Fot. PAP/EPA/TRACEY NEARMY

Domniemanie winności [KOMENTARZ]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kardynał George Pell to nie pierwszy i nie jedyny duchowny, który został oczyszczony z zarzutów o pedofilię. Jego uniewinnienie przypomniało wszystkim, jak ważne jest domniemanie niewinności. Nie tylko na sali sądowej, ale także w mediach.

Były metropolita Melbourne przez 13 miesięcy przebywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze. 11 grudnia 2018 r. kardynał Pell został przez ławę przysięgłych w Melbourne uznany winnym przestępstw seksualnych wobec małoletnich. 26 lutego tego roku Stolica Apostolska zakazała mu publicznego wykonywania posługi oraz kontaktowania się w jakikolwiek sposób i formie z małoletnimi. 13 marca 2019 r. purpurat został uznany przez sąd stanu Wiktoria za winnego przestępstw seksualnych popełnionych w 1996 r. wobec dwóch 13-letnich chłopców z chóru w katedrze świętego Patryka w Melbourne, skazano go na 6 lat więzienia. 21 sierpnia 2019 r. sąd stanu Wiktoria odrzucił apelację i utrzymał wyrok. Dzisiejsze orzeczenie Sądu Najwyższego Australii ma charakter definitywny.

>>> Sąd Najwyższy Australii uniewinnił kard. Pella

Wszystko wskazuje więc na to, że hierarcha rzeczywiście nie dopuścił się nadużyć wobec nieletnich. Jak podkreślała obrona, jedna z ofiar przed śmiercią przyznała, że nie była molestowana, a relacje drugiej rzekomej ofiary podważyło dwudziestu świadków. Tymczasem wielu publicystów i polityków, także w Polsce, przesądziło już o winie kardynała. Dla wielu był skreślonym zwyrodnialcem, który jeszcze do niedawna posiadał w Watykanie niemałe wpływy. To pokazuje, jak łatwo i bezmyślnie wydajemy wyroki. Wyprzedzamy w tym wszelkie sądy. Warto i naprawdę trzeba się ugryźć w język, kiedy sprawy nie są do końca wyjaśnione. Media i opinia publiczna są tutaj często bezlitosne. Szybko przykleja się łatkę, którą trudno później odczepić, a to krzywda, której nie da się później wynagrodzić.

Kard. George Pell , fot. EPA/DAVID CROSLING

Nie chcę nawet myśleć, co musiał przechodzić kardynał Pell przez te kilka lat. Sam zapewnia, że nie ma do nikogo żalu, ale fałszywe oskarżenie z pewnością totalnie zdruzgotało jego psychikę. Wyobrażam sobie, jak bardzo musi boleć fakt, że ktoś zwykłym pomówieniem i kłamstwem w jednej sekundzie może absolutnie zniszczyć dobre imię, na które pracuje się przecież całe życie.

>>> Nie mów fałszywego świadectwa

Takich historii jest więcej. W Irlandii ks. Timowi Hazelwoodowi z Cork fałszywe oskarżenie o gwałt zniszczyło nie tylko dobrą reputację, ale właściwie całe życie. – Wolałbym, aby ktoś od razu strzelił mi w głowę niż przechodzić jeszcze raz postępowanie z oskarżenia o gwałt – wyznawał szczerze przed sądem irlandzki duchowny. Zaznaczył, że nie czuł także wsparcia biskupów, którzy wszystkie siły poświęcają na walkę z nadużyciami, a nie zajmują się tak bardzo wspieraniem kapłanów, którzy zostali fałszywie oskarżeni.

Dzisiejsze doniesienia z Australii to dobra wiadomość. Po pierwsze, dlatego, że niewinny człowiek nie będzie niesłusznie cierpiał i ponosił odpowiedzialności za czyny, których się nie dopuścił. A po drugie, są one przestrogą i nauczką, aby w przestrzeni publicznej oskarżenie nie równało się winie.

Zobacz także
Wasze komentarze