trzeba sięgnąć po fikcję, żeby przekazać jakąś prawdę”. Poza tym ile z naszego przeżywania świata jest kontaktem z tym, co fizyczne i namacalne, a ile z tego to myśli, wyobrażenia, wysnute scenariusze zdarzeń, interpretacje i subiektywne odczucia? Tak, jak rzeczywistość jest dla nas impulsem do działań, przeżyć i refleksji, tak samo i książka. Jakie znaczenie ma to, czy do refleksji na temat jakości mojego życia pobudzi mnie przeprowadzona rozmowa czy przeczytany dialog? Bodźce są inne, ale rezultat i siła oddziaływania może być dokładnie ta sama. Który jest zatem bardziej „prawdziwy”?

>>> Czytanie zmienia mózg i obniża poziom stresu o prawie 70%

fot. blaz photo/unsplash

Książka – nauczycielka uważności

„Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi”. To z kolei trafna refleksja z Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego. Czytanie jest pewną formą ucieczki. A może właśnie nie ucieczką lecz wyborem świata, w którym chcemy się poruszać dzięki naszej wyobraźni. Świata, który proponuje nam konkretne uniwersum, postaci i okoliczności.

Badania pokazują, że czytając, nasz mózg działa tak, jakbyśmy to my byli częścią czytanej historii. To zasługa neuronów lustrzanych. Za ich pomocą nasz mózg odczuwa sytuacje i doświadczenia, w których uczestniczą bohaterowie czytanych przez nas powieści. Pochłaniając kolejne lektury, nabywamy zatem kompetencji z sytuacji, w których w sposób rzeczywisty nie uczestniczyliśmy.

Książka jest zatem czynnikiem pomnażającym w nas życie. Im więcej czytamy, tym intensywniejszy staje się nasz świat wewnętrzny. Czytanie jest jednocześnie treningiem uważności, który nie tylko pomaga w rozumieniu świata, ale i drugiego człowieka. Bo choć używamy tych samych słów, to czasem o porozumienie jest trudno.

„Słowa niby te same, a życia inne. I nigdy się człowiek z człowiekiem nie porozumie do końca, choćby nie wiadomo jak dobrze potrafił mówić. Choć, powiem ci, jeżeli ktoś książki w sobie nosi, to jakoś łatwiej. A im większy ten bagaż, tym jeszcze łatwiej. Nic tak nie uczy nas drugiego człowieka jak książki właśnie. Bo jak bez nich siebie opowiadać drugiej osobie? Jak się sobie opowiedzieć? Nie sposób”. (Światłoczułość)

Może właśnie dlatego niełatwo nam się czasem dogadać, że zapomnieliśmy o książkach? Porzuciliśmy wiele z tego, czego nas uczą – cierpliwość, pokorę, współodczuwanie, uważność.

fot. Devon Divine/unsplash

Mentalizacja

Czytanie wydaje się być także dobrym punktem wyjścia do czegoś, co psychologia nazywa mentalizacją. Najczęściej opisuje się ten proces jako widzenie siebie z zewnątrz oraz patrzenie na innych od środka. To również droga do lepszego rozumienia rzeczywistości wokół nas. A kluczowe są tu słowa. Zarówno te, które czytamy, jak i te, które wypowiadamy. Bo jedne i drugie w sobie nosimy.

„Jakie słowa takie rzeczy, zdarzenia myśli, wyobrażenia, sny i wszystko, nawet na samym dnie człowieka. Byle jakie słowa, to byle jaki człowiek, byle jaki świat, byle jaki nawet Bóg”. (Traktat o łuskaniu fasoli)

Słowa mają znaczenie. Bo od jakości naszego opisu świata zależy także jakość naszego życia, jakość naszej uważności, percepcji i budowanych relacji. Zdumiała mnie ostatnio moja pięcioletnia córka, która powiedziała, że kiedy umiemy coś dobrze opowiedzieć to tak, jakbyśmy mieli swój udział w tworzeniu tego, co stworzył Bóg. Słowo to władza tworzenia. I książka jest najlepszym przykładem na to, jak potężna jest to władza.

Może właśnie dlatego ciągle wracam do książek. Nie tylko po treść, ale po to uczucie, że przez chwilę jestem bliżej siebie. Że ktoś, gdzieś, dawno temu, ubrał w słowa coś, czego ja sam nie potrafiłem nazwać. I nagle czuję, że nie jestem sam w swoim przeżywaniu świata. To jest metafizyka literatury. I chyba właśnie dlatego wierzę, że książki nie tyle opowiadają o świecie, ale go tworzą i pomagają nam go zrozumieć. I pełniej w nim być.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze