Aut. Borys Fiodorowicz, Zona, 2008

Marcin Wrzos OMI: granica z różańca i drutu kolczastego [FELIETON]

Pan Bóg bardzo kreatywnie kolejny raz mówi „sprawdzam” naszemu chrześcijaństwu. Tym razem dla nas gorzej, bo tuż tuż, na ziemi niczyjej, na granicy z Białorusią. To już nie są imigranci tonący w łodziach na Morzu Śródziemnym, gdzieś tam daleko pomiędzy Tangerem w Maroku a Włochami czy Grecją. Są na wyciągnięcie ręki.

Sytuacja nas przerasta. Z jednej strony nie możemy wpuścić tych ludzi, bo słyszymy, że są zagrożeniem dla chrześcijaństwa, państwa, a także epidemiczności, bo jest przecież ordo caritatis, czyli „porządek miłości”, który nakazuje wpierw zabezpieczyć samego siebie, ale jest i Ewangelia, i słowa papieży, i przyzwoitość. Powróćmy do słów Jana Pawła II z 2001 r. z listu apostolskiego Novo millennio ineunte (n. 49). Wielu z nas lubi powoływać się na niego, najczęściej dość wybiórczo: „Rozpoczynający się wiek i tysiąclecie będą świadkami – a wypada sobie życzyć, aby doświadczyły tego bardziej niż dotychczas – jak wielkiego poświęcenia wymaga miłosierdzie wobec najuboższych. Jeśli nasze działania rzeczywiście mają początek w kontemplacji Chrystusa, to powinniśmy umieć Go dostrzegać przede wszystkim w twarzach tych, z którymi On sam zechciał się utożsamić: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35-36). Zastanawiam się, czy w ich twarzach widzę, widzimy umęczonego Jezusa czy wroga? Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate z 2009 r. (n. ) pisze: „Zarówno uchodźcy, jak i osoby zmuszone do opuszczenia swojej ojczyzny, zawsze byli wyzwaniem dla wspólnot chrześcijańskich, aby nie tylko rozpoznały, ale także przyjęły Chrystusa w kimś obcym i potrzebującym. Oznacza to «zaangażować się w realizację autentycznego, integralnego rozwoju ludzkiego, inspirowanego wartościami miłości w prawdzie»”. I kolejny raz zastanawiam się, czy widzę w nich Chrystusa? O tym kilkukrotnie mówił Franciszek czy chociażby watykańskie wskazania duszpasterskie „Przyjęcie Chrystusa w uchodźcach i przymusowo przesiedlonych” z 2013 r.

aut. Borys Fiodorowicz, Zona, 2008

>>> Kilkudziesięciu uchodźców przebywa w pasie granicznym pomiędzy Polską a Białorusią [GALERIA]

Trochę się wstydzę przed samym sobą, że muszę przytaczać Ewangelię, nauczanie papieży, polskich biskupów, aby przekonywać, że trzeba pomóc. Kolejny raz boimy się inności. Boimy się o wiarę. Trochę jak z braćmi Jehowymi, których przepędzamy, ale rozmawiać nie chcemy, bo by trzeba było znać Biblię i nauczanie Kościoła, znaleźć miłosiernie czas na rozmowę, a okazuje się, że z tym nie za bardzo. Może właśnie ci „stojący u bram” zweryfikują nasze chrześcijaństwo, może przecież okazać się, że wcale nie mamy mocy ich ewangelizować, bo nasze chrześcijaństwo jest słabe ani nawet nie potrafimy miłować ich jako sąsiadów, a od tego jako chrześcijanie jesteśmy nominalnie specjalistami. Nie chodzi o to, aby przyjąć wszystkich, ale może jakąś część, okazując miłosierdzie?

aut. Borys Fiodorowicz, Zona, 2008

Egzorcyzmy i różaniec wokół granicy nie są rozwiązaniem, nie zasieki z drutu kolczastego, ale czynienie Ewangelii i przyzwoitość. To są ludzie. Cytując Tomasza Terlikowskiego, z którego wyważoną opinią warto się tu zgodzić: „Polska – wbrew temu, co twierdzimy – ma swoją odpowiedzialność w tej historii, bo zdecydowaliśmy się na wzięcie udziały w operacjach zarówno w Afganistanie, jak i Iraku. Ich efektem nie jest demokracja i bezpieczeństwo, ale dramat uchodźców, zniszczenie chrześcijaństwa w Iraku, rozpad struktur i wzrost przemocy. I teraz trzeba za tę sprawę wziąć odpowiedzialność, choćby przyjmując część uchodźców i imigrantów. Rozsądnie, z zachowaniem reguł, ale też ze świadomością, że jest to także nasza odpowiedzialność.

aut. Borys Fiodorowicz, Zona, 2008

>>> Lesbos: zakonnice pomagają migrantom i uchodźcom

Czy to oznacza, że mamy przyjmować wszystkich, że trzeba całkowicie otworzyć granice? Nie. Żadne państwo nie jest w stanie tego zrobić, a jego rolą zawsze jest także obrona poczucia bezpieczeństwa obywateli. Oznacza to jednak konieczność stworzenia jasnych reguł imigracyjnych, procedur i wreszcie budowy rozsądnej polityki integracji także tych imigrantów, którzy już w Polsce są (a jest ich naprawdę sporo). Populistyczny krzyk (i w jedną, i w drugą stronę) nie zastąpi polityki, a fali imigracji, wędrówki ludów nie da się zatrzymać drutem kolczastym na granicach”. Nie tylko w blasku fleszy przyjąć współpracowników służb, ale zwykłych ludzi. Piszę to też z perspektywy zarządu fundacji, która przez lata wysłała tony pomocy do Afganistanu.

>>> 250 członków Wspólnoty Sant’Egidio spędzi wakacje z uchodźcami na wyspie Lesbos

Ksiądz Wierzbicki w porannym wywiadzie w jednej ze stacji telewizyjnych powiedział: „Nie spodziewałem się, że dożyję takiego czasu, kiedy UE będzie bronić humanizmu (co jest wpisane w chrześcijaństwo – dop.) bardziej niż Kościół”. Oby to nie była prawda. Ci szukający nadziei ludzie są na naszej granicy, głodni, wyziębieni, zdesperowani, wystraszeni i zdezorientowani… I żadne logiczne wyjaśnienia nie są w stanie zagłuszyć jednego zdania z Ewangelii: „Byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie…”. To prawda, przyjmując ich – bierzemy na siebie krzyż (choćby różnic kulturowych, religijnych, asymilacji itd.), ale i bez niego, jak i bez miłości, nie ma chrześcijaństwa.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze