fot. PAP/Tytus Żmijewski

Kubica: Ktoś na górze nie chciał mojej śmierci

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W 2007 r. podczas GP Kanady Robert Kubica miał poważny wypadek. Bolid Polaka wypadł z toru z prędkością 230 km/h i rozbił się o mur. – Ktoś na górze nie chciał mojej śmierci – podkreślił wówczas polski kierowca. Jednak późniejszy wypadek w rajdach przerwał jego wyścigową karierę. Aż do dzisiaj.

Do długiej przerwie Kubica wrócił za kierownicę bolidu. Najpierw brał udział w testowaniu bolidu Renault, a następnie team Williams zaproponował mu rolę kierowcy testowego. Dzisiaj Robert został ogłoszony kierowcą wyścigowym ekipy z Grove. Kariera Roberta Kubicy w Formule 1 zapowiadała się wyjątkowo obiecująco. Wielu znawców tego sportu było fanami umiejętności, talentu i pracowitości Kubicy. Również inni kierowcy przyznawali, że rywalizacja z Robertem zmusza ich do największego wysiłku. – Jest lepszy niż większość obecnej stawki F1 – podkreślał mistrz świata, Lewis Hamilton. Z kolei następny mistrz świata, Fernando Alonso, mówił wprost, że według niego krakowianin jest najlepszym kierowcą, z jakim kiedykolwiek się ścigał.

Polski kierowca zadebiutował w barwach BMW Sauber w sierpniu 2006 r. W swoim najlepszym sezonie (2008) zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Dwa lata później podpisał kontrakt z Renault. Wszystko wskazywało na to, że Kubica w barwach nowego zespołu będzie mógł liczyć na bardziej konkurencyjny bolid. 31 stycznia 2011 odbyła się prezentacja bolidu Renault R31, w której Polak brał udział. Następnie odbyły się testy na torze Ricardo Tormo, gdzie osiągnął najlepszy czas. To był zwiastun bardzo udanego sezonu i szansy na mistrzostwo. Kilka dni później podczas rajdu Ronde di Andora Robert uległ jednak poważnemu wypadkowi. Bariera ochronna, w którą uderzyło auto, przedostała się do środka samochodu i prawie zmiażdżyła kierowcę. Kubica doznał wielomiejscowych złamań prawej ręki i nogi oraz uszkodzenia kości dłoni. Konieczna była wielogodzinna operacja. Polski kierowca cudem przeżył.

Wsparcie najbliższej rodziny i przyjaciół było wówczas dla niego wielką siłą. Kubica potrzebował jednak czegoś więcej – poprosił kard. Stanisława Dziwisza o relikwie Jana Pawła II. Były sekretarz papieża przekazał polskiemu kierowcy kroplę krwi oraz skrawek szaty Ojca Świętego. Przejawów powierzenia się wstawiennictwu polskiego papieża można dopatrywać się jeszcze wcześniej. Przed swoim pierwszym startem w F1 Kubica kazał na swoim kasku umieścić napis „Jan Paweł II”.

Robert powoli wracał do sił po makabrycznym wypadku. Kiedy wiosną 2013 r. odzyskał część sprawności, ponownie zasiadł za kierownicą rajdowego samochodu. To jednak nie było to, w czym Polak czuł się najlepiej. Również kibice chcieli zobaczyć kierowcę na torze wyścigowym. Ogrom pracy rehabilitacyjnej i sportowej sprawiły, że w 2017 r. Kubica znowu pojawił się za kierownicą bolidu. Renault dało mu możliwość testów na torach w Hiszpanii, we Francji i na Węgrzech. Ostatecznie jednak team nie zdecydował się na zatrudnienie Kubicy. Zainteresowanie polskim kierowcą wyraził Williams Racing Team, który ostatecznie ogłosił Roberta Kubicę jako swojego rezerwowego kierowcę na sezon 2018. W 2019 r. Polak będzie kierowcą wyścigowym teamu. Dzisiaj jeden z największych powrotów w historii sportu stał się faktem. Robert Kubica wreszcie wraca na tor. Pierwszy wyścig już w marcu.

Kubica: Ktoś na górze nie chciał mojej śmierci
6 (100%) 7 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze