Łukasz Krauze OMI: oblatów znalazłem w internecie. A już kilka dni później spotkałem na żywo

– Kiedy byłem w klasie maturalnej, internet dopiero się rozwijał. To był czas modemów. Nie było nawet Google’a. Pamiętam, że w jakąś wyszukiwarkę internetową wpisałem słowo „misjonarze”. Pierwszy lub jeden z pierwszych linków, który się pojawił, odnosił do strony oblatów – wspomina o. Łukasz Krauze OMI.

W Roku Powołań przyglądamy się świadectwom i historiom powołania oblatów. Ojciec Łukasz Krauze OMI swoje pierwsze doświadczenie wiary pamięta już z rodzinnego domu. – Pochodzę z rodziny katolickiej, praktykującej. Moi rodzice uczyli mnie wiary, wierności Eucharystii, zwłaszcza niedzielnej, a także otwartości na różne nabożeństwa czy domową modlitwę. Myślę, że wiarę w domu przeżywaliśmy w zdrowy, fajny sposób – mówi oblat.

fot. z arch. o. Łukasza Krauzego OMI

Na drodze powołania o. Łukasza Krauzego OMI była również wspólnota, ale także mocne osobowości, inspirujący ludzie, a wśród nich także kapłani. – Kończąc szkołę podstawową, zaczynając liceum, zaangażowałem się w grupę Pomocników Matki Kościoła, która opierała się na duchowości kard. Stefana Wyszyńskiego. Jeździłem na wakacyjne rekolekcje i kwartalne dni skupienia. Tam poznałem wielu dobrych znajomych, tworzyliśmy zgraną ekipę. Na mojej drodze pojawiali się też ciekawi księża i mocne osobowości, jak ks. Jacek Hadryś czy ks. Piotr Kuś. Również moja rodzinna parafia zawsze miała szczęście do oryginalnych, zaangażowanych kapłanów. Z mojej parafii pochodzi misjonarz Wojciech Grzymisławski, werbista. Pracował w Ameryce Południowej, ale kiedy wracał na urlop, zawsze miał niesamowitą energię – opowiada o. Łukasz Krauze OMI.

Jak dodaje oblat, nastoletni czas był momentem wielu wahań i rozeznawania własnej drogi. – Na początku liceum raz chciałem być księdzem, a raz nie. Zakochałem się, a potem znowu chciałem być księdzem i… znów się zakochałem – wspomina o. Łukasz Krauze OMI.

Na swojej drodze spotykał wielu duchownych, jednak w większości byli to księża diecezjalni. Jak zatem ojciec Łukasz trafił na oblatów? – Zainteresowało mnie to, że wspomniany już ojciec Wojtek Grzymisławski jest misjonarzem. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jest werbistą… ale właśnie „misjonarzem”. To słowo jakoś mnie zatrzymało. Kiedy byłem w klasie maturalnej, internet dopiero się rozwijał. To był czas modemów. Nie było chyba nawet Google’a. Pamiętam, że w jakąś wyszukiwarkę internetową wpisałem słowo „misjonarze”. Pierwszy lub jeden z pierwszych linków, który się pojawił, odnosił do strony Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Zacząłem więc czytać o oblatach. Pomógł też pewien zbieg okoliczności. Niedługo później, w dzień zakończenia oktawy Bożego Ciała, na Świętej Górze w Gostyniu spotkałem misjonarzy oblatów. Przyjechali do mojej rodzinnej miejscowości, ponieważ mieli tam rekolekcje przed święceniami kapłańskimi. Można więc powiedzieć, że miałem szybką konfrontację. Pamiętam, że byłem wtedy zafascynowany i myślałem sobie, że pewnie niedługo ci oblaci wyjadą na misje – wspomina o. Łukasz Krauze OMI.

fot. z arch. o. Łukasza Krauzego OMI

Jak dziś przeżywa swoje powołanie już jako oblat? Ojciec Łukasz Krauze OMI zaznacza, że powołanie odkrywa się na nowo każdego dnia, nawet wiele lat po święceniach… – Pamiętam rozmowę z moim kolegą, filipinem. Warto wspomnieć, że oratorianie prowadzą wspólne życie według reguły, ale nie składają ślubów zakonnych. W tym kontekście ten mój znajomy filipin powiedział mi, że jego deklaracja dokonuje się codziennie. Wstaje rano i wybiera, że chce być filipinem. To decyzja z dnia na dzień z takim pragnieniem, by żyć do śmierci jako filipin. To mnie zainspirowało. Jestem oblatem, złożyłem śluby wytrwania, ale widzę także potrzebę określania się: kim jestem? Kim chcę być? Mam tożsamość oblata, kapłaństwo jest konsekwencją mojego OMI. Nie traktuję kapłaństwa gorzej – jest dla mnie bardzo ważne. Jednak priorytetem dla mnie jest oblacja. Nie wyobrażam sobie żyć jako „nie-oblat” – podsumowuje o. Łukasz Krauze OMI.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze