fot. EPA/ALEX PLAVEVSKI

Maciej Kluczka: mamy katastrofę. Spróbujmy się w niej urządzić

17 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dziś na mapie świata przewiduje się wiele chmur burzowych, z który może spaść grad, przed którym chronić powinny się przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa. Przez Europę przechodzą silne ulewy, woda przybiera, jeśli wystąpi z rzek może zagrozić zalaniem nawet silnym i stabilnym korporacjom. W innych krajach silne wstrząsy – ziemia drży już w Stanach Zjednoczonych, wstrząsy wtórne w Brazylii i Boliwii. A jak wygląda prognoza długoterminowa?  

Tak mogłaby brzmieć korona-prognoza pogody. Brzmi katastroficznie, ale przecież nie jedną katastrofę ludzkość już przeżyła. Jak będzie tym razem? Świat przechodzi przez kryzys, którego jeszcze 3 miesiące temu nikt się nie przewidywał. Ekonomiści spodziewali się spowolnienia, ale nie tąpnięcia. Spowolnienie miało być skutkiem naturalnego przebiegu gospodarczej koniunktury, tąpnięcie jest efektem koronawirusa

Siostry zakonne szyją maseczki ochronne dla potrzebujących, na zdjęciu siostry kanoniczki Ducha Świętego de Saxia z Krakowa, fot. PAP/Łukasz Gągulski

Przewidzenie przyszłości, w której już niedługo przyjdzie nam żyć, to zadanie karkołomne, bo to równanie oparte na wielu niewiadomych. Możemy jednak już z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć: to będzie raczej silna recesja niż płytki dołek, bezrobocie w Polsce osiągnie 10% (jeśli nie więcej), a wiele firm upadnie. Jest jednak światełko w tym długim i ciemnym tunelu. Co zrobić by walczyć i wygrać? Przeanalizowaliśmy dane, wysłuchaliśmy głosu ekspertów. To jest długa droga, więc i tekst nie będzie krótki. Zapraszamy do lektury, bo żeby skutecznie walczyć o lepsze jutro, trzeba wiedzieć jak wygląda nasze dziś. I spokojnie (mimo wszystko) zacząć działać.  

Utrzymać się na powierzchni  

Pisałem o tunelu, choć bardziej adekwatne byłoby użycie określenia „utrzymać się na powierzchni”. Jak mantrę bowiem wszyscy powtarzają słowo „płynność”. Płynność finansowa to teraz najpoważniejsze zmartwienie i najważniejsze zadanie rodzin, gospodarstw domowych, jak i właścicieli małych firm i dużych koncernów. Ci, co odłożyli zaskórniaki na czarną godzinę, są w nieco lepszej sytuacji. Nieco, bo w niektórych przypadkach chodzi o natychmiastowe odcięcie od gotówki albo natychmiastowe zatrzymanie możliwości działania. Utonąć można wtedy równie szybko…

Kolejka po zasiłek dla bezrobotnych, Floryda, Stany Zjednoczone, fot. EPA/CRISTOBAL HERRERA

Tylko ostatniego dnia marca i pierwszego dnia kwietnia (i to niestety nie jest prima aprilis) prawie 14 tysięcy przedsiębiorstw zawiesiło swoją działalność, a nieco ponad 2 tysiące zamknęło swoje firmy. Rząd przygotował dla przedsiębiorców pakiet pomocowy nazywany tarczą antykryzysową. Eksperci oceniają, że to krok dobry, ale zbyt mało zdecydowany. Co znajdziemy w pakiecie pomocowym? To między innymi zawieszenie składek ZUS dla mikrofirm i samozatrudnionych, pożyczki z Funduszu Pracy (max. 5 tys. zł), dopłaty do wynagrodzeń (ale pod pewnymi warunkami) i jednorazowe postojowe (2080zł). Nie wszyscy się na to łapią, a ci, którzy mogą z tej pomocy skorzystać, muszą najpierw przeczytać 172 strony dokumentu i wypełnić odpowiednie wnioski. Dzień lub dwa tak zwanej papierologii. To pomoc szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw (tak zwane MISie), a zaraz deski ratunkowej będą potrzebować też średni i duzi. Pomoc im się należy, bo to właśnie te firmy budowały naszą gospodarkę przez ostatnie 30 lat. Gospodarkę, którą nasi sąsiedzi z uznaniem od kilku lat nazywali „polnische Wirtschaft”. Najdotkliwiej cierpi już branża transportowa, hotelarska, gastronomiczna. Są firmy, które wysypią się już w kwietniu, a są takie, które przetrwać mogę nawet i pół roku. Dokładnie tego nie wiemy, bo nie ma badań na temat kondycji firm, ich zasobów ocenia dr Wojciech Warski, przedsiębiorca, członek „Team Europe” –zespołu eksperckiego KE. (Po publikacji tego artykułu poznaliśmy nowe propozycje rządu z tzw. pakietu „Tarczy antykryzysowej 2.0 – przyp. red.)

dr Wojciech Warski, przedsiębiorca, członek „Team Europe” – zespołu eksperckiego Komisji Europejskiej

Ktoś zatrzymał świat  

Polska i polska gospodarka – jak koszula są najbliższe ciału. Nie możemy jednak z oczu stracić gospodarki globalnej, bo koronawirus jest w tej sprawie bardzo demokratyczny: dotknął wszystkich, dużych i małych. Z kolan wstają Chiny, na kolana padają właśnie Stany Zjednoczone. Oba kraje w ostatniej dekadzie rywalizowały o miano lidera w globalnym wyścigu gospodarczym. Epidemia sprawiła, że prawie z dnia na dzień łańcuchy kontaktów, dostaw i całych gospodarek zerwały się. Świat stanął w miejscu i tym samym ruszyła lawina problemów.  

Próbując odnaleźć się w tym nowym i nieznanym świecie spoglądamy w przeszłość, by z niej odczytać to, co może nam podpowiedzieć, jak będzie tym razem. Już mówi się, że ten kryzys będzie większy od tego z 2008 r., którego symbolem byli pracownicy banku inwestycyjnego Lehman Brothers, który po 158 latach istnienia ogłosił bankructwo, a oni w świetle kamer wychodzili z pracy z tym, co im zostało: z kartonem, z którego wystawała paprotka albo zdjęcie rodziny. Teraz takich zwolnień nie widać, bo większość z nas (także w Ameryce) siedzi po prostu w domu. I choć dziś świat jest bardziej przygotowany na pracę zdalną, to zwolnień i to na dużą skalę nie unikniemy. Szacuje się, że w kwietniu bez pracy znaleźć się może 40 mln obywateli USA.

fot. EPA/ETIENNE LAURENT

Amerykański mamut 

Administracja Donalda Trumpa uruchomiła już rekordowy pakiet pomocy. Nazywany jest  „mamucim”, bo opiewa na 2 biliony dolarów. Tę sytuację porównuje się do roku 1945. Czy to porównanie adekwatne? Pytam o to moich rozmówców. Ekspert ds. międzynarodowych, profesor Roman Kuźniar, ocenia, że sytuacja jest jednak inna. Przed wojną na świecie dominowały nacjonalizmy, wojny celne i gospodarcze. Po II wojnie państwa zdecydowały się na współpracę i nadały jej ramy instytucjonalne (co dało początek m.in. Unii Europejskiej). To wspaniale wpłynęło na stabilizację polityczną i długotrwały rozwój gospodarczy – mówi prof. Kuźniar, kierownik Katedry Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Międzynarodowego. Teraz jest inaczej, bo mimo niektórych polityk „patriotyzmu gospodarczego” globalizacja była faktem dominującym. Teraz więc powrót do współpracy może być łatwiejszy, a nawet niezbędny. 

prof. Roman Kuźniar, fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Na to, że ten kryzys jednak trudno porównywać do czasów wojennych wskazuje dr Marcin Kędzierski z Klubu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Teraz (miejmy nadzieję) tyle milionów ludzi nie zginie, państwa nie będą fizycznie w gruzach. Z drugiej jednak strony nawet w czasie wojny gospodarka nie była aż tak zamrożona. Handel nadal żył, funkcjonowały łańcuchy wymiany dóbr i usług, mieliśmy różne formy życia społeczno-gospodarczego, które dziś niemal z dnia na dzień zanikły – ocenia ekspertTeraz co prawda zakupy i wymiana informacji przenoszą się do świata wirtualnego, ale to jednak ten poza komputerem i smartfonem jest głównym kołem zamachowym krajowych PKB. Prof. Kuźniar zwraca uwagę na kolejny aspekt pandemicznego nowego ładu. Ten wirus kompletnie sobie zakpił z geopolityki i prężonych przez mocarstwa militarnych muskułów. Koronawirus może przyspieszyć koniec myślenia o stosunkach międzynarodowych, jako o tych, gdzie potencjał militarny decyduje o pozycji państwa ocenia dr Kędzierski. Armię można mieć silną, ale przy niewidzialnym, ale skutecznym wrogu, jakim jest wirus, natychmiastowy lockdown może być bardziej niszczycielski niż ostrzał z pocisków dalekiego zasięgu. 

Prezydent Donald Trump, fot. EPA/Doug Mills

Test dla demokracji  

Nowy, popandemiczny świat przyspieszy zmiany, które już było widać na horyzoncie. Wspomnijmy o dwóch najważniejszych. Po pierwsze – integracja europejska. Po drugie – wzrost znaczenia globalnych koncernów. Współpracę w Europie w obliczu epidemii widać było, ale nie od samego początku. Roman Kuźniar zwraca uwagę na rozpoczętą w Unii Europejskiej dyskusję. Jeszcze przed wybuchem epidemii ogłoszono konferencję europejską. To 2-letni cykl pogłębionej refleksji nad przyszłością Unii, który może zakończyć się projektem nowego traktatu. Doświadczenie walki z pandemia z całą pewnością zostałoby tam skonsumowane – ocenia profesor i przewiduje, że ta konsumpcja może polegać na pogłębionej integracji, co byłoby zgodne z tym, co mówili założyciele Wspólnoty. Widzieli oni dla niej zadanie poszukiwania odpowiedzi w czasach kryzysu.

Przeczytaj też >>> Magdalena Rzym: wyobraźnia miłosierdzia w czasach epidemii [FELIETON]

Berlin, fot. EPA/CLEMENS BILAN

Jednak oprócz traktatów i nowych rozwiązań potrzeba tych, którzy odpowiedzialnie będą je realizować. A można co do tego mieć wątpliwości, gdy spojrzy się na zachowanie przywódców państw na początku kryzysu. Boris Johnson szedł drogą naturalnej selekcji (co przygniatająca większość ekspertów uznała za drogę nad urwisko), prezydent Francji parł do wyborów samorządowych, które tylko przyniosły wzrost liczny zakażeń i oskarżenia o igranie z ludzkim życiem. Z kolei prezydent Stanów Zjednoczonych na początku bagatelizował problem. Jedyną szczerą do bólu, ale przez to wiarygodną, okazała się kanclerz Angela Merkel i to właśnie Niemcy przygotowały najbardziej szczodry pakiet pomocy dla swoich obywateli. Bezzwrotna zapomoga w wysokości kilkunastu tysięcy euro już trafiła na konta właściciel firm. Wszystko za sprawą krótkiego formularza wypełnianego w Internecie. Polska to właśnie za Niemcy powinna najbardziej trzymać dziś kciuki. Nasz poziom recesji będzie ściśle skorelowany z tym niemieckim.

Tego typu kryzysy dają możliwości ludziom złym i dobrym. Dla pozytywnych to jest dobry argument, że trzeba współpracować. A ci, którzy mają złe intuicje będą chcieli wykorzystać to wyłącznie dla własnych interesów. Niektórzy mogą stosować politykę strachu. Ludzie łatwo akceptują ograniczenia, gdy są powodowani strachem. Mając do wyboru bezpieczeństwo i wolność, wybiorą to pierwsze, ale wolność mogą stracić na dłużej niż czas pandemii. Ten kryzys to będzie wielka próba dla demokracji. (prof. Roman Kuźniar)  

Koronakryzys może przyspieszyć proces rezygnacji Stanów Zjednoczonych z roli światowego policjanta i już na dobre odbierze im palmę pierwszeństwa w gospodarczym wyścigu. Chińczycy nadrobią dystans, który mieli do Amerykanów. Dr Marcin Kędzierski z Klubu Jagiellońskiego zwraca jednak uwagę, że widać już wyraźnie, iż coraz większą rolę odgrywają pozapaństwowe podmioty międzynarodowe, szczególnie koncerny technologiczne. Dzisiaj tak naprawdę władza nie leży tylko w rękach państw, ale coraz bardziej należy do globalnych korporacji, i to tych, które kontrolują przepływ informacji, takich jak np. Google czy Facebook. Ich rola po czasie pandemii może jeszcze bardziej wzrosnąć. Ład międzynarodowy będzie bardziej przypominał sieć kontaktów niż jakiś tradycyjny układ polityczny, do którego byliśmy przez lata przyzwyczajeni – mówi główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

dr Marcin Kędzierski, Klub Jagielloński, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, fot. YouTube

Ta zmiana niesie za sobą jednak pewne niebezpieczeństwa. Wzmocnienie politycznej roli gigantów technologicznych, a co za tym idzie postępująca koncentracja kapitału, może przełożyć się na jeszcze większy wzrost nierówności. Prosty przykład? Ostatnie lata to czas globalizacji kapitalizmu, która umożliwiała budowę globalnych firm. Jeżeli dzisiaj przedmiotem obrotu staje się coraz bardziej informacja, to koncentracja kapitału nie będzie dotyczyć, jak dotychczas, kilku procent najważniejszych graczy, ale dosłownie kilku podmiotów – prognozuje dr Kędzierski.  

Zadłużyć się, by mieć potencjał 

Drogą, która z największym prawdopodobieństwem będzie musiał pójść polski rząd, jest droga zadłużenia naszego państwa. Zrobiliśmy tak w kryzysie roku 2008 i w miarę suchą stopą przez ten czas przeszliśmy. Rząd zrobi to niechętnie, ale innej drogi chyba nie ma. Rząd zdaje się postępować bardzo ostrożnie, jakby chciał bronić kraj przed nadmiernym zadłużeniem. (…) Ale moim zdaniem to nieporozumienie. Czas na wstrzemięźliwość jest w okresach dobrej koniunktury, nie złej. Dług może znacznie przekroczyć 60 proc. PKB” ocenia Morawski. I zastrzega: „Ale nie powinniśmy się tego obawiać nadmiernie. Jeżeli będziemy krajem dynamicznym gospodarczo, to bez najmniejszych problemów poradzimy sobie z obsługą tego zadłużenia. Jeżeli nie będziemy – to ciężarem będzie dla nas nawet dużo niższy dług. To nie w długu tkwi zagrożenie, tylko w ewentualnym spadku naszego potencjału rozwojowego – pisze w swojej analizie na Spotdata ekonomista Ignacy Morawski. To więc czas odważnych decyzji makroekonomicznych. Premier Morawiecki – doświadczony bankowiec – zna ich przebieg, teraz musi się odważyć nacisnąć guzik z napisem „start”. Turbulencji nie unikniemy, ale to bezpieczne lądowanie w dobrych warunkach jest najważniejsze. 

Warszawa, fot. PAP/Leszek Szymański

Nie ma rozwoju społeczeństw bez postępującej internacjonalizacji życia państw. Inaczej dojdziemy do ściany. Kto się zamyka, to jak plemiona – przegrywa – mówi prof. Roman Kuźniar. Po szybkim zamknięciu się państw, za niedługi czas może narastać coraz większa presja, by niektóre restrykcje zdjąć (szczególnie wtedy, gdy liczba zachorowań zacznie spadać albo przynajmniej utrzyma się na w miarę niskim i kontrolowanym poziomie). Takie scenariusze już bardzo poważnie rozważane są w Austrii i Danii. Rządy tych państw po Wielkanocy chcą otworzyć część sklepów, pozwolić na działalność niektórych branż. By złapać oddech i ruszyć do przodu, zachowując jednocześnie daleko idące środki ostrożności. Epidemia, która wybuchła w Wuhan mogłaby tam się zatrzymać, gdyby nie szerokie i chętnie przemierzane ścieżki globalizacji. To, co chorobę wywołało, będzie teraz jednocześnie lekarstwem na wyjście z dołka gospodarczego. 

Kolumbia, kolejka do banku, fot. EPA/RICARDO MALDONADO ROZO

Kto szybciej z niego wyjdzie? W pierwszej fazie kryzysu lepiej poradzą sobie państwa autorytarne, jak Chiny. Demokracje początkowo wypadają gorzej, ale w biegu długodystansowym i przy silnej mobilizacji społecznej mogą zdobyć o wiele więcej – mówi prof. Roman Kuźniar. Jeśli Unia Europejska znajdzie dobrą odpowiedz, to jej przykład może podziałać dobrze na inne części świata. Największym przegranym będą Amerykanie. Stany są źle zarządzane dodaje specjalista . Podobny obraz przyszłości Stanów Zjednoczonych namalował w magazynie „Plus Minus” Tim Marshall, brytyjski publicysta. Pekin ma dziś szerokie pole do działania i bez większych trudności może prezentować się jako światowy lider, wspomagając inne kraje, bo Stany Zjednoczone tego nie robią oceniał Marshall

fot. EPA/Julien de Rosa

Cisza, bo wróg idzie 

Na to, w jakim momencie się znajdujemy bardzo celnie spojrzała Karolina Wigura w TVN24. Stwierdziła, że odkrywamy to bardzo powoli i że brakuje nam narzędzi, by to zinterpretować. Najlepszym ku temu narzędziem będzie pojęcie katastrofy. Jak podkreśliła, najważniejsze książki i teksty kultury przedstawiają katastrofę  jako wybuch bomby jądrowej, totalitaryzm czy koniec świata. One jednak nie odpowiadają naszemu rodzajowi katastrofy. Można jednak z tych tekstów zaczerpnąć pytania, które w naszej obecnej sytuacji są aktualne. Hanna Arendt, w swoim myśleniu o tym, co uczynił nam totalitaryzm zastanawia się, co możemy zrobić, by żyć na tej planecie po ludzku. I jak to możliwe i na czym to polega, że sposoby myślenia ludzi i etyczne konstrukcje mogą wiele razy upadać. Pytanie, czy będzie tak też i tym razem. A już teraz widać, że trzeba się mieć na baczności. Na Węgrzech parlament przegłosował prawo, które daje premierowi Viktorowi Orbanowi nadzwyczajne uprawnienia. Z kolei Chiny proponują aplikację, która miałaby znajdować ścieżki powiązań między zakażonymi, a tymi, którzy mieli z nimi kontakt. Rozwiązanie pomocne w czasach zarazy, dramatycznie groźne w każdym innym czasie. Także polski rząd, pracując nad nowelizacją tarczy antykryzysowej, umieścił w niej obowiązek udostępniania przez firmy komórkowe danych na temat położenia Polaków. Cel? „Pozyskanie danych niezbędnych do zwalczania koronawirusa”.

fot. EPA/IAN LANGSDON

Karolina Wigura dodaje, że kluczowa jest też cisza w przestrzeni publicznej. Drony filmują, aparaty fotografują puste ulice naszych miast. Jest pusto i cicho. W „O duchu praw” Monteskiusz pisze o tym, co słychać kiedy do miasta wchodzi nieprzyjaciel. Słychać taki strach, który jest całkowitą ciszą. Teraz też mamy do czynienia z wrogiem, tylko takim, który jest niewidzialny – mówi Wigura i przypomina Monteskiusza, który mówił, że tam gdzie panuje taka cisza, to jednocześnie jest też rezygnacja z praw i wolności. 

Nie wierzę w rewolucje, czyli nagłe i radykalne przemiany rzeczywistości politycznej, społecznej i gospodarczej. Co prawda decyzje polityczne w czasie kryzysu mogą być rewolucyjne, ale rzeczywistość wymaga – tu chrześcijańskie pojęcie – metanoi, przemiany myślenia i ona musi się dokonać w bardzo wielu umysłach i na bardzo wielu poziomach. W latach 1989-1991 ludzie uwierzyli, że ZSRR może upaść i to się stało bardzo szybko, ale przyczyny nawarstwiały się już od dłuższego czasu. Niewykluczone jednak, że pandemia jest takim momentem przełomu, który pokaże nam od dawna istniejące, a jeszcze powszechnie niezauważalne procesy, które mogą doprowadzić do zmiany świata, w którym żyjemy. (dr Marcin Kędzierski, Klub Jagielloński)

U czy V 

Można dojść do wniosków katastroficznych, ale gdyby się na tym skupić to pozostałoby tylko pójść i poszukać najbliższego drzewa. Tego nikt rozsądny oczywiście robić nie będzie – mówi dr Wojciech Warski, przedsiębiorca. Problemy zaczną się od najmniejszych, bo ich najłatwiej wyrejestrować. Następne w kolejce będą firmy małe, które mają najmniejszą płynność finansową i są najbardziej zależne od sytuacji na rynku dodaje. „Przed nami wiele miesięcy, może lat, bardzo trudnej sytuacji (…) Najpierw to będzie recesja, potem obniżenie tempa rozwoju gospodarczego. Wtedy będziemy się rozwijać w tempie 1-2proc. PKB, a nie 3–4 jak ostatnio – mówi w Gazecie Wyborczej Jerzy Wilnik, ekonomista z Polskiej Akademii Nauk. 

Guangzhou, Chiny, fot. EPA/ALEX PLAVEVSKI

Recesja to m.in. niższe płace, większe bezrobocie, spadek inwestycji w gospodarce. To, że recesja nastąpi – to fakt. Pytanie tylko, jak głęboka będzie. Scenariusz 1 mocna recesja, ale szybkie odbicie (litera V). Najsłabsi upadną, ale generalnie gospodarka szybko stanie na nogi. Z najnowszych prognoz wynika (w poniedziałek premier Morawiecki w Sejmie mówił, że szczyt zachorowań w Polsce przypadnie na maj i czerwiec), że będzie to raczej scenariusz w kształcie litery U. To oznacza dłuższy dołek i wolniejsze wdrapywanie się na górę. To będzie budowanie gospodarki na nowo. Oczywiście nie w warunkach, jak po wojnie, gdy wszystko trzeba tworzyć od podstaw, ale to będzie proces, który potrwa minimum pół roku, a może rozciągnąć się nawet do dwóch lat – mówi Warski.  

Mikro i małe firmy są statystycznie ubogie. One, gubiąc płynność, nie wytrzymają. To jest największe zagrożenie. Płynność ratowana kredytami to jest rozwiązanie dla średnich i dużych, nie dla małych. (dr Wojciech Warski)

Weiji 

Wielu krytykuje rząd za to, że hojna polityka społeczna (500 plus, 13 emerytury itd.) serwowana w dobrych czasach nadwyrężyła na tyle kasę państwa, że teraz nie będzie z czego brać, by pomóc. Jednak program „Rodzina 500 plus” może w początkowym okresie jeszcze trzymać na względnie dobrym poziomie nasz popyt i konsumpcję. To jednak plan na krótki okres. Po drugie, na razie, kupować będziemy tylko towary pierwszej potrzeby, te, które mogą poczekać – rzeczywiście poczekają. A zresztą, nie wszystko teraz da się kupić. Gdzie się nie ruszyć, gdzie nie spojrzeć – problemy. Trzeba się z nimi zmierzyć. Tak, jak w biznesie i makroekonomii bardzo ważne są twarde liczby, tak równie ważne są nastroje. Oby kolejne tygodnie przyniosły wygasanie epidemii, luzowanie restrykcji i solidarność miedzynarodową. Brzmi utopijnie, ale na większą katastrofę tego świata po prostu nie stać. Słowo „kryzys” („weiji”) w języku chińskim („weiji”) składa się z dwóch znaków: pierwszy określa bezpieczeństwo i zagrożenie, drugi – początek nowej drogi i szansę. 

Hiszpańscy lekarze dziękują za oklaski, którymi obywatele tego kraju dziękowali medykom za walkę z epidemią, fot. EPA/Nacho Izquierdo

 

Zobacz także
Wasze komentarze