Grafika: Agnieszka Robakowska/Antoni Jezierski
Maja Sowińska: Ale wiesz, że Kościół to Ty i ja? [ROZMOWA]
Czy można wierzyć w Boga, kiedy od lat nic się nie czuje? Gdzie w Kościele ukryte jest prawdziwe bogactwo? Dlaczego to, co w życiu wiele kosztuje, nadaje mu smak? I czy bycie mamą może być katalizatorem największego rozwoju w życiu? O tym z Mają Sowińską, ewangelizatorką, autorką tekstów i pieśni, współzałożycielką Fundacji „Sowinsky” rozmawia Antoni Jezierski.
Antoni Jezierski (misyjne.pl): Jak postrzegasz swoje miejsce w Kościele? Czy czujesz, że je znalazłaś?
Maja Sowińska: – Moje miejsce w Kościele odnalazłam, realizując swoje powołanie: jako żona, jako mama. Postrzegam swoje życie, tożsamość i misję właśnie przez ten pryzmat. Przede wszystkim chcę być świadectwem dla mojego męża, dla moich dzieci i potem dla innych ludzi. Lubię mówić o tym, że Kościół to nie są jacyś „oni, tamci” albo świeccy czy księża z kurii. Kiedy słyszę, że ktoś mówi: „No bo Kościół to czy tamto”, to odpowiadam: „Ale wiesz, że Kościół to ty i ja?”. Myślę, że to ważne, żebyśmy czuli swoją podmiotowość w Kościele.
Chciałbym przywołać Twoją wypowiedź z jednego z podkastów: „Nie jestem osobą, która czuje Boga. Jestem osobą, która idzie w ciemności”. Mówiłaś to m.in. w kontekście spotkań ewangelizacyjnych, wieczorów uwielbienia, które prowadzisz. Inni mogą „latać pod sufitem”, ale nie jest to w Twojej naturze.
– Zdanie o tym, że charyzmatycy chcą dużo doświadczać jest niezgodne z prawdą i sednem tej duchowości, to pewna kalka. Ten wizerunek jest stereotypowy i trzeba go trochę rozpakować. Wychowując się, rozwijając swoją duchowość w środowisku Odnowy w Duchu Świętym czy charyzmatyków, zawsze chciałam doświadczać tego, co widziałam, że inni doświadczają. Lata jednak mijały, rozwijałam się w tej duchowości i pojawiało się we mnie pytanie: „Czy ja coś robię źle?”. Zaczęłam sięgać do bogactwa Kościoła, czytać mistyków, św. Jana od Krzyża – zaprzyjaźniłam się z nim już jako nastolatka. To były treści, które pomagały mi widzieć, że pejzaż życia duchowego, wewnętrznego może być bardzo zróżnicowany. Każdy ma indywidualną drogę z Bogiem w swoim życiu, która jest kompatybilna z naszym usposobieniem i charakterem. Bóg, jako Dobry Pasterz, wie, jakiej drogi, jakich procesów potrzebujemy.

Bóg zna nas lepiej, niż my znamy samych siebie, jak mówił św. Augustyn. Jak wygląda Twoja droga, relacja z Bogiem?
– Moje procesy wewnętrzne nie są emocjonalne – nie mam wielu takich doświadczeń, pocieszeń, które byłyby namacalne – zazwyczaj wszystko dzieje się w ciszy. Czuję się zaproszona do wsłuchiwania się, do wchodzenia w głąb. Potrzeba dać Bogu czas i nie narzucać Mu projekcji naszej duchowej drogi. Przestałam się kłócić z tym, jak to u mnie jest. Staram się iść za tym, jak Duch Boży prowadzi, poddawać się Mu. To wcale nie oznacza, że ja nie mam poczucia, że Bóg jest. Nie żyję w jakimś tępym bólu, w tępej ciemności. Mam poczucie – trochę jak w Psalmie 131 – że jestem jak niemowlę u piersi matki, przy Bożym sercu. Dla dziecka to jest normalne i oczywiste, że mama jest dostępna i można ssać jej mleko. Ono nie postrzega tego, jako czegoś niezwykłego. Uświadamiam sobie, że bycie z Bogiem, które może wydawać mi się bardzo zwykłe – jest niezwykłe, w takiej prostocie trwania.
Myślę, że to bardzo cenne słowa, zwłaszcza dla osoby, która szuka Boga i zadaje sobie podobne pytania o to, czy powinna już coś przeżyć. Chciałbym Cię zapytać także o Twoje zainteresowanie kulturą i wiarą żydowską. Co w tej duchowości jest dla Ciebie najbardziej inspirujące?
– Z Bożego natchnienia wybrałam studia judaistyczne. Jestem magistrem judaistyki. Myślę, że jest to ścieżka, która wynikła z mojego wsłuchiwania się w Boży głos odnośnie do tego, co mam robić w życiu. Nie jest to więc tylko zajawka – wierzę, że Duch Boży kształtował mnie w tym kierunku. Zapytałeś, co mnie inspiruje. Przede wszystkim świadomość, że to są korzenie naszej wiary. Nie da się obrazić na korzeń, odciąć się od niego i chcieć owocować. To tak nie działa. Prowadzę teraz grupę w ramach wyzwania adwentowego „Marana Tha z Sowinsky”, gdzie rozważania czytań z dnia są przygotowane w kluczu tego, jak Żydzi rozumieją poszczególne fragmenty. Dla nich Biblia to oryginalny kontekst kulturowy, językowy. A my możemy spojrzeć na to w świetle Nowego Testamentu i odkryć „prawdziwe skarby” mądrości. Powracanie do korzeni, kontekstów jest naprawdę kopalnią duchowych skarbów. Obecny w naszym społeczeństwie, w naszej mentalności duch antysemityzmu, powodowany historią, polityką, nie jest Duchem Bożym. Jeśli mamy w sobie jakąś niechęć, próbujmy zobaczyć, że Bóg działa ponad polityką, ponad stereotypami.
Jak już wspomniałaś, jesteśmy w czasie Adwentu. Jak osobiście przeżywasz ten okres? Czy podejmujesz jakieś postanowienia? Czy Twoja codzienność w Adwencie jakoś się zmienia?
– Szukanie kontekstów w Słowie Bożym, zgłębianie tego słowa – to jest podstawowa sprawa, którą robimy w ramach wyzwania adwentowego „Marana Tha z Sowinsky”. W jedności z Kościołem rozważamy czytania z danego dnia. Zgłębiamy także tajemnice wiary: Eucharystii, Jezusa, Bożego planu, eschatologii. Wymaga to trochę wysiłku intelektualno-duchowego. Poza tym duchowym aspektem jest też aspekt pewnego wyciszenia się, takiego bardzo konkretnego – czyli analogowe poranki i wieczory. Pierwsza godzina po przebudzeniu jest analogowa, bez kontaktów cyfrowych. To czas na modlitwę i bycie ze sobą, zaprzestanie bombardowania się od rana bodźcami. Podobnie dwie godziny przed snem. To pomoc i dla ducha, i dla ciała.

Na koniec chcę ponownie zapytać Cię o Twoją wypowiedź, tym razem dotyczącą macierzyństwa, która przykuła mocno moją uwagę: „Bycie mamą, czyli coś, co przekształci każde włókno twojego ciała, każdy kąt twojej psychiki. Błogosławieństwo odpowiedzialności”. Co daje Tobie bycie mamą?
– Bycie mamą stało się dla mnie katalizatorem największego rozwoju w moim życiu, zarówno jeśli chodzi o rozwój psychiczny, duchowy, jak i ten zawodowy – nauczyło mnie zarządzać, realizować, działać. Bycie mamą pomaga rozwijać cały kalejdoskop różnych umiejętności – to po pierwsze. Po drugie, jest pewna zasada, która funkcjonuje w człowieczeństwie od dawna, że za rzeczy drogocenne trzeba drogo zapłacić. Jeśli chcesz zostać profesorem, spędzasz tysiące godzin nad specjalizowaniem się w czymś. Można powiedzieć, że płacisz ofiarę z czasu, zmęczenia, uwagi. To, co w życiu wiele kosztuje, nadaje mu smak. Tak też widzę macierzyństwo, rodzicielstwo. To kosztuje wszystko, może to być ofiara wręcz całopalna, ale posmak tego jest taki słodki. Owoce, które z tego wynikają, są bezcenne.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny